Pawian nie lubi burzenia pomników, bo wie, że trzeba oszczędzać cokoły

 

Nie uwierzę, mój drogi, że lew jest jagnięciem,
nie uwierzę, mój drogi, ze jagnię jest lwem!
Nie uwierzę, mój drogi, w magiczne zaklęcie,
nie uwierzę w rozumy trzymane pod szkłem,
ale wierzę, że stół ma tylko cztery nogi,
ale wierzę, że piąta noga to chimera,
a kiedy się chimery zlatują, mój drogi,
wtedy człowiek powoli na serce umiera.

 

Tak – można zwalić rzeźbę Hasiora. Można po raz kolejny udowodnić, że jesteśmy barbarzyńcami, że historia niczego nas nie uczy, że na zawsze pozostaniemy małpiszonami, które w ramach doraźnej zabawy są w stanie niszczyć wszystko wokół siebie. Po rewolucji francuskiej zamierzano zburzyć katedrę Notre Dame, żeby nie przypominała o czasach, gdy królowie nie byli zwykłymi obywatelami Kapetami i gdy nie można ich było po prostu ściąć. Pawian nie przepada za monarchią francuska, ale żeby tak od razu kościoły niszczyć? Rąbać ściany? Wyrywać ławki? Przetapiać monstrancje? Barbarzyństwo, nieprawdaż? Nawet wielka (i historycznie uprawniona) nienawiść dziwi, gdy skierowana jest w stronę pięknych przedmiotów. Przedmiotów, które budują naszą tożsamość na równi z wygodnymi i niewygodnymi okresami historycznymi.

Można zburzyć dzieło Hasiora. Można. Tak samo, jak usunięto niewygodne książki z bibliotek w okresie stalinizmu. Można w cerkwiach urządzać muzea ateizmu, albo magazyny paszy, a tam gdzie dawniej były ikonostasty budować toalety, żeby jeszcze bardziej splugawić potępioną przeszłość.

Można zniszczyć rzeźbę Hasiora. Można. Tak samo, jak było można zniszczyć zamek w Baranowie Sandomierskim, w którym dziś, po odbudowie znajduje się wystawa fotografii dokumentującej dewastację.

Wszystko można zrobić. Jednakże Pawiana dziwi fakt, że po doświadczeniach ludzkości, po wojnach, rewolucjach, przewrotach i puczach, można jeszcze burzyć dzieła sztuki, które zaświadczają o czymś, czego chcemy się wstydzić. Zapominana historia lubi się powtarzać. Kto nie pamięta tego, co było, łatwo może popełniać po raz wtóry te same błędy. Nie można wstydzić się swojej historii. Była taka, jaka była. My nie mieliśmy na nią żadnego wpływu. Pawian wie, że każdy chciałby być Karolem Levitoux, ale niektórym brakło słomy na siennik, bo z kolei inni noszą ją w butach. Można się wstydzić swojej teraźniejszości. I Pawian się wstydzi, że ludzie, których tak bardzo PRL uwiera, posługują się retoryką tamtych czasów, a także wybierają rodzaje działania, których by się nie powstydzili bojówkarze totalitarni. Gratulować można jedynie wyboru patronów. Ironicznie, rzecz jasna, bo jak można niszczyć ich poglądy (zapisane na tablicy przy pomniku), a jednocześnie działać tak, jakby się miało na sercu czerwoną książeczkę. I portret Stalina w portfelu.

Niszczyć dzieła sztuki? Dlatego, że są niesłuszne? To już przerabialiśmy i pozostał jedynie wstyd i smród palonych książek. W imię słusznych poglądów będziemy używać metod charakterystycznych dla znienawidzonego ustroju? No tak, ale teraz my mamy rację, świętą rację, jedynie słuszną rację. I jeśli niszczymy, to właśnie nasze niszczenie jest słuszne. Żeby kamień na kamieniu nie pozostał po wstrętnej przeszłości. A jak już wszystko zniszczymy, zburzymy, spalimy, to wreszcie staniemy się dobrzy, sprawiedliwi i prawi. Zaczniemy od Hasiora, a na czym skończymy? Czy w słusznym rewolucyjnym gniewie będziemy wiedzieli, gdzie się opamiętać? Oczywiście, że będziemy – przecież to, co robimy jest słuszne i mamy obiektywne prawo moralne.

Gdy kilka lat temu talibowie zburzyli posągi Buddy cały świat zastygł w grozie. Jak można posuwać się w imię ideologii do takiego barbarzyństwa? Po kilku latach, to samo może się stać w naszym kraju. Rewolucyjna czujność zastępuje zdrowy rozsądek, wiedzę, kulturę. Wyznawane idee powodują, że każde dzieło sztuki zostaje rozpatrywane jako “słuszne” bądź “niesłusznie”.

Pawian nie należy do miłośników PRL-u. Jednakże wstrętem napawa go myśl, że można niszczyć dzieła sztuki, które powstały w niesłusznym okresie historycznym. Których wartość jest dziś mierzona wedle kryterium ideologicznego. Czym się to różni od postępowania takiego oficera, którego nie matura, a chęć szczera wyniosła na wyżyny władzy? I który jednym swym podpisikiem, składanym mało wyrobioną ręką, decydował o tym, co się będzie znajdowało w bibliotece? Co zrobimy z zabytkowym pałacem? Na co przetopimy posągi z brązu? Łatwo się niszczy, wali, burzy. Trudniej się tworzy, ale o tym niestety nie wiedzą hunwejbini nowej wiary. Co zamiast Hasiora? Poza “dziełami” wątpliwej jakości estetycznej, które niby współczesne pomniki Stalina i Dzierżyńskiego będą nas straszyły przez długie lata?

Ponad sto lat temu miała miejsce rewolucja modernistyczna dotycząca sztuki, jej pojmowania i funkcjonowania w świecie. Dzieło sztuki nie jest ani dobre, ani złe. Nie jest ani piękne, ani brzydkie. Nie dotyczą go kategorie etyczne, a także estetyczne. Dzieła sztuki są. Czy nam się to podoba, czy też nie – po prostu istnieją. Szkoda, że na początku XXI wieku, niektórzy przegapili ten fakt. Jednakże Pawian zawsze wiedział, że im mniej wiedzy w główce, tym mniej dylematów, a świat jawi się prosty i jasny: słuszne, niesłuszne. A reszta to miazmaty – przepraszam, to dość trudne słowo, powinno być “duperele” lub “pierdoły”. Na co nam sztuka? Na co nam burżuazyjna sztuka? To nie tak? A to ja przepraszam, dla mnie żadna różnica, bo język został ten sam. A uczynki równie szkaradne.

Czym dzieli się z Państwem – zniesmaczony przewidywalnością dziejową – Pawian przydrożny.

 

Wyłowiono z Wisły topielca.
Znaleziono kartkę w kieszeni.
„Mój rękaw jest słuszny,
mój guzik niesłuszny,
mój kołnierz niesłuszny,
ale patka słuszna.”
Pochowano go pod wierzbą.
Przypisy:

W tekście wykorzystano fragmenty Poematu dla dorosłych Adama Ważyka

 

 

 

 

http://wyborcza.pl/1,76842,5905733,Talibowie_z_Podhala.html

 
http://wyborcza.pl/1,76842,5905730,Tej_rzezbie_mowimy__nie_.html

 

Reklamy
Published in: on 11/12/2008 at 23:05  23 komentarze  
Tags: , ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2008/11/12/pawian-nie-lubi-burzenia-pomnikow-bo-wie-ze-trzeba-oszczedzac-cokoly/trackback/

RSS feed for comments on this post.

23 komentarzeDodaj komentarz

  1. ehh, co tu duzo gadac: taliban. i co wstawia na ten cokol, kolejny pomnik papieza JPII, wykonany wedle projektu ideowo slusznego, choc niezbyt utalentowanego rzezbiarza, wiernego stylowi kato-neo-bzdur-realizmu polskiego? moze w ogole zrezygnowac z permanentnych konstrukcji ku czci, tylko wprowadzic jakies tymczasowe rozwiazania – papier-mache? domki z kart?

  2. A zdążyłam napisać, że wiadomości z Polski mnie nie dobijają. Widać nie może być zbyt nudno… Dla mnie to wszystko jest przerażające. I tylko z jakimś wzruszeniem patrzę na tych Amerykanów tutaj, jak to hołubią swoje mizerne i „młodziutkie” obiekty „historyczno-artystyczne”.

  3. Już wiadomo, co może stanąć na miejscu rzeźby Hasiora:
    http://wyborcza.pl/1,75248,5911995,Rzezbe_Hasiora_zastapi_papieski_krzyz_.html

  4. Życie pokazuje, że najwięcej takich bojowników o czystość kultury i sztuki jest zawsze wśród tych, którzy w czasach słusznie minionych siedzieli w domu za piecem, a też chcą mieć swoje zasługi w walce i obalaniu.
    Usuwanie takich niesłusznych reliktów przeszłości ma też swoje skutki w ocenie historii – łatwiej jest podretuszować, skorygować i wytłumaczyć. A w takim kontekście – wypadniemy zawsze jako szlachetni obrońcy, nigdy agresorzy, Szczecin to stare piastowskie miasto, a mord w Jedwabnym to zbrodnia pomówienia narodu, a prawi i sprawiedliwi w otoczeniu Bolka czy przy okrągłym stole nawet jeżeli byli – to tylko po to, aby walczyć o jedynie słuszną sprawę. Jak się to nazwie polityką historyczną – to i pare doktoratów da się zrobić 🙂

    PS.
    Warszawski PKiN powiien zostać na swoim miejscu. To też fragment naszej historii, takiej jaka była.

  5. Narażę się – ja po tej rzeźbie płakał nie bedę. Płakał będę, jak zabiorą i w jej miejsce wstawią krzyż. Nie zgadzam się z powodem usunięcia, powód powinien być inny – oczyszczenie gór z wielkich rdzewiejących konstrukcji. Rzeźb, krzyży itp. Mało to wolnego miejsca w miastach? Mam parę miejsc w Warszawie, w których chętnie bym te organy ustawił. Niech zabierają, byel nie pocieli na zyletki.

  6. O nie, marzatelo, tu jako warszawianka muszę zaprotestować… nasza historia to ulice Chmielna i Wielka, które tam były, zniszczone przez wojnę, ale nie zrąbane do gruntu. Mnie Pekin boli, jak wyrwany ząb, na miejsce którego wstawiono jakąś ohydną i niepotrzebną koronkę. Porównanie tego czegoś do rzeźby Hasiora uważam za chybione.

    pozdrawiam

  7. Freelancer: w mieście nie będą grały. Teraz też nie grają
    Pino MC: Ile musiałby stać PKiN, żeby sobie zasłużyć? A co było tam, gdzie wytyczano ulice Chmielną i Wielką? Pewnie też coś było… Lubię PKiN około 4 albo 5 rano. Może rzeczywiście nie jest to dzieło sztuki, ale…

  8. Pawianie: to nieistotne, ile, mój pogląd nań się nie zmieni. Przy tym wiem, że już żadna siła go nie ruszy z miejsca, poza jakąś wojenną rozpierduchą, od której zachowaj nas Panie.

    Piękny, to był sobór na Placu Saskim, no i co? ;P

  9. Ach, gdzież sa niegdysiejsze śniegi 😛

  10. Zacznijmy od tego, że jestem przeciwny usuwaniu Hasiora. Bo tak. Bo mi się nie podobają niektórzy ludzie, którzy tego żądają. Bo neiges d’antan, bo kontekst zetlał, a raczej – bardziej adekwatnie – zardzewiał.
    Ale. No właśnie.
    Pani powiada, że rewolucja modernistyczna, że dzieło nie jest ani dobre, ani złe. To ja poproszę o uczciwą odpowiedź na jedno pytanie. Przyjmijmy, że Niemcy hitlerowskie nie miały nic przeciwko „sztuce zdegenerowanej”, że Organy postawiono w roku 1944 dla upamiętnienia bohaterskich żołnierzy SS i Wehrmachtu, poległych na tych terenach w walkach o utrwalenie władzy III Rzeszy nad tym kawałkiem jej Lebensraumu. Czy, dajmy na to, w roku 1946 protestowałaby by Pani – w imię rewolucji modernistycznej i autonomii dzieła sztuki – przeciw przetopieniu ich na lemiesze? No, czy przynajmniej zżymałaby się Pani w duszy? Bo głośny protest, wiemy, mógłby się skończyć paroma laty odsiadki albo linczem na rynku miasteczka, akurat tutaj gniew ludu i gniew władzy byłyby współgrały.
    Ja akurat rozumiem tych kilkunastu pewnie staruszków z AK, z których ten i ów zaliczył powiatową katownię UB albo celę śmierci. I rozumiem, że są cynicznie wykorzystywani przez ludzi niezbyt sympatycznych. Ale ze względu na te katownie i cele nie waliłbym tak bez zastanowienia pałą ciemnogrodu, nie wyciągałbym talibanu jako kontrargumentu.
    Brodski napisał, że zło jest złym stylistą. Niestety, mylił się. Jak oglądam „Triumf woli”, to dzięki wieloletniemu treningowi pozwalam sobie tylko na chłodne, estetyczne wzruszenie maestrią reżysersko-montażową autorki, na zimno podziwiam jej robotę. Ale jak słyszę: wstawaj strana ogromnaja, to ten sam wieloletni trening, który zaczynał się na podwórku, gdzie każdy z nas chciał być Jankiem – sprawia, że jestem dość bezbronny wobec dreszczy przebiegających wzdłuż kręgosłupa. I muszę sporym wysiłkiem woli przywołać sobie kontekst tej pieśni. Bo nie lubię, jak mi zło przebrane w pozornie obojętny kostium pierze mózg.
    Ważyk na moje szczęście jest, moim zdaniem, stylistą marnym. Nawet bez kontekstu. A w kontekście… to mi sie z nim w ogóle nie chce gadać.

  11. Czajnik:
    1. hipoteza, że Niemcy nic nie miały przeciwko sztuce zdegenerowanej łączy się z pytaniem, co ja robiłabym w 1946. Nie mam pojęcia co by było, gdyby Niemcy na przykład lubili np. dadaistów, podobnie nie mam pojęcia, co ja robiłabym w 1946. Takie gdybanie jest absurdalne. Nastepne pytanie mogłoby brzmieć: czy zapisałabyś się do NSDAP, albo czy gotowałabyś Dzierżyńskiemu zupę, czy utrwalałabyś granicę na Odrze i Nysie. A ja odpowiedziałabym także, że nie wiem. Bo zakładanie, że wówczas Pawian byłaby Pawianem, jest także absurdalne. W związku z czym to jest UCZCIWA odpowiedź. Lubię fakty, a nie gdybanie. Gdybaniu quasi-historyków poświęciłam już kilka zjadliwych zdań.
    2. Staruszkowie, czy politycy? Bo jakoś myślę sobie, że pomysł od staruszków nie wyszedł. Proszę spreawdzić, jeśli łaska, co stało u początków tej historii.
    3. „Triumf woli” i radziecka pieśń tyrtejska. No cóż. Czajnika rusza drugie i widzi w tym trening. Mnie rusza to pierwsze (jak i inne dzieła tej artystki). Drugie – nie. No i? Co ma to udowodnić, że skoro czajnik czuje pranie mózgu, to wszyscy tak mają? Jednogo rusza Visconti, a drugiego Doda. Jeden nie lubi Ważyka, a innemu się na przykład Miłosz nie podoba. Proszę o swoich wrażeniach, opiniach i interpretacjach nie mówić, jakby były powszechnikami. „Nie lubię, jak mi zło przebrane w pozornie obojętny tekst pierze mózg”. Pieśń jest złem? Czy złem jest coś innego? Wedle mnie złem jest tu kontekst, a nie słowa i muzyka.
    4. Ważyk – de gustibus…

  12. No cóż, moim zdaniem są do pomyślenia Niemcy lubiący, czy choćby tolerujący dadaistów, może wystarczyłoby, żeby Hitler był nieco lepszym malarzem i studiował w Paryżu? Można najeżyć się przeciw temu gdybaniu, mówiąc, że atmosfera Paryża musiałby sprawić, że to by był zupełnie inny Hitler (w domyśle: lepszy). Ale czy na pewno? Przecież wielu jest takich, którzy całkiem sprzeczne albo z trudem sie znoszące rzeczy mają zgrabnie poukładane w hermetycznych, umysłowych szufladkach. Ostatecznie, jest faktem językoznawca, którego teorii z historii językoznawstwa nie da się wymazać (i nie daj Bóg!), a któremu zarazem podobał się Pol Pot i wyczyny jego pacholąt od saperki. „Wulgarne analogie, słuchaczu wybacz…” Już więcej nie będzie gdybania i analogii, przepraszam.
    Odtąd tylko fakty.
    Hasior przyjął zlecenie na określony temat. Fakt. Zgodził się dziełem tym firmować kłamstwo na temat zbrodni. Moim zdaniem fakt. Czy wierzył w kłamstwo, czy po prostu skorzystał z okazji, by pospawać i wyrzeźbić, co mu w duszy grało – nie do ustalenia chyba, ale jakie ma to znaczenie? To akurat sprawa jego sumienia, do którego mi nic. Ale stoi sobie dzieło, którego kontekstem jest kłamstwo o zbrodni i żyją nadal tej zbrodni ofiary. Nie sądzi Pani, że faktem jest, że dla znacznej części ludzi na dzieło patrzących lub tylko o dziele wiedzących bardziej rzeczywisty jest ten kontekst (konkretna zbrodnia i cierpienie konkretnych ludzi) niż dzieło samo? że dzieło w takim kontekście jest dla nich kawałkiem żelaza w najlepszym przypadku, a w gorszym – splunięciem w twarz? Myślę, że Mossad, tak jak porwał Eichmanna do Jerozolimy, tak pewnie wysadziłby jego pomnik, gdziekolwiek by nie powstał, choćby i sam Henry Moore go wyrzeźbił. No nie mogę, cholera, bez gdybania sie obejść, zboczenie zawodowe wymyślacza historii…
    Dla jasności powtórzę: jeśli chodzi o mnie, to niech se te organy stoją (choć moim zdaniem są brzydkim wtrętem w krajobraz), nawet odnowić je należy. Ale trudno się dziwić, że sa tacy, których to dzieło to razi i są tacy, którzy te emocje do swoich celów politycznych wykorzystują. Są też ci, którzy dzieła chcą bronić i jak widzimy, mają po swojej stronie co najmniej jedną gazetę, a także, co ważniejsze (proszę mnie poprawić, gdybym sie mylił) – prawo. Jeżeli pierwsze plus drugie plus trzecie nie wystarczy – to wtedy gotów jestem rozważyć rozdarcie szat. Choć paskudny wstecznik ze mnie i kontrrewolucjonista, bo z tezą o autonomii dzieła sztuki sie nie zgadzam.
    I tu dochodzimy do pytania, czy pieśń jest złem. Jeśli potrafimy sobie wyobrazić pieśń poza kontekstem, to nie, nie jest. Ale z pieśnią w ogóle jest gorzej, bo oprócz kontekstu ma jeszcze Przesłanie. A takie Przesłanie, jak na skrzydłach dobrej pieśni niesione – może w niejednej głowie niemałego bałaganu narobić. Horst Wessel Lied to całkiem ładna jest i duszę szczypiąca, porywająca do czynu piosenka. I jakoś jej sobie poza kontekstem i z przesłania odcedzonej – nie umiem wyobrazić.
    Wrzuciła Pani do jednego worka różne akty destrukcji o różnym kontekście, ciężarze gatunkowym, sprawstwie… Rysując grubą kreskę: tu są brzydcy, a tu dobrzy chłopcy i dziewczęta, ci pierwsi nieładnie się bawią, hunwejbini. Ja sobie pozwoliłem w takie postawienie sprawy wątpić, a posłużenie sie analogią talibanu uznać za nadużycie. Byłoby przesadą powiedzieć, że za hunwejbinizm a rebours, aż tak sie nie zirytowałem pani irytacją.
    A Ważyka nie lubię, bo był szefem nagonki na Gałczyńskiego, paskudnego ONR-owca, który podlizywał się komunistom, ale o 30 pięter lepszego (wiem, de gustibus…) poetę. Jakoś mi to przeszkadza przy czytaniu, ta wiedza.

  13. no i felieton wyszedł… Jednakże nie będę odpowiadac, bo nie mam czasu, a po drugie, jeśli ktoś uważa, że to ja stawiam grube kreski, to chociazbym na głowie stanęła, to i tak go nie przekonam. Szczególnie w kontekście, że miały być fakty w drugiej części wypowiedzi, a nadal same gdybania… Proszę wybaczyć, ale nie jestem typową blogerką, która dyskutuje z każdym i zawsze. Czasem – nie widze powodu.

  14. No to mamy coś wspólnego: oboje nie mamy czasu. Sam nie wiem, co mnie podkusiło do tego ekscesu, wybaczenia proszę. Gdybania wprawdzie tym razem pełniły funkcję ornamentów, a o faktach było to i owo, ale Pani najwyraźniej jest zdania, że dżentelmeni i damy o faktach nie dyskutują.
    Wyrazy sympatii. Naprawdę.

  15. Cały mój tekst był o niefortunności splotu sztuki i historii (polityki), dlatego ciągnięcie tego dłużej, szczególnie gdy istnieją kwestie głęboko sporne, nie ma sensu. Poza tym felieton, to specyficzny gatunek wyznaczający spory obszar wolności nadawcy ;). Przepraszam za ostatni mój post, ale strasznie bolała mnie głowa. Gdy wstałam po dwóch godzinach – świat jawił się znacznie ciekawszym. Pozdrawiam. PP.

  16. Uwaga Pawiana o „sporym obszarze wolności nadawcy” przypisanym (gatunkowo) do felietonu jest słuszna. Felieton pana Czajnika wolność tę ustanawia aż miło, np. wolność przedstawiania nalepianych etykiet jako argumentów. No i dobrze. Tylko jedna uwaga, w kwestii formalnej ;). „Moim zdaniem fakt” to nie fakt. To interpretacja (wzgl. ocena). Składając zatem wyrazy sympatii (naprawdę), przychyliłbym się do tezy, że o faktach rzeczywiście nie warto dyskutować, niezależnie od poziomu osobistego szlachectwa duchowego, a o moim-zdaniem-faktach — tym bardziej. Na wszelki wypadek zastrzegę, że ja też miewam kłopoty z czasem.

  17. Nameste:
    Fakt. Po prostu fakt, dla Pana/Pani wygody.
    A po namyśle stwierdzam, że do całej tej niepotrzebnej filipiki skłoniło mnie jedno: Ważyk. Ważyk zaważył. Bo posłużenie się akurat jego tekstem w charakterze motta wypowiedzi na temat hunwejbinizmu co poniektórych (wypowiadających się i działających w państwie, w którym funkcjonuje jakie takie prawo i przyzwoita, choć nie wszystkich satysfakcjonująca wolność słowa)- jest cokolwiek paradoksalne i rzeczywiście stanowi niezły materiał do refleksji na temat niezależności dzieła od kontekstu i biografii twórcy.
    Bo to niezły kawał… hunwejbina był.
    Taki oficer, co to jednym podpisikiem. I raczej pogrąża go, a nie usprawiedliwia to, że miał sporo więcej, jak maturę.
    Talib zaś i hunwejbin to oczywiście nie są etykiety. A tekst, o którym dyskutujemy, od pierwszego, malowniczego obrazu niszczenia katedry Notre-Dame wolny jest oczywiście od grzechu używania etykiet jako argumentów. I nie ma w nim cienia przesady. Tylko słuszność.
    Pani PP. Ja się nie wkurzam na Panią. Wkurzam się na Pana/Panią nameste. Z Pani wypowiedzią się po prostu nie zgadzam. Miłego dnia. Więcej nie będę mieszał.

  18. „Zgodził się dziełem tym firmować kłamstwo na temat zbrodni” to nie jest po-prostu-fakt, to pana-Czajnika-zdaniem fakt, czyli opinia; nietrudno sobie nie tylko wyobrazić, ale i odnaleźć opinie odmienne. „Rzeźba Hasiora stoi na Podhalu”, o, to jest fakt, zechce sobie pan Czajnik porównać niewzruszoność 😉 obu zdań.

    Nie wiem też, jak ta głęboka charakterystyka Ważyka ma ilustrować panaczajnikowe wkurzenie na mnie. Umyka mi to tak samo (zapewne), jak panu Czajnikowi umknął rodzaj gramtyczny użyty w wypowiedzi do której (rzekomo) się odnosi. Nie w tym rzecz, by nie mieszać, ale by mieszać z sensem 😉

  19. @czajnik
    Zostawmy na boku Hitlera. Mussolini miał mniej kompleksów. I jego faszyzm pozostawił po sobie kilka naprawdę świetnych dzieł architektonicznych a nawet – o zgrozo – rzeźb. Przypomnę choćby portret obrotowy Duce (niestety, nie jestem w stanie sobie przypomnieć nazwiska artysty) – profil Benito użyty jako wzór tokarski – w efekcie powstał symboliczny portret wodza wszechwidzącego, patrzącego równocześnie we wszystkie strony świata. Nie dwukierunkowy Janus, trzykierunkowy Trygław. Wszechkierunkowy Duce. Z jednej strony – hołd faszystowskiemu przywódcy. Z drugiej – cholernie nowatorska, futurystyczna forma. Z trzeciej – w Reichu można by się było co najwyżej zakładać, czy autor tak odważego estetycznie dzieła skończy w Buchenwaldzie czy Sachsenhausen…

    Czy oglądając portrety Ingresa pamiętamy, że ten kurdupel na portrecie to człowiek, który w swoim czasie podpalił całą Europę? A też powinniśmy.

    Opatrzajmy komentarzem objaśniającym kontekst. Ale nie burzmy, do cholery! Nie palmy dzieł sztuki!

  20. Bo poeci i inni artyści wyciskają swój kunszt jak cytrynę, nie patrząc, co właściwie miącha się w sałatce.

    Przypisy: M. Kundera, Życie jest gdzie indziej

  21. @pinomc
    Bo taki właśnie jest lajf. Sportowiec może skakać, grać w piłkę, czy biegać pod flagą ZSRR i nikt nie ma do niego pretensji. Artysta ma gorzej. O ile jeszcze taki pisarz czy poeta może pisać do szuflady, dla znajomych albo wydawać w drugim obiegu, to już dla kompozytora bycie niegranym, brak możliwości usłyszenia wykonania swoich kompozycji jest w zasadzie wyrwaniem go z normalnego obiegu sztuki, z życia muzycznego, z dialogu z publicznością, krytyką, innymi dziełami, skazaniem na pewnego rodzaju artystyczną degenerację. A co dopiero mówić o architekcie, aktorze, rzeźbiarzu, filmowcu? On ma wyjścia – 1) wyemigrować (nie każdego na to stać, a i tak często oderwanie od rodzimej kultury jest śmiercią artystyczną), 2) zamilknąć, czyli de facto przestać być artystą, 3) sprzedać się, kolaborować, balansować na krawędzi. Łatwo oceniać artystów „reżimowych” jeśli samemu nigdy nie stało się przed takim wyborem.

  22. To znaczy, że co? Że Ważyka na śmietnik? Bo biografia nie pasuje? Otoż zamieszczenie tego cytatu było celowe. A resztę dopisali nameste (r.męski) mmm (r.męski) i Pino MC (r. żeński) oraz ja wczesniej w felietonie i wydawało mi się, że pisze w miarę jasno, o co mi biega. A tu dochodzimy do sedna, że życiorys Ważyka nie bardzo i w sumie, to nie powinno się go przypominać. To co zostanie? Ukłony.

  23. Jestem przeciwna niszczeniu pomników, tych o wartości artystycznej.
    A Organy Hasiora tylko przypominają o tym, że było coś takiego jak komunizm. Są one częścią historii, którą pewni ludzie postanowili wymazać, zapomnieć.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: