Sigismunda Filifionka ma zaszczyt, czyli wstęp do przeglądu plemion polskich

Pawian wczoraj się zastanawiał skąd bierze się postawa: “to prawie nowe przecież jest”. Dlatego poprosił naszą specjalistkę z zakresu zoologii fantastycznej i psychiatrii o opinię. Doktora Sigismunda Filifionka dość szybko odkryła nieświadome i utajone motywy pawiańskiej psyche… Otóż nasza badaczka chciałaby dziś przedstawić plemię Małopolan, co wytłumaczy pewne cechy gatunkowe naszego bohatera.

Małopolanie to Szkoci, wywaleni przed wiekami zza wału Hadriana za chroniczne, wręcz chorobliwe, skąpstwo. Najlepsze, najlepiej widoczne cechy tego plemienia obserwować dziś można, podobnie jak czynią to specjaliści od dialektologii, w miejscach oddalonych od zdegenerowanych cywilizacją miast. W toku ewolucji oraz ze względu na warunki życia należy dzielić Małopolan na dwie grupy:

     

  1. pierwotnych – zwanych szkockimi, ewentualnie gaelickimi na wygnaniu;
  2.  

     

  3. wtórnych – zwanych zaborowymi. Nazwa ta bierze się stąd, iż Sigismunda Filifionka zakłada hipotezę, iż cechy wrodzone, w czasie zaborów mogły ulec znaczącej degeneracji u słabszych osobników.
  4.  

Zacznijmy od grupy drugiej, którą najłatwiej określić przy pomocy pewnego paradoksu: zarobi złotówkę, straci stówę. Oszczędność, czy ewentualne skąpstwo, są z gruntu pozorne. Wyraża się to na przykład zdaniem wyrażonym przy pieczeniu ciasta, albo przy robieniu makaronu, gdy Małopolanin wtórny lub Małopolanka wtórna mawiają:

– Lepiej kupić ciasto, albo makaron, niż samemu robić, bo przecież i tak trza jojko dać.

Zauważenie, że kura po podwórku chodzi i właśnie szykuje się do zniesienia wzmiankowanego tworu kwitują wzruszeniem ramion, lekceważącym spojrzeniem, a także kiwaniem głowy z wyraźnym politowaniem, nad głupotą i naiwnością rozrzutnej osoby.

Małopolanie wtórni mogą także narzekać, iż ciągle pobliski lis-osadnik kradnie im kury (jak widać spora część życia plemienia związana jest z drobiem). Gdy zauważy się prosty fakt, że drób lata samopas po okolicy (stając się tym samym drobiem dzikim), a można zrobić na przykład ogrodzoną przestrzeń za domem, do której szkodnik by się dostać nie mógł i sprawa zostałaby rozwiązania, Małopolanie wtórni mówią:

     

  • A ile drzewo kosztuje…
  •  

Wynikiem takiego postępowania jest fakt, że pojedynczy osobnik z gatunku Vulpes vulpes w pobliżu doskonałych żerowisk może rozmnażać się bez przeszkód, a także zapraszać na pikniki krewnych i znajomych. Małopolanie wtórni w zapamiętaniu rozpatrujący silę nabywczą złotówki zapominają o schowaniu na zimę grabi, motyk, pługa, kosy. Zapłacą z wielkim narzekaniem karę za wypuszczanie gnojówki na drogę, klnąc na czym świat stoi na nieludzką Unię, bowiem wiadomym powszechnie jest, iż zawsze gnojówkę na drogę wypuszczano, by zaoszczędzić na opróżnianiu szamba.

Zauważywszy, że łańcuch mocujący krowę do gruntu (jak wiemy krowy należą do zwierząt najczęściej porywanych przez huragany) się zepsuł, naprawią go drutem, który następnie nieszczęsne zwierzę wbije sobie w powiekę. Małopolanie wtórni zapłacą weterynarzowi za opatrunek i rzucając nierządnicami poproszą sąsiada o naprawienie oczka łańcucha, tłumacząc przy tym wszystkim, którzy chcą słuchać, albo i też nie, jak “weteryniorze” oszukują polskich rolników.

Małopolanie wtórni, osiadli na roli, w wielkiej pogardzie mają wszystkich, którzy nie wykonują podobnego fachu, uważając ich za czynnik destrukcyjny na wsi spokojnej i wesołej, bowiem powszechnie wiadomo, że jak pradziadek tak robił, to i ja robić tak będę, bo skoro dobrze bywało niegdyś, to teraz także będzie.

Trzeba jednak pamiętać, że nie każdy osobnik mieszkający w Małopolsce krócej niż 200 lat będzie reprezentował typ wtórny. Poznaniak przesiedlony do Małopolski zawsze pozostanie sobą, bowiem w tym wypadku nie znajduje zastosowania teza, iż gorszy pieniądz wypiera lepszy, na co Sigismunda Filifionka chciałaby zwrócić uwagę ekonomistów i zmusić ich do badań terenowych.

Charakterystykę drugiej grupy rozpocząć należy od zaznaczenia podstawowego dla tej formacji osiedleńczej faktu, iż Małopolanie pierwotni specjalizują się w pędzeniu bimbru, który produkują ze wszystkiego, poza starymi skarpetami i gumofilcami, bowiem nic nie może się zmarnować. Pozostawienie jabłka na najwyższej gałęzi olbrzymiego drzewa skutkuje wyklęciem przez rodzinę i wytykanie paluchami przez całą wieś:

     

  • Patrzcie go, jakie panisko, dziedzic psiajucha, jabłek ma za dużo…
  •  

Mimo iż odmiana ta jest dość gościnna, co nie świadczy o umiłowaniu bliźniego, a raczej o myśleniu pragmatycznym, nasza badaczka nie zachęca do odwiedzania Małopolan pierwotnych pod koniec tygodnia. Gość zostanie wówczas uraczony wczorajszymi ziemniakami pozostałymi z obiadu (fakt, że w pyszny sposób przypieczonymi na masełku, ale nie każdy lubi opiekane ziemniaki), zaś na deser zostanie potraktowany ciastem, które pozostało od niedzieli i jest lekko obeschnięte. Walorem wizyty zawsze pozostaje alkohol, bowiem jak powiedziano wcześniej Małopolanie naprawdę potrafią go produkować, a na przykład nalewki z tarniny, aronii czy mirabelek to po prostu czysta poezja. Nasza badaczka w trakcie badań terenowych nie spotkała się z marchwiówką oraz łopianówką, ale podejrzewa, że to jedynie przez przypadek.

Małopolanie gaeliccy wszystko nieustannie naprawiają, bowiem kupno nowej rzeczy jest pierwszym, najgorszym grzechem w ich lokalnym zbiorze praw. Podobno, jeszcze 50 lat temu, kamienowano za takie przewinienie, ale badaczka nie spotkała się z osobnikami, którzy chcieliby mówić o tych tajemnych rytuałach penalizacji plemiennej. Małopolanie uważają zawsze, że każda rzecz w ich otoczeniu jest “prawie nowa” i posłuży jeszcze przynajmniej sześciu następnym pokoleniom, właśnie tak, jak służyła ich praszczurom.

Małopolanin zakładający koszulę do prac domowo ogródkowych zawsze zwraca się do swej połowicy z pretensjami:

– No co, no co, najlepszą koszulę dałaś mi do roboty – po dokładniejszym zbadaniu zawsze okazuje się, iż wzmiankowany ubiór ma 322 lata i dwie gustowne łatki, całkiem niewidoczne, a także lekko (no lekko, prawie nowa koszula, mówię) przetarty kołnierzyk.

Podział zaprezentowany przez doktorę Sigismundę Filifionke ukazuje w dobitny sposób najbardziej charakterystyczne cechy plemienia występującego na obszarach Małopolski i jednocześnie tłumaczy niektóre zachowania, zdegenerowanego co prawda życiem w mieście Pawiana, postepującego w określony sposób, wskazujący na łączność z ludem szkockim.

Sigismunda Filifionka żegna się z Państwem, zastanawiając się nad możliwościami badań polskich plemion.

Reklamy
Published in: on 01/09/2009 at 14:45  10 Komentarzy  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2009/01/09/sigismunda-filifionka-ma-zaszczyt-czyli-wstep-do-przegladu-plemion-polskich/trackback/

RSS feed for comments on this post.

10 KomentarzyDodaj komentarz

  1. a ja to bym powiedziała, że to nie tylko plemię zamieszkujące Małopolskę, skoro i w okolicach całej wyżyny krakowsko-częstochowskiej mnogo takich oszczędnych przypadków, z moim rodzonym ojcem na czele

    powiedz, że będzie cały cykl, powiedz 🙂

  2. się zobaczy 😀

  3. a jeszcze takie gacie, co w nich chodzą w lecie na Działce (to miastowe).
    i jak do Psa (miniaturowy, wielorasowy) mówią:
    — och ty mój pieseczku maleńki!
    a do rzony:
    — no i czemu ty Holero 1dna furtkę otwarłaś i pies się mogł zgubić bedny…
    no, w Ogólności ciekawy Kraj mamy; i Krajan.

  4. Bo każdy Krajan to jak von Karajan…

  5. Zapachniało konopielkowato…

    Pewnie jeszcze sierpem rżną? Dołączam się do suplik o kontynuacje, bo my zachodniacy za mało wiemy o takich matecznikach polskości pszaśnej i jarej!

    Pozdrowienia i powodzenia w badaniach

  6. Pyszny tekścik, pyszny. Prosimy o kolejne wnikliwe badania….

  7. Nie, nie! Szkoci to małopolanie wyrzuceni z Polski za rozrzutność! 🙂

  8. Cudo! To wzorem malopolan moglabym wmowic sobie, ze jestem „prawi nowa”, co? Tylko pewnie musialabym sie do nich przeniesc, bo u mnie nikt by nie uwierzyl chyba! :-)))))

  9. Dzidka: Tak głosi obiegowa opinia, badania przeprowadzone w terenie ujawniły głeboko skrywaną prawdę 😉

  10. Ojciec mojej kolezanki, choc nie Malopolanin, a Kaszub, nalewke nawet z burakow cudowal!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: