Polak za kierownicą, czyli gwarantowane kłopoty

 

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Komorowski-nie-kontroluje-kierowcy-ani-licznika,wid,10676668,wiadomosc.html?ticaid=1728b

Tak, tak, Pawian wie, że mamy Kubicę. Jednakże wie też, że każda, najgorsza nawet łajza, jak wsiada do swego mustanga mechanicznego, to jest jak Wołodyjowski w szarży na pohańca, bowiem Polak na zagrodzie równy wojewodzie, nawet jeśli ten stolec zwie się seicento. Wiedzą o tym nasi politycy, jak Kurski, czy niefortunny pasażer, marszałek Komorowski, który zamiast powiedzieć, że przeprasza, jakieś facecje wyczynia, dziwnymi związkami frazeologicznymi o “ograniczeniu poczucia grozy” się bawi, zamiast ograniczeniem prędkości się zająć i własną kulturą, niejako przy okazji.

Kurski natomiast ułaskawiony został jednym gestem przewodniczącego, co zaraz przywołuje, rzecz jasna, wspomnienia z czasów PRL-u, gdy każdy partyjny kacyk stał ponad prawem. I już nawet nie dziwi, że prawi i sprawiedliwi, potępiający czasy błędów i wypaczeń, sami zachowują się dokładnie tak samo, bowiem lewactwo zawsze miało tendencję do bezhołowia. Nawet melexami po Cyprze jeździć nie umieją, chociaż to ostatnie Pawian jest gotów zrozumieć, bowiem, jak Polak wypije, to dusza w nim wyje i wsiadać na koń gotów, bolszewika gonić, szabelką wywjać. A jak koni nie ma? No… to niech będzie i melex. Zawsze to jakiś tam koń mechaniczny. Ułani, ułani, melexowe dzieci, niejedna aferka za wami poleci.

Święta już niedługo, znów policyjna akcja “Znicz”, a może jakieś inne światełko? Owszem, z pewnością będzie. A nawaleni jak stodoły obywatele, a nawet i ci trzeźwi, tylko wielce zgłodniali wigilijnych potraw, będą sieć zgrozę i spustoszenie na polskich drogach.

Typowe polskie wady za kierownicą? Poza tym, że wyjechanie z podporządkowanej graniczy z cudem? Imię ich – legijon.

Przede wszystkim nieszczęsna liczba 80 – tak samo przez wieś, tak samo przez las, mokradła i oczerety, tak samo koło przedszkola. A jak już taki jeden z drugim autostrady kawalątek zobaczy, to nawet z dychawicznej skody będzie wyciskał ostatni dech, szusując, rzecz jasna lewą stroną, jakby się w Anglii rodził. Tak, prawym pasem wstyd jeździć. Trędowatym on bowiem jest. I dlatego wszystkie ciężarówki, półciężarówki i im podobne zapychają środkowym, a nawet lewym. Albośmy to jacy tacy?

Oczywiście świetnie krytykujemy, że baba za kierownicą, że blondynka, że jak jedziesz pętaku w ząbek czesany? Ostatnio Pawian jechał taksówką z bardzo rozmownym kierowcą, który ciągle zwracał się do Pawiana:

     

  • A widzi pani, jak to bydło jeździ?
  •  

Jak pewna pani za daleko wyjechała zza okopu samochodów parkujących, gdzie popadnie, to tylko prychnął:

     

  • Blondyna! Do garów, a nie do wozu.
  •  

Pawian się przyczaił i czekał na odpowiednią okazję. Gdy kierowca wymusił pierwszeństwo, wyjeżdżając z podporządkowanej, Pawian mściwie syknął:

     

  • Blondyn! Kanarki doić, a nie do wozu – co spowodowało jedynie wściekłe łypanie we wsteczne lusterko i szeroki uśmiech złośliwego Pawiana.
  •  

Czy można się dziwić, że jeździmy, jakby nas ktoś codziennie szalejem pasł? Czy elity polityczne wyznaczają styl jazdy, poczynając od “pomroczności jasnej”, która ogarnęła syna byłego prezydenta, a na ostatnich ekscesach kończąc? Pawian na to drugie pytanie nie może odpowiedzieć twierdząco. Wszystko jedno, czy marszałek Sejmu, poseł, sołtys z Bębła Wielkiego wracający z chrzcin wnuczki, dziennikarz motoryzacyjny we włoskim samochodzie, czy też zwykły Jan Kowalski.

Pawianowi się wydaje, że taka jazda na polskich dróżkach, to niejako cześć składowa naszej mentalności. Egoistycznego nastawienia wyłącznie na własne potrzeby, surowego oceniania innych, przy jednoczesnym niedostrzeganiu belek piętrzących się we własnych oczodołach, a także kompleks niższości, nawet, gdy jedzie się hondą legend.

– Wystarczy popatrzeć na rodaków rozbijających się wózkami w supermarkecie, by dojść właśnie do takich wniosków – sapał Pawian, przeciskając się między zapatrzonymi w dobra wszelakie, między wózkami wypełnionymi towarami kolonialnymi i nie tylko, z których każdy tarasował przejście. A gdy już odsunął wózek pewnej pani, zajmujący ostatni wolny metr kwadratowy sklepu, otrzymał jedynie spojrzenie, które miało wzbudzić wielką bojaźń w naszym bohaterze.

– Bóg się rodzi – Pawian niepewnie zezując na boki, próbował załagodzić sytuację, uderzając, jak mu się wydawało, w czuły punkt, a nawet, sedno tej całej gorączki.

Jednakże usłyszał tylko jakąś przelotną uwagę zakończoną na “mać” i dlatego doszedł do wniosku, że jednej, jedynej, zgrzewki wody mineralnej już chyba nie kupi. Pawian nigdy nie miał siły przebicia, ale nie martwił się tym faktem, bowiem dzięki znajomości języków martwych wiedział, że nec Hercules contra plures. Nici z samarytańskiej działalności Pawiana. Osoba, która prosiła go o mineralną dostanie dwie butelki przyniesione z pobliskiego sklepiku, do którego szał i amok jeszcze nie dotarły. A Pawian po prostu, przed świętami, pójdzie tam jeszcze kilkanaście razy. Nielogiczne. Owszem, ale skuteczne. I to wszystko właśnie Pawian opowie każdemu, kto go spyta, dlaczego uważa, iż Polacy nie są dobrymi kierowcami.

NO DLATEGO!

Reklamy
Published in: on 12/17/2008 at 19:34  20 komentarzy  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2008/12/17/polak-za-kierownica-czyli-gwarantowane-klopoty/trackback/

RSS feed for comments on this post.

20 komentarzyDodaj komentarz

  1. W tlumaczeniu Malkontentki (przy innej okazji) bylo to chyba: „i Herkules dupa kiedy ludu kupa”. 😉

  2. 🙂 a ja myślałam, że my kulturalni na drogach jesteśmy…

  3. Renifer: ano 🙂
    Delfin: Ty mnie nie zmuszaj do opowieści o Macednoczykach za kierownicą, albo do strasznych historii o „wyrażaniu emocji” 😉

  4. Gdyz przeczytawszy wyplulam z oskrzeli resztki flegmy, jestem gotowa (ale korzystaj, bo to pewnie tylko gotowosc chwilowa), oddac Ci moj plastkikowy puchar Burmistrza Wolomina (za uchwyceni istoty swiatla przy tworzeniu ramek neonowych), ktory otrzymalam lat temu 15 z gora i do dzis ze wzruszeniem przechowuje. To bardzo cenna pamiatka, nie robisz wprawdzie ramek neonowych… ale docen, Pawian,… docen…
    Uaniii, ulaaaniii, melexowe dzieciii… na pohybel bolszewikom!

  5. A Włochów za kierownicą Pawian widział. zwłaszcza gdy dają ręczne znaki drogowe?Oni patrzą na pasażera z wymachują ręką wyciągniętą przez okno aby określic sposób zwijania spaghetti na widelec.Polacy są gorsi bo za PRL mało kto miał samochód a teraz mało kto nie ma.Co do picia,to gdyby pili wino zamiast wódy..nie, to marzenia.
    PS Kanarków się nie doi. Kanarki wyciska się do herbaty 🙂

  6. http://www.przekroj.pl/publicystyka_kurkiewicz_artykul,3594.html

    To taka propos akcji Znicz. W dziesiąteczkę trafione…

  7. Husaria drogowa stroszy skrzydła i straszy!

    Taksówkarz edukator to paradne – przecież oni w awangardzie wymuszaczy zawsze…

  8. Rzadko się wybieram w podróż samochodem, ale się zdarza. I zawsze mnie wkurza, gdy jadący przede mną samochód, poruszający się żółwim tempem, zamiast zjechać na pas dla wolnych pojazdów, robi za zawalidrogę. Sama mam tylko pandarettę, więc zdarza sie, że zbaczam z drogi, niech śpieszący sobie jadą! Pewnie nie powinnam, co?

  9. bo te drogi- Pawianie- to jedyne miejsce które skutecznie leczy frustracje- nawet jesli z seicento. Poza tym wiesz- …jajogłowość nie chodzi w parze ze zmyślnością, więc w be-emach pustaki… 😉

  10. Tani: cholibka, a jak potem zatęsknisz? I będziesz chciała, żeby wrócił? Nie, nie mogę, chociaż propozycja jest kusząca
    Stefan: Pawian Włochów za kierownica lubi, bo może nie są wyjątkowymi kierowcami, ale są mili, uczynni, wpuszczają na zakładkę, bawią się klaksonami i tą ich manię jeżdżenia 50% szybciej, niż określają znaki, Pawian już rozumie i jeździ, jak oni 🙂
    Z nimi nie jest ponuro
    Oho: „Ano to, że jak ktoś ma problem z alkoholem, to ma w dupie akcję Znicz” – to sedno, byłaś kiedyś na kielecczyźnie, albo na wsi małopolskiej, rzeszowskiej, nowosądeckiej na przykład w sobotę wieczorem? Jeśli nie byłaś – nie żałuj… Hardcore!
    Jotesz: dlatego tak się zdziwiłam, że taki wygadany z belką w oku 😉
    Fusilla: tego brakuje chyba najbardziej na polskiej drodze – życzliwości, zawalidrogi będą się turlać, ale środkiem pasa, a nie puszczą, masz rację. I poziom agresji na drodze rośnie 😦

  11. A ja ostatnio zdumiewam się tym z jaką niechęcią ludzie pozwalają włączyć się do ruchu samochodom wyjeżdżającym z dróg bocznych, za to nie mają oporów przed przepuszczeniem tych, którzy przejechawszy na skróty wciskają przed innych na krzywy ryj. Bezinteresowna złośliwość połączona z żałosnym konformizmem?

  12. Myślę Rafale, że podziw dla bezczelności – jak jedzie to pewnie silny i ma prawo.

  13. a o traktowaniu pieszych i rowerzystów zmilczę, bo nie chcę przeklinać…

  14. joe: zamiast na kozetce, to za kierownicę?

  15. sknd: o pieszych pisała nasza badaczka terenowa doktora Sigismunda Filifionka:

    http://socjopatycznamalkontentka.blox.pl/2008/02/Jak-przechodzic-przez-ulice-czyli-instrukcja.html

  16. A ja tak z punktu widzenia osoby pomykającej LEWYM pasem drogi ekspresowej (dopuszczalna prędkość = 110 km/h) – pomykałam akurat jako pasażer. Kierowca nieco przekraczał dozwolone tam 110, a pomykał pasem lewym, bo na tym akurat odcinku pas prawy jest tak dziurawy i wyboisty, że nawet połowa dozwolonej prędkości jest niebezpieczna dla zawieszenia auta i kręgosłupów osób w tymże pojeździe. Za naszym samochodem gnała jakaś pani i na mego kierowcę światłami migała, że on ma zjechać na pas prawy, bo ona chce go wyprzedzić, gdyż jego prędkość – i tak przekraczająca dozwoloną – jest dla niej zbyt mała, no ale przecież ona z pewnością prawa jest (choć nie wiem, czy sprawiedliwa) i prawym pasem nie wyprzedzi, bo nie wolno. Ale pchać się, by po drodze z dopuszczalną prędkością 110 km zapier…niczać o jakieś 50 km/h więcej – to już wolno…

    A ja aktualnie przebywam w Dziadowie koło Nędznicy i robię teściowej za kierowcę. Styl prowincjonalny znacznie różni się od stołecznego, a nawet od tego ze stolicy regionu – tu wszyscy jeżdżą 40 km/h (no, na tutejszej „Wisłostradzie”. gdzie wolno jechać 70, niektórzy szaleńcy rozpędzają się do 60), ale za to… w zasadzie nie przestrzegają żadnych przepisów ani znaków. Każda miejscowość ma chyba jakieś swoje własne przepisy, a w dodatku pewne grupy zawodowe (zwłaszcza taksówkarze i kierowcy autobusów) jeżdżą według jeszcze innego kodeksu, nieznanego nikomu poza nimi :]

    To trochę jak w tej anegdocie o dżygicie, który przeraził pasażera, przemykając kilkakrotnie na czerwonym świetle, uzasadniając postępek tym, że jest wszak dżygitem, ale za to zatrzymał się na zielonym. Na pytanie, dlaczego na zielonym się zatrzymał, choć czerwone go nie powstrzymywało, dżygit odrzekł: „A skąd ja mam wiedzieć, czy przez to skrzyżowanie nie będzie akurat inny dżygit jechał?”.

  17. :)) Dzieki za wielkodusznosc, oto bowiem, nie moge znalezc mojego, jakze cennego trofeum (mam nadzieje, ze nie wyrzucilam go sama w porywie szalenstwa przy przeprowadzce).
    Najlepszy znany mi kierowca nigdy, jakos, cholera nie chcial sie scigac… 20 lat temu moglam sie dziwic, dzis… moge tylko po*dziwiac. ;))

  18. (mówi Brazylijczyk, czy w zasadzie Brazylijczyk): wzięliśmy wóz we Frankfurcie i po paru dniach oraz kilkuset kilometrach wjechaliśmy poprzez Odrę do Nadwiślańskiego Kraju. „O, oni tu prowadzą zupełnie jak u nas!” powiedziała po pół godzinie V. Być może muszę wyjaśnić: to nie był komplement.

  19. Nie musisz wyjaśniać, jak się wjeżdża od zachodniej strony, to bardziej widać niż by się wjeżdżało np. z południa, ale też widać.

  20. Dobre. I sensowne.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: