Pawian duma nad tym, dlaczego ludzie się obrażają

Pawiana śmieszą jedne rzeczy, inne zaś nie. Na przykład nie przepada za slapstickową komedią, a jak widzi Bustera Keatona, to po prostu odchodzi w siną dal. Pawiana natomiast śmieszy św. Mikołaj gwałcący tatusia opisany przez Topora w Czterech różach dla Lucienne. No śmieszy. Ktoś może powiedzieć, że niesmaczne. Bywa. Oczywiście sprawa, jak zawsze, nie jest taka prosta. Pawian uwielbia jak coś nie jest proste. Bo, czy może śmieszyć widok wywalającej się na śliskim chodniku kobiety? Ano, raz może, a innym razem nie powinien. Bo jak odbiorca owej sytuacji ma osiem lat, to zdecydowanie śmieszy. Jak się jest ową panią, to dupa boli, ale też może śmieszyć. Jednakże jeśli owa pani ma lat siedemdziesiąt i właśnie złamało się jej biodro, to sprawa nie jest zabawna. I tak przykłady można mnożyć. Jak zawsze relatywizm wyłazi z każdej kieszeni pawiana.

Czy dowcip może obrażać? Pawian zna pewną panią, która ma krótki wzrok i poprosiła w wypożyczalni filmów o jakąś zabawną komedię. Zasiadła przed telewizorem, włączyła DVD, założyła okularki i patrzy. A tam na ekranie gruby chłop w pościeli na dużej blondynie się kotłuje. Jak już owo kotłowanie kończył, to runęła na niego trąba, wcześniej wisząca na ścianie, no i w dupę mu wpadła. I zakończył trelem odbytniczym w stylu folk, z podkładem muzycznym na nutę bawarską…

Wzmiankowana wcześniej miłośniczka komedii się zdenerwowała. Bo nie lubi komedii pornograficznych. Później już ją to śmieszyło, nie tyle sam film, ile cała otoczka sytuacyjna. I teraz w rodzinie tej pani, czasem nazywają ją miłośniczką porno-Oktoberfestu. I ona się śmieje. Nota bene później była w Bawarii i nie traktowała mieszkańców tego regionu, jako erotomanów pierdzących na trąbach.

Jak przypadkiem słyszę dowcip, który opowiada dwóch krótkoszyich młodzieńców przy szóstym piwie, opowiadający o tym, że blondynki muszą mieć trójkątne trumny, to się nie śmieję. Nie jestem też obrażona, wychodząc z założenia, że jaki nadawca, taka wypowiedź. Jak czasem widzę występy kabaretów polskich, to też się nie śmieję. A na widowni siedzą ludziska i się śmieją. No i…? Mnie śmieszy natomiast jak ktoś mnie atakuje malinami w duchu absurdu Monty Pythona, albo fakt, że nigdy nie spodziewam się hiszpańskiej inkwizycji. A znam ludzi, którym na takie dictum nawet powieka nie drgnie.

Czy śmieszą mnie dowcipy związane z homoseksualistami? A… to zależy. Ten jest świetny:

Przychodzi mężczyzna do seksuologa i mówi, że ma problem, ale wstydzi się powiedzieć. Lekarz mówi na to, że pokaże mu różne obrazki, a pacjent ma mówić, co, według niego, tam się znajduje. I zaczyna:

Pokazuje zdjęcie rzeźby pt. Zapaśnicy na olimpiadzie.

Pacjent na to: To są dwaj geje, są nadzy i przytulają się do siebie.

Lekarz wyciąga zdjęcie reprezentacji piłkarskiej:

Pacjent: To geje, mają krótkie majtki i się przytulają…

Lekarz: A ja kim jestem?

Pacjent: No nie wiem… – I zakłopotany dodaje – Ja przyszedłem, a pan mi zdjęcia gejów pokazuje…

Mam dziwne wrażenie, że ten dowcip mnie śmieszy dlatego, że w mojej wizji pacjent wygląda jak pewien, stosunkowo niedawny, wiceminister edukacji.

Co jakiś czas w mediach czytam informację, że ktoś nas obraził. Jako nację, naród, wszystkich spod znaku orła białego. Zażartował z naszych prawdziwych lub wymyślonych przywar, rzecz jasna z tych stereotypowych, no i się okazało, że zostaliśmy obrażeni. Na forach zbierają się dzielni obrońcy, którym Bóg powierzył honor Polaków, aczkolwiek ja bym wolała, żeby powierzył im humor, żeby zamiast myśleć, jak książę Józef, spojrzeli z dystansem Słonimskiego. W końcu sami bez winy nie jesteśmy, bo w dowcipach tworzymy fabułę o przygodach Polaka, Rosjanina i Niemca, rzecz jasna wskazując na fakt, że ten pierwszy jest silny, mądry, zaradny, sprytny, a dwaj pozostali… To znaczy, że nam wolno?

A może oburzają się ci, którzy nigdy nie opowiadali takich dowcipów? Szczerze mówiąc, wątpię, bo to zazwyczaj jest filozofia Kalego w najczystszej postaci. Poczucie humoru się ma, ale najtrudniej jest wtedy, gdy żart dotyczy nas samych. To oczywiście truizm. Problemem w tego typu zachowaniach jest tak naprawdę myślenie stereotypowe, zarówno nadawców dowcipu, jak i obrażonych jego treścią.

Kiedyś rozmawiałam z moją czeską przyjaciółką o dowcipach językowych. Czesi wymyślają, jak mówią Polacy, a my nabijamy się z ich języka. Wszyscy? Ano nie… Jedynych to śmieszy, a innych wcale. Jechałam pociągiem przez Czechy, a tam trójka licealistów nabijała się z tekstów umieszczonych w polskiej gazecie. Z Polaków? Nie sądzę. Naśmiewali się czegoś w ich pojęciu zabawnego – z brzmienia wyrazów. No tak, a w pięknym erotyku Nohavicy jest, że pani “umiva se zada” – dla nas brzmi śmiesznie, ale jak się zastanowić, to ona myje sobie plecy. Śmieszne? Dla mnie nie… Dla niektórych – tak. Nie dziwię się, że czasem śmieszy obraz niektórych Polaków za granicą, którzy sikają na poboczach, co zauważyli zarówno niektórzy Niemcy, jak i niektórzy Holendrzy (tak wiem, wyraz “niektórzy” powtarza się w tym zdaniu trzykrotnie – celowo). Ja nie sikam, dlatego to wyśmianie mnie nie dotyczy. W końcu nie jestem stróżem braci moich. Nie mogę się czuć odpowiedzialna za ich winy, śmiesznostki. Mam własne. Tak samo, jak nie dotyczy mnie sytuacja, gdyby sztuczna szczęka mojej ciotki wpadła do rosołu podczas gali oskarowej. Rozumiem, że kogoś dotyka i to niekoniecznie wtedy, gdy sam staje za drzewkiem na poboczu autostrady. Widocznie się utożsamia, boi się, że ów śmieszny (lub nie) obraz się upowszechni. Ja się nie boję, bo dowcipy były zawsze, zarówno te smaczne, jak i niesmaczne. Tylko trzeba pamiętać, że w nich jest pewna malutka cząstka nas samych.

W czasie moich podróży widziałam Niemców, którzy byli uprzejmi i mili. Widziałam też takich, którzy byli hałaśliwi i niegrzeczni. Nie wiem, co mogłabym wyśmiewać u Niemców – pewnie dlatego nie piszę dowcipów, tylko felietony. A poza tym, najpierw musiałabym znaleźć cechę wspólną dla całej nacji. A skąd ja mam wiedzieć, co to jest “niemieckość”, skoro mam kłopoty ze zdefiniowaniem cech polskich. Polacy są… wiem, wiem – obrażalscy. Wszyscy? Do niczego taka hipoteza! Poza tym, jutro będą następne dowcipy. O Polakach tworzone przez Niemców, Czechów, Rosjan. I na odwrót. Będą też dowcipy Włochów o Francuzach, Hiszpanów o Portugalczykach, Marsjan o Wenusjanach, Ziemian o Jowiszanach. Bywa… Ale jeśli założymy, że to tylko nas wyśmiewają, to by mogło znaczyć, że pewnej grupie Polaków nie jest obca megalomania…

Pawiana sprowokował do przemyśleń tekst Ewy Milewicz oraz dzisiejsza lektura forów internetowych:

http://wyborcza.pl/1,75515,5955621,Kazda_zniewaga_krwi_wymaga.html

 

 

 

Reklamy
Published in: on 11/18/2008 at 23:27  8 komentarzy  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2008/11/18/pawian-duma-nad-tym-dlaczego-ludzie-sie-obrazaja/trackback/

RSS feed for comments on this post.

8 komentarzyDodaj komentarz

  1. Sam pomysł obrażania się jest mi mocno podejrzany – pewne racje ubiera się w celofan i przykazuje się surowo: „nie tykać mi tego, to jest tylko do podziwiania”. Jeśli ktoś widocznie i wyraźnie prowokuje dla prowokowania (oj, mam paru takich znajomych), dorosłą postawą wydaje mi się powiedzenie czegoś w stylu: „w rozmowie nie szukam sparringu a rozumienia, więc żegnam”. Ale jeśli zbyt często przychodzi chęć na zajęcie tej postawy, to chyba warto zajrzeć do lustra i spytać tam: „a tobie co, niestrawność?”

    Odrębna historia to wszystkie urażone uczucia religijne i o tym nawet mówić nie warto; to typy, które chcą wygrać rozgrywkę przez wyeliminowanie przeciwnej strony. Jak ktoś ma organ religijny nadmiernie napuchnięty, niech idzie z nim do szpitala, nie na publiczne fora.

  2. Trudno dowcipy układać o kimś kto jest śmieszny i żałosny z natury swojej (bracia mniejsi). Dlatego pewnie taki marny czas nastał w tradycyjnym naszym kabarecie politycznym. Prawda też, że każdy ma inny próg zaśmiewczy. Nielicznych tylko śmieszy mój ulubiony dowcip o buldogu ścigającym się z chartami. Ale jak miło gdy spotkasz tego z progiem w tym samym miejscu. Dziękuję za link do tekstu Ewy Milewicz. Ominąłbym.

  3. Poczucie humoru to jest coś, co odróżnia nas od ameby. Chociaż może ameba jakieś ma, co oznaczałoby, że niektóre jednostki ludzkie są na gorszym poziomie rozwoju niż pierwotniak.

    Ja nie śmieję się jedynie z chorób. To śmieszne nie jest? Reszta? Zależy co i jak opowiedziane. Ostatnio była afera o dowcip:
    – co powstanie ze skrzyżowania murzyna z ośmiornicą?
    – nie wiem, ale zajebiście szybko będzie zbierać bawełnę.

    Może niepoprawne, może nie powinno się. Tylko z czego wobec tego można. Skoro i blondynki obrażają się za dowcipy.

  4. Kopytka opadają…
    Znajomemu renifera pewnien przewrażliwiony krótkoszyjny troglodyta, którego rozbuchane ego widziało się wszędzie podmiotem zainteresowań innych, naskoczył na głowę. W sensie niestety dosłownym… Znajomy z innymi znajomymi siedział sobie w barze opowiadając dowcipy. Śmiechem parsknął nieopatrznie w momencie wejścia troglodyty, a że do tego spojrzał w stronę jego, wyzwanie było jednoznaczne.
    A może dowcip daje nam się we znaki, kiedy w (utajonym) mniemaniu naszym jest prawdą, do której przyznać się nie chcemy?

  5. ciekawe, ale poczucie humoru mamy pokrętne i …wzwiedzione. Przeczuleniśmy i pełni kompleksów

  6. Celne!
    Ja lubię Czechów welmi mocno, więc się z nich nie śmieję. Lubię za to ich poczucie humoru. W wydanej we Wrocławiu przez uniwersytecką bohemistkę książce „Kapoan…” wyczytałem, że język polski dla Czechów jest dużo śmieszniejszy niż czeski dla nas! To powinno nas troszkę ostudzić…

    Dawno, dawno temu, jako student byłem na obozie komsomolskim (!) w Leningradzie (!) i opowiadaliśmy kawały rosyjskim współobozowiczom. Dla świętego spokoju opowiadaliśmy kawały abstrakcyjne, bardzo wówczas przez polską studenterię lubiane. Żaden Rosjanin się nie uśmiechnął a na końcu podsumowali cierpko że „eto nawierno polskaja forma jumora”

  7. Sie wcale nie czepiam, ale ta pani „umÝvala SI záda” 🙂

    A co do sedna sprawy, to przypomniała mi się przy lekturze pewna czeska studentka, która razu pewnego usiłowała udowodnić swojemu wykładowcy – Niemcowi kakofoniczność języka niemieckiego. I nie skończyło się dowcipnie.

  8. Pawian cytował z głowy, czyli z niczego 🙂
    Ja bym nie próbowała na miejscu tej studentki.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: