Kierunek wytyczony, czyli zmiany na gorsze

 

Benedykt XVI odwołuje ekskomunikę części schizmatyków. Ciekawy gest, szczególnie w konfrontacji z wcześniejszymi dokonaniami tego następcy św. Piotra. Oczywiście można się ekscytować poglądami jednego z levebrystów, Pawian przyznaje, że nieco nim wstrząsnęły. Ciekawa jestem, jak poradzą z tym problemem sobie wierni, Pawian na szczęście nie musi. Jednakże ten znak powrotu do przeszłości z pewnością zamyka dyskusję, która wydaje się (a raczej wydawała, bo niestety trzeba użyć czasu przeszłego) obecnie całkowicie sensowna, to znaczy kapłaństwa kobiet. Pawian rozumie, że wśród apostołów kobiety być nie mogło, ale minęło już dwa tysiąclecia, świat się zmienia. Kobiety nie są godne być katolickimi duchownymi? A dlaczego? Pewnie jako białolistne kwiaty zerwane ręką grzechu ze świadomości drzewa, że tak Pawian strawestuje Kasprowicza, jako nosicielki grzechu pierworodnego nie mogą.

W “Polityce” nr 29/2008 Adam Szostkiewicz w artykule “Nowe szaty papieża” przedstawia fakty, o tym, jak zmienia się sytuacja kapłaństwa kobiet w kościele protestanckim i rzymskokatolickim:

Na początku lat 90. dopuszczono do kapłaństwa kobiety. I choć zgoda na wyświęcanie kobiet biskupów wydaje się logiczną konsekwencją wcześniejszej zgody na kapłaństwo kobiet, to w Kościele Anglii szykuje się bunt tamtejszych tradycjonalistów. 1300 księży i 11 biskupów napisało w liście do abp. Wiliamsa, czy nie opuścić Kościoła. I faktycznie po dopuszczeniu kobiet do kapłaństwa kilkuset księży anglikańskich przeszło (z żonami) do Kościoła rzymskokatolickiego, bo ten, jak wiadomo, żadnych nadziei na kapłaństwo kobietom nie robi.

Watykan rzadko bywa szybki w sprawach trudnych. Tym razem zareagował już 8 lipca, dzień po decyzji Kościoła Anglii. Otwarcie drogi do ordynacji kobiet biskupów Kościół rzymskokatolicki przyjmuje z rozczarowaniem – napisano w oświadczeniu papieskiej rady jedności chrześcijan.

Łatwiej zaakceptować brak celibatu niż księdza z menstruacją? Ten relatywizm w Kościele od dawna Pawiana zastanawia. Jak można potępiać relatywizm, jeden z szatanów XX i XXI w. zrównany w sile grzechu z cywilizacją śmierci, czymkolwiek ona jest, przy okazji postępując w zasadzie na co dzień, że aż czasem Pawian, ateista, antyklerykał i wolnomyśliciel czasem aż się mocno wystrasza? Że to oznacza po prostu brak zasad, brak pryncypiów? Oczywiście Pawiana nie obchodzi to, że jakiś tam wierny, czy wierna seks uprawia przed ślubem, chociaż pewnie tak to właśnie wygląda, że od rzemyczka, do koniczka. Wierni widząc relatywizm w decyzjach Kościoła, w postępowaniu duszpasterzy nie widzą niczego złego w partyzantce i żonglują zasadami, uznając wedle własnego widzimisię, jak się zachowywać.

Nie o to chodzi. Jednakże, z jednej strony mamy ciekawy artykuł o celibacie, w którym dane statystyczne jaskrawo mówią o nieprzystosowaniu nauczania księży do życiowej praktyki, a jakichkolwiek na ich korzyść decyzji zwierzchników nie będzie, z drugiej zaś strony ten brak działania dziwić nie może, bo doskonale widać było, jak sobie Kościół z problemami radzi, w rozmowie z nowym szefem zakonu redemptorystów. Nic nie robić, to się po kościach rozpełznie i jakoś będzie działać nadal.

W każdym razie celibat trzyma się całkiem nieźle, bo “Watykan wydał instrukcję, która zaleca biskupom i władzom seminariów duchownych zatrudnianie psychologów testujących przydatność kleryków do kapłaństwa. Badania mają pomóc w wykluczeniu mężczyzn niezdolnych do zachowania celibatu, niepotrafiących zapanować nad żądzami, niedojrzałych oraz niepewnych swej męskiej tożsamości psychoseksualnej”. Zbierając to wszystko do kupy, Pawian myśli, że można mieć stadko księży z odzysku ekumenicznego, z żonami, dziećmi i wnukami, przy jednoczesnym twardym wybieraniu tych, którzy do fachu się nie nadają, co ciekawie można zestawić z problemami co do ilości powołań w Europie. Ale za żadne skarby nie można wyobrazić sobie kapłana siedzącego w konfesjonale, który oprócz tego, że ma stułę, to ma też i jajniki.

Religia miłości, czy religia wykluczenia? Gej księdzem nie będzie, kapłanką nie może zostać kobieta. Można zaakceptować schizmatyków, można uciszać procesujące się ofiary nadużyć seksualnych ze strony księży, można zamiatać pod dywan wszystkie istniejące problemy i nie dostrzegać zmieniającego się świata. Można kłaniać się w pas Chińczykom, ustępując im kosztem zdrowia i życia własnych uwięzionych biskupów. Można robić to wszystko w imię miłości bliźniego. Jak widać można właśnie tak postępować i nawet być papieżem. Talleyranda by zatkało i pewnie Machiavellego też.

Oczywiście na kapłaństwo kobiet w Kościele rzymskokatolickim Pawian nie liczy. Tylko zastanawia się nad tym, jak łatwo zmienia się decyzje, które stanowią podstawę światopoglądową wielomilionowej rzeczy ludzi na całej ziemi. Jeden papież ekskomunikuje, drugi to odwołuje. To, który z nich miał rację? To co jest stałe w Kościele? Grzech aborcji od XIX w. może za parę pontyfikatów przestać nim być. To dlaczego nie można pozwolić, by mszę odprawiła kobieta? Skoro wszystko jest płynne i relatywne? Skoro zasady zmieniają się szynko, a za parę lat rządów krzepkiego Benedykta w czerwonych papućkach z ustaw Soboru Watykańskiego nic nie zostanie. Kościół jest opoką, jak lubią mawiać duchowni, jednakże owa opoka czasem wspiera na glinie, czasem na wapnie, czasem na marmurze, a czasem niestety na gównie. Zaś z tego co widać bardzo rzadko dziś ma cokolwiek wspólnego z drzewem krzyża, na którym z miłości do wszystkich ludzi zginął Ha Nocri.

Pawian teraz odszczekiwał będzie. Za czasów pontyfikatu JPII mówił, że dominacja frakcji konserwatywnej Kościołowi niczego dobrego nie przyniesie. To fakt, ale Pawian nie miał pojęcia, że to co nazywał konserwą, było liberalizmem całą gębą. Oczywiście zaistniałe wydarzenia nie biorą się z próżni, a Benedykt nie wyskoczył niby dżin z lampy. Chyba diametralnie nie zmienił poglądów, odkąd stał się głową Kościoła? Chociaż, kto go tam wie, skoro to relatywista?

Dobranoc.

Przypisy:

 

 

 

http://wyborcza.pl/1,76842,6199607,Ksiadz_pragnie_zony.html

http://wyborcza.pl/1,75248,5875888,Gej_ksiedzem_nie_bedzie.html

 

Reklamy
Published in: on 01/28/2009 at 00:48  19 Komentarzy  
Tags:

Ale świętości nie szargać, bo trza żeby święte były, czyli mimo wszystko szacun wybiórczy

 

Zainspirowane jednym zdaniem w komentarzach na Preclowej stronie (link z prawej). 

Pawiana śmieszy kilka obiegowych poglądów, które zrobiły niesłychaną karierę. Stały się one wytrychami, których się powszechnie używa, nie bacząc na konsekwencje. Na przykład gwiazdki z tańców na rurze uwielbiają w kolorowych magazynach mówić, że dla nich najważniejsza jest rodzina. Po czym za trzy lata są już po pięciu rozwodach. Lepiej by zrobiły, gdyby używały frazy, że ważne jest dla nich życie rodzinne, bo to nie zakłada, albo zakłada w mniejszym stopniu, pewnej określonej wizji społecznej i zawsze można mówić, że miało się na myśli wiele rodzin, wiele modeli, wiele możliwości życia rodzinnego. Pawianowi akurat nic do tego, bo chciał napisać o znacznie gorszym przypadku, o używaniu słowa “szacunek”. Lubimy frazy z tym słowem: szacunek dla życia, szacunek dla godnej śmierci szczególnie podle brzmiały, gdy spod lóżka w Watykanie żurnaliści co pięć minut informowali nas, czy chory człowiek oddycha, czy też przestał. Tenże szacunek inaczej brzmiał w stolicy Piotrowej, a zupełnie inaczej już w kwestiach życia i śmierci Terri Schiavo.

Słownik języka polskiego podaje, że szacunek jest to: «stosunek do osób lub rzeczy uważanych za wartościowe i godne uznania»

Mówimy tez często, że trzeba szanować ludzi, trzeba szanować nauczycieli, szanować np. urząd prezydenta. Jak się tak głębiej przyjrzeć tym sformułowaniom, podważyć ich sens i wykazać, że stanowią przyklepaną przez wieki jedną z bezrefleksyjnie powtarzanych maksym, których prawdziwości nie weryfikuje się w żaden sposób, to może wyjdziemy na bezdusznych i amoralnych świrów, ale spróbować nie zaszkodzi.

Tak, nauczyciele podjęli się heroicznego czynu wychowania stad młodych pokoleń i są kiepsko opłacani. Nie trzeba się było pchać do pokoju nauczycielskiego, tylko wybrać twardą walkę korporacyjną i kokosy zarabiać. Dlaczego trzeba szanować przedstawicieli różnych zawodów, właśnie nauczycieli, albo księży? Bo co? Są lepsi od reszty? Bo mają dziennik i czerwony długopis, koloratkę? Wśród nauczycieli i księży trafiają się bestie ludzkie oraz anioły. Uwłaczamy tym ostatnim, gdy szanujemy wszystkich. “Ja ciebie czczę”, pada w Prometeuszu Goethego, A następne zdanie brzmi: Za co? Ano właśnie. Za co? Mam darzyć szacunkiem jakiegoś typa, co wali w swą żonę, niby w bęben, upija się regularnie i zarzyguje sąsiadom wycieraczki? Za człowieczeństwo? Proszę wybaczyć, ale to chyba jakaś pomyłka. Podobnie jak ta z misterium życia. Nie, Pawian nie darzy szacunkiem bliźnich jak leci. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Nie mam pojęcia, czy szanuję mijaną w okolicach dużego placu, prawie codziennie, panią w brązowym kapeluszu. Ani ją tam szanuję, ani nie. Nie mam zdania. Jak zobaczę, że truje koty piwniczne, to spuszczę jej łomot, a potem wezmę flecik i powiodę pod jej drzwi stada tańczących szczurów, żeby przemyślała swe niecne uczynki.

Mogę nie szanować (w zasadzie nie szanuję) np. tego gościa, o którym wieść gminna niesie, że antyfeministyczna szuja uczelniana. Ale przy spotkaniu go na korytarzu nie wyrżnę go w brew, ani w oko, a jedynie chłodno odpowiem na “dzień dobry” rzucone mimochodem z jego strony, chociaż na co dzień wyznaję zasadę, że “grzeczniejszy kłania się pierwszy” i nie zastanawiam się nad zależnościami społecznymi. A jak usłyszę, że gada coś a’la maczo, to wówczas będę się bawić toledańskim szpadlem. A splugawionego trupa rzucę do Tybru – tym samym wyrażę brak szacunku dla jego zbezczeszczonych zwłok. 

Pawian nie szanuje ludzkości. Pawian szanuje poszczególne jednostki i wcale nie wymaga od świata, by ten szanował go za to, że jest nauczycielką, czy też kobietą. Pół świata jest kobietami, wśród nich były te całkiem fajne, miłe i dobre, jak na przykład pewna nieduża pani profesor, która uwielbiała podróże i była językoznawczynią. A były też i takie, o których wstyd wspominać, jak na przykład szefowa SS-manek z Oświęcimia. Chociaż może dla swych krewnych, przyjaciół czy nawet ludzi mijanych na ulicy mogła być osobą godną szacunku. I pewnie mieli rację, bo znali jedynie część jej żywota. Nota bene, gdyby hitlerowcy wygrali II wojnę, a kości naszych przodków (nas by nie było) użyźniałyby jakiś sadek, czy ogródek, to pewnie byłaby bardzo szanowaną starszą panią, która walczyła w czasie wielkiej wojny… I ordery za to ma.

A już najgorsze jest z urzędem np. prezydenta. Mam szanować urząd, czyli ustawowo nie wolno mi narobić przed pałacem prezydenckim. Zgadza się. Pawian nie narobi tam niczego, nie ma obawy. Jednakże jak szanować osobę, tylko z tego powodu, że stała się jedną z najważniejszych w państwie? Proszę wybaczyć. Mogę zachowywać normy współżycia społecznego, nie obrzucać jajkami, nie pluć, nie używać wyrazów, ale do szacunku nikt mnie zmusić nie może, bowiem wyraz ten jest całkowicie uznaniowy.

– Ten gość budzi mój szacunek, bo ma 25 lat, a już dorobił się Mercedesa.

– Ten gość nie budzi mojego szacunku, bowiem ma 25 lat i nie potrafi pisać ortograficznie, na dodatek pluje na ulicy i nie jest ważne to, że ma czysto w swym nowym, wypasionym Mercedesie.

Te dwa zdania wskazują jaskrawo, że to, co dla jednych jest godne pochwały i jest powodem do darzenia szacunkiem, dla innych jest brzęczeniem much. W związku z czym rozumiem, że ktoś szanuje prezydenta np. obecnego. Ja nie, przy jednoczesnym zachowaniu norm społecznych. Jednakże nie muszę szanować, podobnie jak ministra byłego, jednorazowego, który wsławił się mundurkami. To samo dotyczy tego wiceministra, co wszędzie zboczeńców widział. Pawian nie szanuje ludzi z obsesjami seksualnymi, które uniemożliwiają im normalne funkcjonowanie. Lubisz jeść pończochy i osiągasz w tym momencie seksualne spełnienie, ależ proszę, smacznego, ale rób to w domu. Jednakże jak jesteś wiceministrem i sobie wyobrażasz stosunki seksualne i jeszcze głośno (w mediach) o tym mówisz, to jesteś naprawdę niegodnym szacunku zboczeńcem.

A w sumie to Pawian na koniec chciał powiedzieć, że nie szanuje papieża Benedykta, nie jako głowy Kościoła, bo nic Pawianowi do tego, ale jako polityka i człowieka. Nie szanuje i koniec. Podobnie nie szanuje łysych młodzieniaszków w czarnych kurtkach wykrzykujących: lesby do gazu… Nie szanuje też tych polityków, którzy robią z gęby dupę, licząc na krótką pamięć elektoratu. Czy są różnice w braku szacunku? Jakieś odmiany? Pewnie tak, ale to już jedynie semantyka… Dobranoc.

PS. Pawian wie, że ten wpis jest prosty jak konstrukcja dzidy bojowej (przeddzidzie, środzidzie, zadzidzie), ale mu temat siedział na wątrobie od kilku rzuceń oczkiem na różne fora.

Published in: on 01/27/2009 at 01:13  5 Komentarzy  
Tags:

Rebelianci są widoczni, czyli remake Gwiezdnych wojen feminizmu

 Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, gdy Pawian był jeszcze socjopatyczną malkontentką pisał na bloxie cykl pogadanek, który można było nazwać “Wybrane zagadnienia feminizmu”. W jednym z felietonów zastanawiał się nad udziałem nowoczesnych ojców (będących zaprzeczeniem XIX-to wiecznego “wielkiego nieobecnego”) w niszczeniu patriarchalnych stereotypów

http://socjopatycznamalkontentka.blox.pl/2006/11/Facet-od-zadan-specjalnych-czyli-Rebeliantom-moze.html

I nagle, po dwóch latach, objawia mi się list dyskryminowanego w procesie wychowawczym ojca. Dyskryminowanego przez reprezentantki służby zdrowia.

http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,96856,6163495,Ja_tylko_nie_obcinam_paznokci_i_nie_karmilem_piersia.html

Z jednej strony, Pawian głęboko współczuje tatusiowi, który nagle stanął oko w oko ze stereotypami ról społecznych. Nic tak nie wkurza, jak stwierdzenia, że mężczyzna powinien umieć zreperować kran, że powinien umieć pogrzebać w aucie oraz te z przeciwnej strony, że mężczyźni nie rozumieją “z natury” potrzeb noworodka, że nie znają się na pieluchach, zupkach i kupkach. Tak samo mocno wkurza, gdy słyszy się, iż kobiety są fatalnymi kierowcami, gorzej orientują się w przestrzeni, ale za to mają lepsze wyczucie kolorów (o czym pisał ks. Marek Dziewicki, wybitny specjalista kobietologii stosowanej), a także, że dbają o dom chętniej niż mężczyźni, bowiem w tym przejawia się jakaś tam kolejna bzdura uogólniających obrazów zgodnie z regułami myślenia postulatywnego. Dlatego Pawian autorowi listu zamieszczonego w “Wysokich Obcasach” współczuje, ale… tylko troszeczkę.

Nie, nie chodzi o to, że kobiety są dyskryminowane, a mężczyźni (w związku z tym) nie mogą. Ależ niestety mogą i często są, co właśnie dawno temu socjopatyczna w swych felietonach starała się pokazać.

Z drugiej strony narzuca się pytanie: a o co takie aj waj? Nie można syknąć do pielęgniarki-dyskryminatorki: “Czy pani uważa, że w związku z posiadaniem przeze mnie penisa nie jestem w stanie zajmować się moim dzieckiem? Czy mój penis powoduje, że nie mam jakichś predyspozycji do wychowywania dziecka? Wie pani o tym z podręczników medycznych?”

Ręczę pawiańską stopą i dodaję jeszcze ucho, że szybka reakcja, dobitnie zwerbalizowana w 90 na 100 przypadków odnosi oczekiwany rezultat. Dodać należy, że Pawian nie chce być wredny, ani zachowywać się w sposób odwetowy. Po prostu tak wygląda codzienna praktyka feministyczna. Dochodzisz swoich racji głośno, przyzwyczajasz przeciwników, że nie ma litości. I już.

Z trzeciej strony (znów jestem jak Tewje Mleczarz) zastanawiam się, czy ten list do czasopisma nie jest przejawem postawy: patrzcie, jaki jestem super, jaki jestem wspaniały i cudowny, jak świetnie sobie radzę, a kobiety mnie dyskryminują. Jakby pisnął Albercik z Seksmisji: Kobieta mnie bije… Bowiem, co ciekawe, w tym liście nie ma mowy o dyskryminacji ze strony mężczyzn. Albo autor listu nie spotkał się z mężczyznami-lekarzami (bo o pielęgniarzach i położnych to raczej nie myślę, spotkanie ich w Polsce jest tak samo możliwe, jak ujrzenie nienaćpanego eukaliptusem misia koali, co nie znaczy, że ich nie ma), albo też z ich strony nie doznał szykan.

Pawian kręci nosem i odrzuca ową trzecią stronę, bo ogólnie autor listu jawi mu się, jako bohater pozytywny i chyba nie chce go postrzegać inaczej. Zresztą, nie ma żadnych danych, by właśnie tak myśleć. Tekst mówi o konkretnych przypadkach i na nich należy się skupić.

Z czwartej strony Pawian powtórzy, że nie rozumie tego aj waj. Pamięta bowiem czasy epoki pełnej błędów i wypaczeń (znaczy PRL-u), gdy nikt nie zastanawiał się, kto pójdzie z dzieckiem do lekarza, bo chodziło to z rodziców, które mogło się z pracy np. zwolnić. W końcu skądś bierze się wizja tych urodzonych w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, jako pokoleń wychowanych z kluczami na szyi i wchrzaniających szkolne obiadki. Rodzice pracowali, a nie każdy był szczęściarzem i miał babcię, jak nie przymierzając Pawian.

Teraz zaś się okazuje, że tatuś z dzieckiem, to jakiś ewenement na skalą światową i zaraz dyskryminowany. Dlaczego? Ano pewnie dlatego, że prorodzinna polityka państwa zbudowana jest na wizji paskudnych karierowiczek, które jak dzieci urodzą, to podrzucają niby kukułki i nadal chodzą z wielkimi teczkami i w niesłychanie drogich kostiumach. Przeciwwagą dla tego typu wyrodnych matek (w wizji prorodzinnego państwa) są te, które opiekują się swym potomstwem, a partnera traktują jako rozpłodowego buhaja, który po wyrzuceniu z siebie właściwego plemnika zajmuje się zarabianiem kasy. Złośliwie by się chciało dodać: “i schodzi z najlepszego ze światów zaraz po czterdziestce na zawał, pozostawiając pewnie dzieciaka przed maturą i niepracującą żonę”.

No i jeszcze ta akcja “Gazety Wyborczej”, związana z ojcem, gdzie za autorytety robili Pulikowski i guru polskiej psychologii, obaj jednakowo bezsensowni, obaj utrwalający stereotypy, pełni frustracji, a czasem wręcz nienawiści wobec kobiet.

Wracając do tego ojca nowego typu, który w momencie, gdy objawia się jako opiekuńczy, merytorycznie i psychicznie przygotowany, odpowiedzialny, a także kompetentny, staje się ewenementem i jest dyskryminowany, jako wyłamujący się ze stereotypowej roli, to zadać należy pytanie dlaczego jest tak traktowany. Ano, wyjaśnienie leży właśnie w owej wizji, którą nam się od jakiegoś czasu serwuje. Właśnie tego państwa z ustalonymi rolami, gdzie wszystko jest jasne i proste. Świat zaludniają pracowici mężczyźni znający się na samochodach, zapewniający godziwy byt rodzinie i borykający się z kredytem we frankach szwajcarskich na upragnione 60 m. kwadratowych, wstrętne “karierenfrau” oraz te, które Kinder, Küche und Kirche.

Podsumowanie? Dyskryminacja mężczyzn występujących w niestereotypowych rolach społecznych łączy się (i niejako wynika) z dyskryminacją/z dyskryminacji kobiet. Jak wreszcie przestaniemy klasyfikować osobniki z macicami wedle fantazmatycznego układu ról rodem z XIX w., którego na dodatek nigdy nie było, to wówczas tatusiowie z butelką pełną mleka na ławeczce w parku, tatusiowie z dzieckiem w ośrodku zdrowia, tatusiowie fachowo pieluchujący, oliwkujący, pudrujący i co tam jeszcze się z niemowlakiem robi, przestaną być obiektem ataków także strażniczek systemu, które autor listu właśnie spotkał na swej drodze.

Zdziwienie autora listu jest uprawnione. Spotkał się ze stygmatyzacją, której nie ma ochoty znosić. Pawianowi jest przykro, ale jednocześnie chichocze wewnętrznie, gdy skutek zostaje pomieszany z przyczyną. Tatuś pyta:

A kiedy za zmianą rzeczywistości podąży zmiana stereotypów w głowach Szanownych Pań?

A Pawian odpowiada: Drogi Panie, stanie się to wówczas, gdy stereotypów płciowych, związanych z rolą społeczną po prostu nie będzie. Proszę lobbować wśród kolegów, wśród strażniczek systemu, którą być może jest nawet Pana mamusia, chociaż tego z pewnością nie życzę, ale jest to możliwe. Stereotypy w głowach pań, to właśnie zakorzeniony patriarchat, nagle przestał Pan być beneficjentem systemu, a stał się Pan ofiarą. Jak wszyscy. Kobiety i mężczyźni. Radzę poszukać stronniczek i stronników wśród feministów i feministek. Tylko tam znajdzie Pan zrozumienie i pomoc. I jeszcze mam wrażenie, że postawa autora listu jest także stereotypowa. Bo czy on zwraca się do tych konkretnych pracownic służby zdrowia? Czy też do całej populacji kobiecej? Mam wrażenie, że to drugie, a to oznacza, że sam nadal dzieli świat na ten “kobiecy” i na ten “męski”. A tak, to my daleko nie zajedziemy…

Dobranoc.

 

 

Published in: on 01/26/2009 at 00:22  16 Komentarzy  
Tags: ,

Złej baletnicy, to przeszkadza i cudzy rąbek u spódnicy, czyli po pierwsze… kopnij

 

Pawian dziś miał nie pisać, z powodu, że ma dwie rączki, a zwłaszcza lewą, ale tak się wściekł, że chociażby miał wyklikać swą żółć jednym paluchem, to i tak to zrobi. No i kto to mówi, Proszę Państwa. Wstydu trzeba nie mieć, żeby powołanie Czumy na ministra krytykować, że jego wykształcenie prawnicze, to “odległa historia” oraz że “brak mu merytorycznego przygotowania”, jak rzekł Zbigniew Ziobro. No to już parodia. Zacznijmy od tego, że sam sobie pan Z. zaprzecza, bo w końcu ma ten Czuma wykształcenie, czy też nie? Bo Ziobro mówił jedynie 1 minutę i osiemnaście sekund, a ja już nie wiem, o co mu chodzi. Ale nie to jest najciekawsze…

A jakie doświadczenie miał minister rządu PiS-u? Poza zdanym egzaminem prokuratorskim? Też żadnej praktyki, a tu nagle zgrywa oberprawnika? Pawian nie ma pojęcia, jakim ministrem będzie Andrzej Czuma. Załóżmy, że fatalnym. Jednakże jest prawnikiem, podobnie jak pan Ziobro – to o co chodzi, dlaczego były minister ma za złe? W praniu wyjdzie, jak będzie Andrzej Czuma służbę pełnił. Po drugie były minister PiS-owski powinien siedzieć cicho, bo to z jego rządem związany był pan Kryże, właśnie ten sam, który Czumę skazał. To w jego rządzie był Roman Giertych, Andrzej Lepper, Edgar “Peron” Gosiewski i wielu innych, same asy, każdy jeden.  To jego rząd pana Sławomira Skrzypka powołał, a w sprawie wykształcenia tegoż, to też coś było nie bardzo, nieprawdaż?

Może to jest tak, że skoro Ziobrze poseł Kurski nie przeszkadza, a jak wiemy jest to niezwykle empatyczna, subtelna i dobrze wychowana jednostka, to właśnie ten Andrzej Czuma, bez “pasji” i “wyrobionych poglądów”, jawić mu się może jako pospolity bladawiec. Pawian może spuentować ową sytuację następująco: jak ktoś jest garbaty i zezowaty, to nie powinien zwracać uwagi na cudzy astygmatyzm i pryszcz na plecach.

Nie wiem, czy Andrzej Czuma będzie dobrym ministrem. Wiem natomiast jakim szefem resortu sprawiedliwości był Zbigniew Ziobro. A tak na marginesie, bo Pawian nie pamięta, ale czy za właśnie rządów ministra z PiS-u, jakiś zamieszany w sprawę Olewnika typek też nie popełnił samobójstwa? Czy czasem nie nazywał się Franiewski? Jakoś było to latem 2007 roku, a jeśli Pawiana pamięć nie myli, to kto wówczas był ministrem sprawiedliwości? No, kto? O innych dokonaniach byłego ministra Pawian mówić nie będzie, bo Państwo mają dobrą pamięć, chociaż…

Trzeba mieć albo wielkiego pecha, albo niewielkie umiejętności, by będąc prawnikiem, jednocześnie przegrać proces o naruszenie dóbr osobistych, a tak naprawdę to zwykła pyskówka była, no zniesławienie. I jeszcze, żeby w tak pokazowej akcji, o aresztowaniu podejrzanego decydował nie będący niezawisłym asesor sądowy, co wytknął polskim władzom Trybunał Praw Człowieka ze Strasburga. To tyle w kwestii wykształcenia, poglądów, pasji i merytorycznego przygotowania. A teraz Pawian przydrożny idzie spać, bo nie dość, że zrobił się siny ze złości (bo choleryk), to jeszcze łapa go boli. Dziś nie będzie wielopiętrowych metafor, za co z góry państwa Pawian przeprasza.

Wszelkie cytaty pochodzą z materiału dźwiękowego zamieszczonego tu:

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,6191980,Czuma_ministrem__Opinie_podzielone.html

Published in: on 01/22/2009 at 23:32  6 Komentarzy  
Tags:

Od rzemyczka do koniczka, czyli wszystko w porząsiu

 Kilka lat temu jakiś lekko zezowaty piosenkarz katował wszystkich w radio frazą “myślę, że nie stało się niiiiiiic”, chociaż Pawian akurat w tej kwestii zajmował diametralnie odmienne stanowisko. Nasz bohater uważał, że owszem, stało się coś niedobrego, bowiem po włączeniu w dowolnym momencie jakiejkolwiek stacji radiowej zawsze słyszało się dokładnie ten sam utwór.

Dziś, gdy Pawian oderwany od istotnych spraw gruntowania i szpachlowania zobaczył w miarę nowe doniesienia prasowe, usłyszał od razu uszyma duszy ową nieszczęsną piosneczkę sprzed lat. Oczywiście nie stało się nic, bo przecież nie można oceniać działań w telewizji publicznej natychmiast po zmianie ekipy, ale… czyż zwolnienia szefów telewizyjnych stacji regionalnych w Rzeszowie, Krakowie, Wrocławiu i Katowicach nie sygnalizują nam, że oto szykują się zmiany na miarę umundurowania uczniów i kopania w kanonie lektur? Pawian złudzeń nie ma, że poplecznicy LPR-u zasiadając na stolcach dyrektorskich nagle staną się fachowcami od telewizji (chociaż niektórzy nawet mają jakieś doświadczenie, jak np. nowy dyrektor telewizji rzeszowskiej, który aż sześć lat pracował w telewizji kablowej), a nie od genetycznego patriotyzmu i wyznaczania norm, kto prawdziwy Polak, a kto jedynie farbowany. I naprawdę nie stało się nic, na razie nie stało się nic, bowiem dopiero po owocach ich poznamy. Jednakże jeśli sprawdza się stara zasada “jaki pan, taki kram”, to wspominając czasy, gdy najbardziej znana twarz (tu chrząknięcie) LPR-u była odpowiedzialna za resort edukacji, to zmiany w telewizji szykują się niezłe, takie na miarę “Polski gombrowiczowskiej” i tej właściwej, “sienkiewiczowskiej” oraz wiekopomnych odkryć dotyczących autorstwa Naszej szkapy.

Pawian się nie dziwi, bo znacznie lepiej wychowywać społeczeństwo drogą telewizyjną. Już widzę, gdy były minister G., co niedzielę będzie miał regionalny kwadrans miłości do ojczyzny, w którym będziemy doświadczać siły przenikliwego spojrzenia i hipnotyzującego głosu: adin, dwa, tri… Przepraszam, to chyba nie ta bajka. W każdym razie ministerialna władza nad ustawami szkolnymi, to mały pipek w porównaniu z możliwościami jakie niesie telewizja. Uprzejmie tylko proszę, żeby żurnaliści z Naszego Dziennika, którzy zajmują się kulturą jednak najpierw dokształcili się w kwestii utworów Kasprowicza, bo duby smalone pletli, o czym Pawian wspominał jakiś czas temu. Wiedza niestety jakoś omija genetycznych patriotów, nawet ta dotycząca literatury ojczystej, a może właśnie ta przede wszystkim?

Na razie nie stało się nic, ale oj będzie się działo, oj będzie. A zamiast przygód Bonda pewnie będziemy oglądali film pt. Młode lata Romana… Dmowskiego, no Dmowskiego, a czyje?

Ponownie piosneczka w pawiańskiej głowie zabrzmiała po przeczytaniu artykułu, że skoro nie ma nauczycieli etyki, to zajmą się wykładaniem nowego przedmiotu katecheci i księża. No i znów nie stało się nic. Nic takiego, poza małym, drażniącym dość wrednie pytaniem: A czego oni będą dokładnie uczyć? Na razie bowiem Pawian widzi, że nastąpiło pomieszanie w zakresie podstawowym, bowiem etyka, to nie moralność, o czym zdaje się nie wiedzieć większa cześć społeczeństwa:

Religia katolicka i etyka wyznają te same wartości. To nie problem, by jednego i drugiego przedmiotu uczył ksiądz.

I to mówi dyrektor szkoły. Nie będzie litości i nie będzie przemilczania nazwiska: Barbara Nowak ze szkoły 85 w Krakowie właśnie tak uważa. Po pierwsze religia i etyka nie mogą niczego wyznawać, bo są bytami abstrakcyjnymi. Po drugie etyka to nauka, a nie zbiór zasad obowiązujących w społeczeństwie nazywany moralnością. Pani Nowak myli się, że moralność mylona z etyką i religia katolicka to zawsze te same wartości, bowiem wystarczy przyjrzeć się np. plemionom, w których zjadanie swych przodków uznawane jest za czyn wysoce moralny, a także jest on jedną z podstawowych przesłanek kształtowania się tamtejszego systemu etycznego mającego swą reprezentację w ich ontologii, by od razu zburzyć tok jej rozumowania. Podobnie będzie w przypadku systemu etycznego Spartan, w obrębie którego można chore noworodki zrzucać ze skały. Oczywiście różnice między religią, etyką, a moralnością są znacznie większe, ale Pawian ich z lenistwa omawiać nie będzie. Dyrektorka szkoły krakowskiej jest doskonałym przedstawicielem społeczeństwa, w którym ludzie nie mają pojęcia o innych systemach i zbiorach norm, uznając, że jak ktoś w Boga nie wierzy, to pewnie jest w stanie mordercą zostać.

No i teraz, chociaż nadal nie stało się nic, będzie tak, że zamiast etyki, to uczniowie będą poznawać omówienie norm moralnych w społeczeństwie polskim, ze szczególnym uwzględnieniem norm katolickich, co Pawianowi przypomina prześmiewczy temat wypracowania z czasów niesłusznych: “Wyjaśnij, kto jest twoim idolem i dlaczego jest to Lenin”. Bo Pawian nie wierzy, że uczniowie poznają coś poza jednym systemem, sklasyfikowanym ze względu na pochodzenie źródeł norm moralnych jako antynaturalistyczny, bo przecież są, jak wiemy prawa naturalne, a w tej wstrętnej etyce wszystko jest na opak. Albo, że hedonizm będzie omawiany? Nie ma mowy.

No i nie stało się nic. Taki dzień, w którym nic się nie stało, ale pamiętać o nim trzeba, bo jeszcze nie raz zapłaczemy gorzkimi łzami pytając w naiwności swojej: Jak to mogło się wydarzyć?

Pawian rzecz jasna nie zamierza mówić, że oto ten ponury dzień styczniowy roku 2009 jest początkiem wielkich zmian. Nie, nie… One już się dokonały. Dawno temu, a dziś jedynie widać kolejną małą cegiełkę układaną na murku, który urósł już dziwnie taki duży. A my nadal spokojnie patrzymy, chociaż powinniśmy być przynajmniej lekko zaniepokojeni. Pawian przydrożny jest zaniepokojony, chociaż… nie stało się nic.

Przypisy:

http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35803,6183877,Katecheta_etyki_cie_nauczy.html 

http://miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,6182923,Oleszkowicz_wylecial_z_telewizji.html 

http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,6184013,Monarchista_zostal_szefem_Telewizji_Katowice.html 

http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,44425,6180939,Czystka_w_osrodkach_regionalnych_TVP.html 

http://wyborcza.pl/1,88975,6180388,Nie_mozna_tolerowac_Farfala_w_TVP.html 

http://pl.youtube.com/watch?v=6nSc-HQ5B8M  

 

 

Published in: on 01/21/2009 at 22:15  8 Komentarzy  
Tags: ,

Z frontu walk o wyzwolenie formy i treści, czyli szlifierka oscylacyjna

Pawiana dziś ani ziębi, ani grzeje dymisja Ćwiąkalskiego, a także prezydent USA. Okopał się nasz bohater wraz z Kluchą Pierożanką na łóżku, ostatnim bastionie wolności w mieszkaniu, czy też precyzyjniej, tego, co z niego pozostało.

W pawiańskim domu wszystko ma swoje tempo. Kupno kilograma cukru trwa przynajmniej pięć dni, bowiem pierwszego dnia konstatuje się, że nie ma cukru, drugiego oznajmia wszem i wobec, że trzeba kupić cukier, trzeciego dnia cukru nadal nie ma, czwartego ktoś idzie do sklepu, ale zapomina o cukrze, piątego – po prostu cukier się kupuje. Na dodatek, zarówno Pawian i Łasic, mniej więcej raz do roku, są gotowi rzucić swe flegmatyczne usposobienia i wpaść się w wir kapitalizmu, co wychodzi jak najgorzej. Łasic i Pawian są bowiem uważają naiwnie jak dzieci, że gdy chcą iść do sklepu i kupić kafelki, to zaczynają od przepasania swych lędźwi, a kończą po godzinie, bo są znudzeni, gdy mają już tonę kafelków w wybranym kolorku. Po kilku zasadzkach rzeczywistości (“pan może zamówić towar, na sklepie go nie mamy” – tu Pawian dwukrotnie wzniósł oczęta do góry, a może nawet trzykrotnie, zwracając uwagę nie tylko na zasadzki polskiego kapitalizmu, gdzie towar się ogląda, a nie kupuje, nikłe kompetencje językowe niektórych sprzedawczyń, a na końcu antyfeministyczne niedostrzeganie osoby Pawiana stojącego tuż obok Łasica) uznali, że Internet jest dobrym pomysłem i stamtąd czerpią kolejne małe mieszczańskie satysfakcje, typu kafelki, tapeta, wykładzina, czy fikuśny regalik.

Meble kuchenne przyjeżdżają w przyszły poniedziałek, a nasza kuchnia, wygląda… No nie wygląda, bowiem patrzaj Drogi Czytelniku powyżej, na instrukcję kupowania cukru. To znaczy, trochę wygląda, bo kafelki już położone i różne szykany zamontowane, ale trzeba sufit pomalować w nieziemskim kolorze “złota Egiptu” (Pawian też nie wierzył, że można w taki sposób nazwać zwykły kolor kremowy) oraz położyć tapety w paseczki. Dlatego właśnie Łasic zabrał się za wyrównywanie ścian przy pomocy jakiegoś straszliwego urządzenia, Pawianowi się wydaje, że jest to szlifierka oscylacyjna, ale może się mylić. Wszystko, co szumi i się kręci tak właśnie jest nazywane (łącznie z wiertarką) – dla świętego spokoju, co by umysłu sobie nie zaśmiecać. Gdy Pawian zapytał Łasica, dlaczego nie robi tego ręcznie, ten odrzekł:

– Bo to wygląda bardzo męsko… – w tym miejscu Pawian sprytnie uznał, że “męska rzecz być daleko (ze szlifierką oscylacyjną), a kobieca – iść na basen”. Co wymyślił, to zrobił. Szlifierki Pawian i tak do rąk nie dostanie, bo ma zakaz używania we wszystkich krajach UE nawet czegoś tak prostackiego, jak klej do papieru. A jutro będziemy malowali sufit – dobrze, że nikt z Państwa tego nie będzie oglądać, bo będą sceny drastyczne – Łasic i Pawian nie posiadają, ani chęci, ani umiejętności, aczkolwiek są w stanie wykonać tego typu czynności, bez kłótni i bójek, chociaż znaleźliby jakieś milion dwieście tysięcy czterysta dziewięćdziesiąt osiem innych czynności, które woleliby wykonać zamiast wałkowania sufitu “złotem Egiptu:. Na przykład takie dłubanie w nosie dostarczyłoby naszym bohaterom z pewnością więcej satysfakcji, ale jak mus, to mus.

Najszczęśliwsza jest Kluska Pierożanka, która co jakiś czas złazi z łóżka i z poczuciem wyższości patrzy na uwijających się ludzi i zmieniającą się rzeczywistość wokół, chociaż z tym to chyba by się nie zgodziła, bowiem koty są, jak wiemy doskonałą ilustracją pojęcia monad Leibniza, ale o tym, to już może kiedyś, przy innej okazji, bo na razie zginęły nożyczki i nastał Armagedon: “I słyszałem głos z nieba, jako głos wielu wód, i jako głos gromu wielkiego; i słyszałem głos cytrystów grających na cytrach swoich”. Cytrzystów, ani cytrzystek trzech nie było, ale to jakieś niedopatrzenie. Pewnie nie dowieźli, albo w Internecie nie było. Były natomiast cytrusy i chytrusy, bo jak wiadomo chytreńki Pawian cały czas udawał, że pracuje, a tym czasem pakował torbę na basen.

Dodać należy, że żaden kot nigdy nie tapetował, ani nie zakładał nie malował sufitów. Nie dlatego, że koty tego nie potrafią, tylko, jako zwierzęta wyższe wiedzą, iż w drabinie ewolucyjnej jest miejsce dla tych, którzy nakładają tapety i przynoszą żwirek oraz dla tych, którzy łaskawie pozwalają do siebie mówić: “moja kluseczko, moje słoneczko, o jakie kotek ma brudne łapeczki, umyjemy, a potem kotek mięsko dostanie”.

Czy czytając ten chaotyczny mocno wywód, państwo już rozumieją, dlaczego dziś nie interesuje nas Obama, ale znacznie bardziej Castorama?

Potemem widział drugi cud na niebie wielki i dziwny, to jest siedm Aniołów mających siedm plag ostatecznych, iż przez nie skończony jest gniew Boży. I widziałem, jakoby morze szklane zmieszane z ogniem; a tych, co zwycięstwo otrzymali nad oną bestyją i nad obrazem jej, i nad piętnem jej, i nad liczbą imienia jej, stojących nad morzem szklanem, mających cytry Boże (Apokalipsa 15; 1-2)

Kiedyś będą cytry i pizza (szczególnie, że jutro demontujemy całe umeblowanie kuchenne, poza piecem), na razie jedynie plagi, płacz i zgrzytanie zębów, w których jeno trzeszczy kurz opadły ze ścian szlifowanych. Na litość bogów Olimpu, królestwo za nożyczki…

Published in: on 01/20/2009 at 17:49  8 Komentarzy  
Tags:

Nagrody, czyli Pawian dostaje i przyznaje

 

Pawian dostać taką nagrodę od Pani Joe: http://strachprzed.blox.pl/html

uberaward

 

 

 

Pawian być wzruszony, bo Pani Joe potwierdziła fakt, znany krewnym i znajomym Pawiana, że ów ma niewyparzony jęzor. No ma… aczkolwiek raczej za to zawsze po tyłku zbierał, aniżeli nagrody dostawał, dlatego tym bardziej owo wyróżnienie jest cenne. Nagrodę przyznaje się blogom, które:

– inspirują lub
– rozśmieszają, poprawiają humor lub
– podają ciekawe informacje lub
– świetnie „się czytają” lub
– mają niesamowity wygląd lub
– wyróżniają się w inny sposób czyniący je „Uber Amazing”.

Wedle regulaminu należy umieścić logo na swoim blogu, takie ładne logo, z różową kokardką, co Pawian znów komentuje z przyjemnością, bowiem być może “dziewczyny lubią brąz”, ale Pawiany, to uwielbiają różowy. Potem należy:

– wyznaczyć przynajmniej 5 blogów (lub więcej), które są dla Ciebie Uber Amazing;
– powiadomić wyróżnionych o otrzymaniu nagrody Uber Amazing Blog, przez wpisanie komentarza na ich blogach;
– wstawić link do bloga prowadzonego przez osobę, od której otrzymało się wyróżnienie.

Dla Pawiana Uber Amazing są wszystkie te, które czyta i znajdują się w linkach po stronie prawej. A to i tak jeszcze nie wszystkie. Jednakże skoro reguły zabawy są właśnie takie, a nie inne, wypada im się podporządkować, nawet jeśli się jest anarchistycznym Pawianem – tylko proszę od lewactwa znów nie wyzywać, bowiem Pawian, co stwierdza dumnie, jest laicką centroprawicą feministyczną, co objawia Państwu nie po raz pierwszy.

Pawian cieszy się jak małpiszon, że komuś jego pisanie sprawia przyjemność i objawi niniejszym swoje internetowe fascynacje (a makowskiemu i pani Joe też bym przyznała, ale to już zostało zrobione). No to do dzieła, to są wedle Pawiana uberblogi:

http://rationalistka.blogspot.com/;

czyli Lis, za postawę życiową zwaną lisizmem paradygmatycznym objawioną tekstowo

 

 

http://podrozemakaka.blox.pl/html ;

czyli gapiszon i katmoso, za wprawienie Makaka w ruch i niesamowity pomysł propagowania podróży małych i dużych

 

 

 

http://fragmentaselecta.wordpress.com/ ;

czyli Kallipygos, za złośliwość, piękno fraz i niesamowite zdolności obserwacyjne 

http://haderech.blox.pl/html ;

 

czyli Kakofonia, za niezwykle wciągającą opowieść

 

http://bigapple.blox.pl/html ;

czyli bigapple1, za bliskie Pawianowi umiłowanie długich form w czasach cywilizacji obrazkowej.

Po nadaniu tytułów i nagród od razu ujawnił się układ i spisek, znów ci cykliści i wolni mularze. Nagrody od Pawiana dostało dwóch filologów klasycznych (tu zadziałała pewnie solidarność fificzna – jakby nie można było znaleźć na przykład jakiegoś chemika), dwie nagrody powędrowały do USA, a jedną dostała małpa. I wszysko jasne.

Published in: on 01/18/2009 at 20:35  14 Komentarzy  

Bo to zła i rozebrana kobieta była, czyli pokaż udko dla awansu

 

Dedykowane Państwu Mockturtle – bo antycypowali… Podziękowania dla Małego R. Za inspirację.

 

http://www.tvn24.pl/-1,1581749,0,1,gleboki-dekolt-w-wyscigu-szczurow,wiadomosc.html

 

Wyniki, które przedstawiono dotyczą głównie kobiet. Portal nie pokusił się, żeby zbadać wszystkie pytania z ankiety mężczyznom. Nie wiemy więc, czy mężczyźni także są gotowi ubrać się skąpo dla kariery.

Nie głównie, tylko wyłącznie. Ach, jaki świetny artykuł! Pani udka pokazuje i awansuje, co objawia nam, jakże wymownie skonstruowany tytuł: “Głęboki dekolt w wyścigu szczurów”. Szkoda, że nie głębokie gardło. Czytamy artykuł i co? Pierwszy akapit mówi o tym, że owszem 1/3 ankietowanych kobiet ubiera się wyzywająco, licząc na awans. A następne części tekstu mówią już o eleganckim ubiorze i jego związku z efektywnością pracy oraz samopoczuciem ankietowanych. Całość – no cóż, mało wiarygodna. Tania sensacja i szukanie potwierdzenia obiegowych sądów. Konkluzja internetowego artykułu? Skąpy ubiór dla kariery. Jednym zdaniem pokażesz udko i awansujesz. Czyli znów popularny stereotyp, że kobietom łatwiej, zawsze bowiem mogą coś “dupą” utargować. Chociaż poza wstępem i pointą artykuł dotyczy samopoczucia, a nie bzykania i golizny. Skąd więc taki tytuł?

Jasne, żeby się sprzedał. Żeby ludziska czytali. I żeby komentarze były, właśnie o prowokacjach kobiet, a potem, że wrzeszczą i o gwałt oskarżają, a same sobie są winne, takie jak na przykład ten: “a gdy się głupota ujawni… wielkie larum, że są molestowane”, albo ten “Bo to są pro….tki może nie wszystkie ale większość… trzeba się zastanowić bardziej w jaki sposób tam dostały pracę”. I brawo! “Takie będą Rzeczypospolite” jakie ich dziennikarzy pisanie. Wizja prosta i łatwa. Lepiej się żyje, gdy się WIE, iż koleżanka zza biurka obok dostała awans, dzięki klęczeniu pod biurkiem prezesa i ostrym bzykaniu w pokoju z kserografem, aniżeli wtedy, gdy dopuściłoby się możliwość, że była lepsza niż ja, to awansowała. Na dodatek, nawet w Internecie o tym pisali, że gołe dupy pokazują, puszczają się, a człowiek nadal jeździ np. polonezem. A ona? No właśnie zobacz czym ona jeździ. Zdzira! Uczciwego człowieka (w domyśle mówiącego) nie stać na taki samochód.

Dzinnikarz/dziennikarka (aga/el) od razu przyznaje się do braku warsztatu i kompetencji, bo strzela sobie samobója informacją, że pytania nie zostały zadane mężczyznom. Można by było w tym momencie powiedzieć, że jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz, ale cały tekst prosi się o komentarz związany z poziomem naszych, pożal się Boże, dziennikarzy, którzy nie powinni zarobić nawet na najtańszą zapiekankę, za głupotę, seksizm i prostactwo.

Pawian pyta, a dlaczego mężczyzn nie ankietowano? Pewnie dlatego, że to nie jest interesujące. Nie wpisywałoby się w schemat płciowego myślenia. Że można się wypachnić, koszulkę odpiąć, komplemenciki szefowej prawić, po rączkach całować… Pawian nie wie, co jeszcze, bo nawet nie pamięta, jak dziś byli ubrani jego koledzy. Jak zaobserwuje, to opowie. Chociaż, raz w lecie, to profesor jeden, miał odpięty kołnierzyk i był bez krawata. O bogowie olimpijscy. On też? A wracał od dziekana. A pani profesor, ta od bardzo starych papierów, chodzi w takim sweterku ze złotymi guziczkami. W kształcie, o tempora o mores, jabłuszek. Że też taki bezwstyd po świecie chodzi. No święta prawda z tym artykułem, jak się tak trochę po świecie porozglądać. Frywolnosć i ruja, a wszystko przez skąpe ciuszki.

Pointa artykułu sugeruje, że w ogóle dbanie o ubiór w pracy nie jest związane z elegancją, z szacunkiem wobec np. instytucji, w której się pracuje, czy wobec współpracowników (płci obojętnej), tylko właśnie ten dekolt się liczy, gołe udko w rozcięciu spódniczki, czy podwiązka uwidoczniona niby mimochodem. Tezy artykułu rozmijają się z wnioskami:

78 proc. ankietowanych jest zdania, że ubranie ma wpływ na ich pracę i na to jak minie im w pracy dany dzień. Ponad połowa uważa, że szczególnie eleganckie ubranie pomoże im w lepszym wykonywaniu swoich obowiązków.

To jest tak, że Pawian elegancko, a pani dziennikarka (lub pan dziennikarz) interpretują, że skąpo się odziewa i to dla kariery. Jak Pawian idzie do opery to pewnie też półgoły, wedle słowotwórstwa żurnalistów z TVN. Napiszmy nowy słownik dziennikarskiej polszczyzny:

elegancka/elegancki – np. sukienka, strój – oznaczająca(y) wstęp do seksualnych ekscesów, wyraz używany przy kamuflowaniu zawodowej prostytucji.

Teraz jasne? Jak elegancko, to znaczy że się wabi, epatuje seksem, podnieca i (jak Pawian mógł zapomnieć) prowokuje. Tak, wstrętne prowokatorki zawodowe. Już teraz wiemy, co znaczy wasz elegancki strój. SKĄPY. Nieprzyzwoity jest.

Panów o to nie zapytamy, bo i po co? I tak wiadomo, kto w Polsce ma pracę za seks. Co tam tytuły, umiejętności, kursy, znajomość języków – wszystko jasne. Ściągamy na rozmowie kwalifikacyjnej gacie, skąpo się ubieramy i już.

Przepraszam, ale teraz Pawian będzie się dziwił. To by znaczyło, iż mężczyźni to niesamowicie proste zwierzątka są – już wiem dlaczego zostałam feministką, właśnie dlatego by nie postrzegać męskiej populacji, jako sterowanych hormonalnie ćwoków. Takich co zobaczą biust i dają podwyżkę, a za kawałek łydeczki gotowi są podarować dwutygodniowe wczasy na Kajmanach i premię uznaniową. O rany! A Pawian w budżetówce zaiwania. Głupek, no jaki głupek. A świat taki łatwy. Wystarczyłoby kupić różne sekrety Wiktorii i udać się (z gołym udem) na zdobywanie korporacji.

Głupi tekst, siermiężny i prostacki, ale ktoś za niego autorom zapłacił. Pewnie równie mądry, jak dziennikarze/dziennikarki przezeń zatrudniani.

Pawianowi przypomina się wywiad z polską muzułmanką, jaki czytał przed laty. Kobieta ta mówiła, dlaczego nie założy chusty. Wedle niej, skoro kobiece włosy budzą pożądanie mężczyzn, to niech oni zajmą się samokontrolą. A nie jej – kobiety – zakrywaniem. Jej pożądania każdy mężczyzna spotkany na ulicy jakoś nie budzi, dlatego ona nie rozumie, w czym rzecz.

I właśnie tak Pawian myśli, że skojarzenia autora/autorki artykułu mówią o pewnej wizji świata. Wizji, którą próbują udowodnić. Na siłę, bo na siłę, ale się starają. Stereotyp półnagiej sekretarki, menadżerki, adwokatki z kancelarii pokutuje w ich głowach. Pani chirurg, która wchodzi na oddział (zanim założy fartuch) w przezroczystej bluzce. Specjalistki z działu fuzji, która nosi spódnicę przed kolano. Urzędniczek, które przeciągają się jak kocice przed biurkiem np. burmistrza. A jeśli jest pani burmistrz?

No jasne. TVN tego nie dopuszcza, bo ostatnio w ich telewizji był materiał o mieszkankach Zakopanego podrywających skoczków narciarskich, pełen sugestii seksualnych z ilustrującymi ów niezwykle interesujący materiał zdjęciami damskich pup, w obcisłych spodniach. A potem (w następnym materiale) był wywiad z sołtysową, a to była pani sołtys, a nie żona sołtysa, ale to już chyba dla TVN za trudne.

Przydałoby się trochę TVN przewietrzyć. Zarówno internetowy, jak i telewizyjny. Żeby pracującym tam ludziom wywietrzały z głowy pomysły rodem z XIX w. Żeby w pogoni za medialnie ostrym materiałem nie zawsze widzieli gołe biusty i krótkie spódnice. Są znacznie bardziej interesujące tematy. Pawian ma propozycję: Jak bardzo patriarchalne myślenie determinuje jakość materiałów tworzonych przez polskich dziennikarzy? Ilustrowane to powinno być wywiadami z pracującymi w TVN. Mocny materiał będzie. Bez dwóch zdań! O czym Pawian przydrożny jest głęboko przekonany.

 

PS. Ilustracji z innych stacji telewizyjnych i portali internetowych nie będzie, bo Pawian zapatrzył się na gwiazdy polskiego dziennikarstwa internetowego (patrz wyżej), a poza tym nasz bohater nie ma telewizji. Chyba wiadomo dlaczego…

 

 

 

Published in: on 01/16/2009 at 23:22  11 Komentarzy  
Tags: ,

Pawian staje okoniem, czyli do czego prowadzi zabawa z krętaczami

 Posła Palikota coś jednak usprawiedliwia. Usprawiedliwia go następująca lista obelg wobec przeciwników politycznych i mediów: wywodzą się z KPP, przypominają morderców księdza Popiełuszki, przypominają stalinowską „Trybunę Ludu”, stali tam, gdzie stało ZOMO, są łże-elitami, lumpenliberałami, kiedy dojdą do władzy, wprowadzą stan wojenny, sprostytuowani prawnicy, pewien znany prawnik to tchórz i obrzydliwy oportunista, ogromna część mediów wyszła na idiotów i kukiełki służb, pewne media powinny milczeć, bo są niemieckie, krytycy Zbigniewa Ziobry należą do frontu obrony przestępców, a PO używa knajackiego języka.

(Ewa Milewicz)

W teologii znane jest pojęcie „sumienia faryzejskiego”. Ktoś, kto je posiada, widzi i ocenia zewnętrzne i mniej istotne przejawy zła, a nie jego fundament. Faryzeusz skupia się na skutkach i formie, nie zaś na przyczynach. Widzi zło w innych, broniąc siebie, choć to on jest jego nosicielem. Faryzeusze dbają o czystość rąk, nie dbając o czystość własnej duszy; dbają o czystość naczyń, nie dbając o dobro wspólne. Mówiąc językiem Ewangelii, „przecedzają komara i połykają wielbłąda” (Mt 23,24).

(Magdalena Środa)

 

 A Pawian stanie okoniem! Nic posła Palikota nie tłumaczy. Kompletnie nic. Poza tym, że gbur i prostak. W książce Johana Huizingi, Homo ludens, pojawia się określenie zepsuj-zabawy. Jest to osoba, która łamie reguły gry, starając się je zmienić, najczęściej na swoją korzyść. A to by znaczyło, że właśnie oto przyjęte zostały reguły gry, którą wcześniej popsuto. Język polityki rzeczywiście z zabawą niewiele ma wspólnego i nigdy nie był wolny od personalnych ataków, obelg i przekrzykiwania się. Wystarczy jedynie przypomnieć chociażby niektóre słowa Piłsudskiego, które za cenzuralne uważane być nie mogą.

Jednakże od czasów gdy PiS zwyciężył w wyborach wiele się zmieniło. Partia, która tak chętnie mówiła o etosie, prawdzie, prawie… tu proszę sobie wstawić wszystkie odpowiednie słowa, jednocześnie posługiwała się wyzwiskami, pomówieniami, słownictwem rodem z magla i rynsztoka razem wziętymi.

I to ma usprawiedliwiać Palikota? Że reguły się zmieniły? Że od tamtych czasów, gdy premierem był jeden z braci, a ministrami przystawki i agent zero, słownictwo polityczne będzie zawsze na poziomie zamtuza?

To znaczy, że jak ktoś zwyzywa Pawiana od świni, złodziejki, prostytutki i sodomitki, to Pawian ma odpowiedzieć tak samo, albo wytoczyć cięższą artylerię zaczynając od tego, kim była mamusia interlokutora? Bo co? Bo inaczej adwersarz nie zrozumie? Bo inaczej go nie zaboli? Jednym zdaniem: należy uznać, że reguły gry zmienione przez zepsuj-zabawę stały się nowymi regułami i wszyscy na boisku je przyjmą?

Nie ma mowy. Pawian się nie będzie tak bawić. Niech hołota ma swoje reguły i podnieca się faktem, jak dobrze Palikot kaczkom dopieprzył. Pawian czuje jedynie zniesmaczenie. Po pierwsze postawą tych, którzy rozpowszechnili język charakterystyczny dla meneli pod budką z piwem, a po drugie postępowaniem tych, którzy świetnie sobie z tym językiem radzą i nader chętnie go używają. I także niestety postawą tych, których Pawian szanuje, usprawiedliwiających jednakże okoliczności grania wedle reguł zepsuj-zabaw. Że nerwy puściły, że fundamenty zła tkwią gdzieś indziej.

Palikot, jako enfant terrible pasuje doskonale. Niby się gorszymy, a tak naprawdę pod stołem zacieramy łapki. Tylko że jego postępowanie jest tak naprawdę zwycięstwem PiS-u. Że wszyscy przyjęliśmy zasadę, że można rzucać błotem, a nawet gównem. Komedia slapstickowa, tylko zamiast tortów fruwają fekalia. I wielki smród się roznosi. A kto to umyje? Wyczyści? Gdzie będzie granica? Kiedy w polskiej polityce zacznie się walka na argumenty, a nie na odpadki ze ścieku wyławiane przy wielkim rozbawieniu tłumów?

Można użyć argumentu, że skoro ktoś atakuje mnie kłonicą, to ja nie mogę wystąpić z łyżeczką do kawy. Owszem, owszem, ale czyż siła argumentów leży jedynie w ich wulgarności? To znaczy, że kto użyje paskudniejszego, bardziej sprośnego niż przeciwnik określenia, to wygra? I media lubujące się w tłustych tytułach umieszczanych na pierwszej stronie znów będą przypominać stado sępów nad padliną i wyciągać łyse szyjska w kierunku następnej możliwej rozwałki słownej?

Tak, tak. Popyskujmy sobie, rzućmy paroma prostytutkami, a nawet ostrzej – kurwami – będzie tak medialnie i głośno. A meritum? Jak zawsze pozostanie nierozwiązane. I tego właśnie nauczył nas PiS. A my nawet nie zauważyliśmy postępujących zmian, jak te zwierzątka z Orwella, zaskoczone końcowym rezultatem:

Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim.

A jakaś różnica powinna być, nieprawdaż?

 

http://wyborcza.pl/1,88975,6157498,Sroda__Palikot_i_sumienie_faryzejskie.html

 

 

http://wyborcza.pl/1,88975,6157524,Milewicz__Palikot__wsrod_rzeznikow_pierwszy_mazurzysta.html

Published in: on 01/14/2009 at 19:26  26 Komentarzy  
Tags: ,

Sigismunda Filifionka ma zaszczyt, czyli wstęp do przeglądu plemion polskich

Pawian wczoraj się zastanawiał skąd bierze się postawa: “to prawie nowe przecież jest”. Dlatego poprosił naszą specjalistkę z zakresu zoologii fantastycznej i psychiatrii o opinię. Doktora Sigismunda Filifionka dość szybko odkryła nieświadome i utajone motywy pawiańskiej psyche… Otóż nasza badaczka chciałaby dziś przedstawić plemię Małopolan, co wytłumaczy pewne cechy gatunkowe naszego bohatera.

Małopolanie to Szkoci, wywaleni przed wiekami zza wału Hadriana za chroniczne, wręcz chorobliwe, skąpstwo. Najlepsze, najlepiej widoczne cechy tego plemienia obserwować dziś można, podobnie jak czynią to specjaliści od dialektologii, w miejscach oddalonych od zdegenerowanych cywilizacją miast. W toku ewolucji oraz ze względu na warunki życia należy dzielić Małopolan na dwie grupy:

     

  1. pierwotnych – zwanych szkockimi, ewentualnie gaelickimi na wygnaniu;
  2.  

     

  3. wtórnych – zwanych zaborowymi. Nazwa ta bierze się stąd, iż Sigismunda Filifionka zakłada hipotezę, iż cechy wrodzone, w czasie zaborów mogły ulec znaczącej degeneracji u słabszych osobników.
  4.  

Zacznijmy od grupy drugiej, którą najłatwiej określić przy pomocy pewnego paradoksu: zarobi złotówkę, straci stówę. Oszczędność, czy ewentualne skąpstwo, są z gruntu pozorne. Wyraża się to na przykład zdaniem wyrażonym przy pieczeniu ciasta, albo przy robieniu makaronu, gdy Małopolanin wtórny lub Małopolanka wtórna mawiają:

– Lepiej kupić ciasto, albo makaron, niż samemu robić, bo przecież i tak trza jojko dać.

Zauważenie, że kura po podwórku chodzi i właśnie szykuje się do zniesienia wzmiankowanego tworu kwitują wzruszeniem ramion, lekceważącym spojrzeniem, a także kiwaniem głowy z wyraźnym politowaniem, nad głupotą i naiwnością rozrzutnej osoby.

Małopolanie wtórni mogą także narzekać, iż ciągle pobliski lis-osadnik kradnie im kury (jak widać spora część życia plemienia związana jest z drobiem). Gdy zauważy się prosty fakt, że drób lata samopas po okolicy (stając się tym samym drobiem dzikim), a można zrobić na przykład ogrodzoną przestrzeń za domem, do której szkodnik by się dostać nie mógł i sprawa zostałaby rozwiązania, Małopolanie wtórni mówią:

     

  • A ile drzewo kosztuje…
  •  

Wynikiem takiego postępowania jest fakt, że pojedynczy osobnik z gatunku Vulpes vulpes w pobliżu doskonałych żerowisk może rozmnażać się bez przeszkód, a także zapraszać na pikniki krewnych i znajomych. Małopolanie wtórni w zapamiętaniu rozpatrujący silę nabywczą złotówki zapominają o schowaniu na zimę grabi, motyk, pługa, kosy. Zapłacą z wielkim narzekaniem karę za wypuszczanie gnojówki na drogę, klnąc na czym świat stoi na nieludzką Unię, bowiem wiadomym powszechnie jest, iż zawsze gnojówkę na drogę wypuszczano, by zaoszczędzić na opróżnianiu szamba.

Zauważywszy, że łańcuch mocujący krowę do gruntu (jak wiemy krowy należą do zwierząt najczęściej porywanych przez huragany) się zepsuł, naprawią go drutem, który następnie nieszczęsne zwierzę wbije sobie w powiekę. Małopolanie wtórni zapłacą weterynarzowi za opatrunek i rzucając nierządnicami poproszą sąsiada o naprawienie oczka łańcucha, tłumacząc przy tym wszystkim, którzy chcą słuchać, albo i też nie, jak “weteryniorze” oszukują polskich rolników.

Małopolanie wtórni, osiadli na roli, w wielkiej pogardzie mają wszystkich, którzy nie wykonują podobnego fachu, uważając ich za czynnik destrukcyjny na wsi spokojnej i wesołej, bowiem powszechnie wiadomo, że jak pradziadek tak robił, to i ja robić tak będę, bo skoro dobrze bywało niegdyś, to teraz także będzie.

Trzeba jednak pamiętać, że nie każdy osobnik mieszkający w Małopolsce krócej niż 200 lat będzie reprezentował typ wtórny. Poznaniak przesiedlony do Małopolski zawsze pozostanie sobą, bowiem w tym wypadku nie znajduje zastosowania teza, iż gorszy pieniądz wypiera lepszy, na co Sigismunda Filifionka chciałaby zwrócić uwagę ekonomistów i zmusić ich do badań terenowych.

Charakterystykę drugiej grupy rozpocząć należy od zaznaczenia podstawowego dla tej formacji osiedleńczej faktu, iż Małopolanie pierwotni specjalizują się w pędzeniu bimbru, który produkują ze wszystkiego, poza starymi skarpetami i gumofilcami, bowiem nic nie może się zmarnować. Pozostawienie jabłka na najwyższej gałęzi olbrzymiego drzewa skutkuje wyklęciem przez rodzinę i wytykanie paluchami przez całą wieś:

     

  • Patrzcie go, jakie panisko, dziedzic psiajucha, jabłek ma za dużo…
  •  

Mimo iż odmiana ta jest dość gościnna, co nie świadczy o umiłowaniu bliźniego, a raczej o myśleniu pragmatycznym, nasza badaczka nie zachęca do odwiedzania Małopolan pierwotnych pod koniec tygodnia. Gość zostanie wówczas uraczony wczorajszymi ziemniakami pozostałymi z obiadu (fakt, że w pyszny sposób przypieczonymi na masełku, ale nie każdy lubi opiekane ziemniaki), zaś na deser zostanie potraktowany ciastem, które pozostało od niedzieli i jest lekko obeschnięte. Walorem wizyty zawsze pozostaje alkohol, bowiem jak powiedziano wcześniej Małopolanie naprawdę potrafią go produkować, a na przykład nalewki z tarniny, aronii czy mirabelek to po prostu czysta poezja. Nasza badaczka w trakcie badań terenowych nie spotkała się z marchwiówką oraz łopianówką, ale podejrzewa, że to jedynie przez przypadek.

Małopolanie gaeliccy wszystko nieustannie naprawiają, bowiem kupno nowej rzeczy jest pierwszym, najgorszym grzechem w ich lokalnym zbiorze praw. Podobno, jeszcze 50 lat temu, kamienowano za takie przewinienie, ale badaczka nie spotkała się z osobnikami, którzy chcieliby mówić o tych tajemnych rytuałach penalizacji plemiennej. Małopolanie uważają zawsze, że każda rzecz w ich otoczeniu jest “prawie nowa” i posłuży jeszcze przynajmniej sześciu następnym pokoleniom, właśnie tak, jak służyła ich praszczurom.

Małopolanin zakładający koszulę do prac domowo ogródkowych zawsze zwraca się do swej połowicy z pretensjami:

– No co, no co, najlepszą koszulę dałaś mi do roboty – po dokładniejszym zbadaniu zawsze okazuje się, iż wzmiankowany ubiór ma 322 lata i dwie gustowne łatki, całkiem niewidoczne, a także lekko (no lekko, prawie nowa koszula, mówię) przetarty kołnierzyk.

Podział zaprezentowany przez doktorę Sigismundę Filifionke ukazuje w dobitny sposób najbardziej charakterystyczne cechy plemienia występującego na obszarach Małopolski i jednocześnie tłumaczy niektóre zachowania, zdegenerowanego co prawda życiem w mieście Pawiana, postepującego w określony sposób, wskazujący na łączność z ludem szkockim.

Sigismunda Filifionka żegna się z Państwem, zastanawiając się nad możliwościami badań polskich plemion.

Published in: on 01/09/2009 at 14:45  10 Komentarzy  
Tags: