O infantylnym poczuciu własności, czyli o meandrach polszczyzny

Pawian przeczytał tekst u Pani Joe –

http://strachprzed.blox.pl/2008/12/tygrysy-Europy-vs-bozupa.html – i zupełnie nie à propos zaczął nabijać się ze zdania, które wystąpiło w jednym z przywoływanych notce artykułów i nie zostało poprawione przez dziennikarza:

 

“Młody mężczyzna z Białegostoku stanął w obronie swojej kobiety, którą zaczepiał ten siwy pan”. Po pierwsze, Pawian się zastanawia, skąd pracownik restauracji wie, jaka relacja łączyła gości przebywających w restauracji? Za czasów Pawiana mawiało się o pani towarzyszącej panu w lokalu (albo odwrotnie) ponieważ mogła być to rzeczywiście JEGO ciocia, albo kuzynka, ale też np. zupełnie przypadkowo poznana ladacznica lub zaproszona po spektaklu primabalerina, zaś zaimków dzierżawczych używa się tylko wtedy, gdy chodzi o przynależność lub typ relacji. A to najpierw trzeba wiedzieć. A nie zaczynać hipotezy, że skoro pani z panem do lokalu rozrywkowego przyszła, to mówią o sobie: mój ci jest!

Zaimki dzierżawcze są przydatne, bowiem kiedy mówimy: to ciocia/ to wuj, to zaraz narzuca się pytanie czyj/czyja? Zenka? Prezydenta? Sklepikarza? Trzeba doprecyzować. A co oznacza fraza moja kobieta/mój mężczyzna, które są wielce obrzydliwe?

Zacząć należy od słów “kobieta” i “mężczyzna”, które słownik definiuje jako dorosłe osoby danej płci. Biologicznie rzecz ujmując są to samce i samice ludzkie. Tak jak locha i knur, albo basior i wadera, badylarz i klępa. Język polski być trudna, dlatego nie wszystkie ssaki mają osobną nazwę gatunkową, a osobną określającą ich płeć. Znacznie częstszym przypadkiem jest, gdy nazwa gatunku jest jednocześnie nazwą samców, a nazwa samic powstaje przed dodanie końcówki żeńskiej: osioł i oślica, lew i lwica, kot i kocica. Dla zamieszania dodać należy jeszcze przypadki, gdy nazwa gatunkowa jest nazwą męską, a żeńskie osobniki mają zupełnie inną: pies i suka. Wystarczająco to skomplikowane, a Pawian oznajmia, ze schody jeszcze się nie zaczęły.

Występowanie w ludzi w funkcjach i rolach komplikuje rzeczywistość, już i tak niezbyt prostą: “Moja żona jest nauczycielką, a jej ciocia jest porucznikiem”. Proszę się nie dziwić, że cudzoziemcy uczący się polskiego rwą codziennie włosy z głowy, zadając pytanie, dlaczego ciocia żony jest mężczyzną. Pawian nie wie, ale dlatego właśnie kiedyś Państwu opowie o przydatności końcówek żeńskich.

W każdym razie w relacjach międzyludzkich najczęściej występujemy w jakiejś funkcji. Pawian jest całą masą osób, to czasem jest nawet schizofreniczne, gdy jest się córką, siostrą, sąsiadką, podwładną, współpracowniczką, koleżanką, przyjaciółką etc. i pierdyliardem różnych postaci dla różnych osób. Jednakże pawiańska mamusia przedstawiając mnie powinna powiedzieć: to MOJA córka, bo sama mnie własno- może nie ręcznie urodziła, a mój szef zaś powie: to moja pieprznięta współpracowniczka. Prawda, że ten system działa? Blogerką nie jestem niczyją, chyba, że ktoś z WordPressa by rzekł: A Pawian? To NASZA blogerka. I tyle.

Dlaczego więc Pawian się tak burzy na sformułowanie “moja kobieta” i “ mój mężczyzna”? Po pierwsze dlatego, że mamy wiele słów na określenie zażyłości w relacji, a nawet statusu tej relacji. Proszę zobaczyć różnicę między: “to moja ciocia” a “to moja ciotka” lub “to moja przyszywana ciocia”. Blisko, ale nie to samo.

Obojętnym językowo jest także fakt relacji uczuciowej homo- lub heteroseksualnej. Problem dokładnie ten sam. W relacjach uczuciowych można rzec coś o (tu zaimek dzierżawczy) narzeczonej (Pawianowi się nie chce, ale proszę sobie dopowiadać drugą płeć biologiczną, bo jest tak samo), sympatii, kochance, kopulantce, konkubinie, żonie, partnerce – co się komu żywnie podoba, a jednocześnie oddaje sedno. Dlaczego nie moja kobieta/mój mężczyzna? Ano dlatego, bo jest to infantylne przeniesienie relacji młodzieńczej typu mój chłopak/moja dziewczyna, które są równie idiotyczne językowo, ale z drugiej strony zrozumiałe, bowiem w wieku licealnym (gimnazjalnym, podstawówkowym, przedszkolnym) trudno o precyzję określenia relacji, a poza tym chyba świat nie jest jeszcze gotowy na narzeczonego sześcioletniej Agatki, która ma plecaczek z misiem i krzywe kucyki, jednakże pruderyjnie akceptuje jej szczerbatego chłopaka Antoniego. Podobnie też świat nie zaakceptuje jej dziewczyny – Edytki, ale to już sprawa nie związana z językiem, dlatego dziś zostawmy ją na boku.

Po drugie Pawianowi nie podoba się ta “moja kobieta” i “mój mężczyzna” z powodów ideowych, a dokładniej mówiąc feministycznie mu się to nie podoba. W skrócie rzecz ujmując to ten “mój mężczyzna” językowo jest po prostu samcem – czyli typ relacji sprowadzony jest do najprostszych czynności biologicznych, związanych z płcią. Proszę nie wmawiać Pawianowi, że należy do gatunku pruderia pospolita, bo nie o to chodzi. Pawian akceptuje słowa kochanka, kopulantka, nałożnica (kochanek, kopulant, nałożnik) i inne sygnalizujące rodzaj łączącej ludzi relacji. Ależ proszę, propagujcie sobie Państwo – róbta co chceta, bo Pawian Wam nie wróg, a jedynie chyba purysta.

“Mój mężczyzna” i “moja kobieta” są wytworem czystego patriarchatu, bowiem sprowadzają relacje uczuciowe do płci. I prowadzają się ludziska trzy lata, byli już na obiadku u rodziców, mieszkają razem od dwóch lat, konto mają w banku wspólne, a okazuje się, ze są dla siebie wyłącznie samcem i samicą. Sprowadzili piękno relacji rozumnych ludzi to samej biologii. Pewnie dopiero jak staną się mężem i żoną (wyłącznie!), to odzyskają wymiar duchowy. A niech was gęś kopnie! To jest obrzydliwe. Tchórzliwe. Patriarchalne. Wyrażające chęć dominacji nad drugim, zawłaszczenia go (przynajmniej językowego), zakwalifikowania jako zwierzęcia. Niewolnictwo słowne. Paskudne, nieprawdaż? I ukazujące, że osoba wypowiadająca takie słowa jest głucha jak pień. Jest niekompetentnym użytkownikiem języka. Jeśli nadal ktoś nie widzi, że ciocia, wuj, matka, narzeczony, konkubina (z zaimkiem dzierżawczym) są określeniem relacji, a “moja kobieta” i “mój mężczyzna” są kolejną wulgaryzacją języka, to ja przepraszam i nic już zrobić nie mogę. Już wyginęły takie słowa jak kum, swat i dziewierz. Wykończmy jeszcze inne relacje oznajmiające stopień zaangażowania uczuciowego. Bawmy się dalej w kształtowanie nowomowy. Wulgaryzujmy, pokazując, że jesteśmy niekompetentni językowo i mamy w dupie piękno języka ojczystego.

Feminizm (między innymi) zaś oznacza, to jedynie dla przypomnienia (bo przecież tyle już razem przeszliśmy), walkę z systemem, w którym na każdym kroku się zaznacza, że najważniejszym kryterium różnicującym ludzkość jest płeć. O czym zawiadamia (lekko zażenowany) – Pawian przydrożny.

 

 

Reklamy
Published in: on 12/19/2008 at 16:12  20 Komentarzy  
Tags: , , ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2008/12/19/o-infantylnym-poczuciu-wlasnosci-czyli-o-meandrach-polszczyzny/trackback/

RSS feed for comments on this post.

20 KomentarzyDodaj komentarz

  1. ubawiłam się, Pawianie, choć to ku rozbawianiu nie było. Ale mertytorycznie temat mamy odhaczony już dawno, więc mnie raczej Pawiania pasja ujmuje i rozświetla.
    Na nasze harcerskie oko Pawian patrzy jednak na społeczeństwo zbyt surowo i jednoznacznie, zapominając przy tym, że określenie „moja kobieta/mój meżczyzna” może mieć wiele innych odcieni niż zaprezentowane powyżej spojrzenie konsumpcyjne 🙂 Ale to nie na temat, prawda? Bo ja o uczuciach, a Pawian o … feminizmie. 😉

  2. Żartobliwie to owszem, można z językiem brewerie wyczyniać, ale Pawian raczej myśli o niebezpieczeństwie przyzwyczajeń językowych powodujących niebezpiecznie zubożenie. A przy okazji, jak zawsze, to na f 🙂
    Pawian czasem mawia doa Łasica: „moja słodka dupeczko”, ale to nie oznacza, że postrzega go jedynie przez pryzmat spodenek 😉
    On mnie zatrzaśnie, jak się dowie, co tu zostało napisane.

  3. jakoś też zawsze mierziło mnie straszliwie określenie mój/moja mężczyzna/kobieta, głównie chyba z powodu spłaszczania do biologii. Ale jakoś mój/moja chłopak/dziewczyna o niebo milsze mi się zdają, niech będzie, infantylny jestem 😉

  4. kurcze, jakoś za dużo jakoś… 😦

  5. w sumie, po przemyśleniu sprawy, Pawian też gotów jest tolerować chłopaka/dziewczynę. Po pierwsze przez zasiedzenie językowe, a po drugie przez wskazanie, subtelność pewną, na początkowe stadium relacji/związku, gdzie wszystko jeszcze przed danymi ludźmi. Gdy jeszcze nie wiadomo, co może wyniknąć… Własnie, jakby dziecięca, niewinna relacja. To jest chłopak, ale to jest mój chłopak (tylko chłopak, czyli jeden z… ale przez jakis czas „mój”). Wtedy zaimek dzierżawczy podkreślałby funkcję, w której ów chłopak występuje. Ewentualnie tak mogłoby być, ale bez uniesień, bo istnieją lepsze, wyparte przez ogólnik kategoryzujący płciowo, wyrazy, np. sympatia.

  6. albo: starający się 😉

  7. Tylko jakoś głupio mówić „mój chłopak/moja dziewczyna” kiedy ma się 30 lat i jest w związku od prawie dziesięciu. Więc jak? Moja konkubina? Jak z kroniki milicyjnej. Moja narzeczona? A co jeśli nie narzeczona?

  8. Partnerka, ukochana, umiłowana – wiele jest możliwości 🙂

  9. Też się zastanawiam jak określać, jeżeli zachodzi taka potrzeba moją (tu chyba mogę napisać, że moją?) TŻ. Ostatnio, w ramach losowego konformizmu mówię „żona”, nie wyjaśniając, chyba że jest potrzeba, czy państwowa, czy kościelna, czy prywatna. „Partnerka” też byłoby dobrze, ale brzmi zbyt urzędowo. Chociaż, jak zwykle, to kwestia przyzwyczajenia.

    Słyszałem o formie „moja”. Np. „moja poszła do sklepu”. „Moja kobieta” brzmi dla mnie niewiele mniej potocznie (czyli wulgarnie) niż „moja”.

    Ponieważ tekst jest słowozaczepny, to przyczepię się do pieprzniętej współpracowniczki. Właśnie – współpracowniczki czy współpracownicy? Słownik dopuszcza (a czego on nie dopuszcza…), ale myślę, że to niepotrzebne kopiowanie z matematyczki, która miała pecha, bo matematyka zajęta. Współpracownica wolna.

  10. Współpracownica maglownica 🙂 – jakoś brzmieniowo wolę współpracowniczkę. Słownik dopuszcza, to wybieram sobie brzmienie. „Moja” jest bardzo popularna na wsi małopolskiej. Pawiański tatuś, jak chce się podroczyć, to mawia o pawiańskiej mamusi własnie tak. A już rzucanie trepami następuje, gdy pawiański tatuś wrzeszczy z podwórka: mamuśka! I zaśmiewa się do łez. Pawiańska mamusia też się rewanżuje – a wtedy ja i siostra (moja) mamy ubaw. Psy szczekają, jednym zdaniem Sicilia 🙂
    Pawian przedstawiając Łasica, a raczej jego status w relacji mawia: to jest mój kolega małżonek w ilości sztuk jeden (kopiując Fedorowicza)

  11. Czy w świetle Twoich rozważań nie podszywasz się przypadkiem pod Pawiana? W rzeczywistowści będąc Pawianicą?

  12. Pawianie- i nic już więcej nie będzie o tej dupeczce Łasica? 😉

    ps. ostatnio słyszałam jak dosyć zawansowany wiekiem pan nówiąc o zonie powiedział, że się jego dziewczyna spóxnia i nie zabrzmiało to nieadekwatnie. Wszystko kwestia konwencji

  13. A mnie w tym wszystkim martwi tylko ten… brak elegancji…
    Moja bryka, moje kalesony, moja golonka, moja kobieta…
    To juz wole okresienie moja baba.

  14. „Blogerką jestem niczyją?” Buhaha! Otóż Pawian jest *moją* zakładką!Tak, tak, wiem, że nie moją jedyną,bo jestem poliporywaczem
    zakładek, ale mówiąc „jedną z moich zakładek” umniejszyłbym jej status. Czy mógłbym tak rzec o pani Stefanowej(to inna odmianna bo kobiety nie mówią pan Marysiny)
    Czy żona to też sui generis zakładka?czy tylko zakładniczka? Ach, te wątpliwości!
    Prof Łoś mawiał: Jestem Łoś, a to moja klempa” Tyż ładnie. Ale „mój” „moja” są elastyczne. Chyba.

  15. Do pawianiczki:
    Współpracowniczka nie razi mnie bardzo, ale „pracowniczka” już tak. Chociaż, z drugiej strony, taki mały współpracownik może mieć wielkie zalety. Zamiast ogłaszać, że szukam współpracownic i współpracowników do mojej pracy społecznej, mogę szukać współpracowniczek i współpracowniczków – bo bardzo przydadzą się i tacy, którzy zrobią coś małego raz na jakiś czas. A w innej dziedzinie, nieprzyjemny skrót TW rozwinięty na Tajny Współpracowniczek brzmi całkiem miło. Mógłbym tak nazywać promotora mojej pracy magisterskiej, który, jak się niedawn okazało, współpracował często, ale niechętnie, a przy tym nie donosił o tych tłumach, które knuły jak dzikie w jego instytucie, na mnie też pewnie nie.

  16. marzatela; Pawian to bohater literacki, który czasem zostaje utożsamiony z autorką 🙂
    joe: ciiii… W zasadzie wszystkie niuanse można podsumować – świadomy użytkownik języka wie co, gdzie i jak. Własnie dlatego może bawić się konwencjami. Pawiana rażą raczej mody językowe, które później stają się powszechne, a następnie odpowiednia KJP je zatwierdza i do słownika wpisuje, o czym wspomniał Rafał.
    Tani; tu nagle mnie olśniło, że jest jeszcze coś, o czym zapomniałam. Żona, kalesony, golonka określają przestrzeń 😉 i relacje społeczne, a męskośc i kobiecośc są kategoriami samymi w sobie i dlatego nie powinny być łączone z zaimkami dzierżawczymi. Mój człowiek, czy moi ludzie – to przecież tylko w strukturze mafijnej.
    Stefan, a właśnie dlaczego nie mówimy „pan Marysiny” – to też ciekawe, że tylko Stefan ma swoją (!) bezimienną w takim kontekście, drugą połowę.
    Rafał: pracowniczka też by mnie raziła. Chociaż Pawian doda, że jest hobbitem – w związku z czym się zastanawia, jak małym trzeba być, żeby być pracowniczką 😉
    A tajny współpracowniczek chyba przywołuje agencika
    Ależ z ciebie agencik – żartobliwe, milutkie. Jednakże w kontekście kontaktów (z służbami) – no własnie, że mało?

  17. Pawian,ty jestes dla mnie za madra, podobnie jak gramatyka opisowa. Wiem tylko tyle, ze mowisz do mnie proza, wiadomo, ze istnieja kategorie same w sobie, zaimkow niepotrzebujace, ale to sa jakies absoluty, a zakladam ze zaimki dzierzawcze musza miec zastosowanie do wszystkiego co in maneo, to takie nitki mocujace nas w przestrzeni i nadajace ksztalt wielu mozgom. Gdyby ich zabraklo trzeba by wynalezc nowe traknwilizatory, a na to psychiatrzy i terapeuci wszelkiej masci nie sa jeszcze gotowi. Dlatego ja postuluje jeno forme.

  18. Psychotropy immanentne 😉 ? Pawian woli morawskie winko, macedońskie winko, włoskie winko, z RPA winko… Hmmm. Tak mi się skojarzyło, że coś tam mam jeszcze w spiżarence. To ja tam zajrzę. A potem… GRAMATYKA 😀

  19. Moja koleżanka ma swojego „niemęża” – czyż nie jest to interesujące określenie? 🙂

  20. Mnie się podoba – takie tajemnicze 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: