Pawian zostaje zawodowym zabójcą przedmiotów, albo wręcz odwrotnie

 

Pawian pomaga w przeprowadzce pewnej starszej i chorej osobie. W związku z czym szpikuje pudła różnymi rzeczami, niby schab słoninką, albo czosnkiem. Ręczniczek, sosjerka, ściereczka, talerzyk, książeczka, obrazek, serwetka, tacka… A jak przewieziemy kolekcję motyli? A gdzie jest makatka buczacka, która pradziadek przywiózł z wojny? A chcesz, Pawianusienieczku, te śliczne serwetki? A może to futro z jenotów? Znacie Państwo spojrzenie śmierci serwowane przez Michaela Corleone? No… to wszystko jasne.

Wojna trojańska to mały pikuś w obliczu piętrzących się zwałów gromadzonych przedmiotów. Achilles, który podnosił głazy zbyt ciężkie dla dwójki ludzi, siadłby na owym kamieniu i zapłakał (może ze śmiechu), widząc heroikomiczne wysiłki Pawiana, który poza olbrzymią siłą ducha niewiele ma do zaoferowania światu, w którym królują pudła i stosy talerzy. A zdjęcia? A portreciki? A obrazki? Pawian ma minę mafijnego zabójcy i spokojnie pakuje wszystko (najlepiej owijać ręcznikami, ale wszyscy to wiedzą). Co jakiś czas, zdecydowanie pochopnie i pokątnie, Pawian bierze jakiś przedmiot i wrzuca go w czeluść wora na śmieci. Doskonale wie, że odpokutuje swe niecne uczynki, ale zachowywanie dla potomności figurki kotka w kwiatuszki przerasta jego możliwości.

 

Nota bene Pawian nie znosi rzeczy zbędnych. Przywiązuje się jak wariat do rzeczy użytecznych i irytuje go na przykład fakt, że jego ukochany laptop zmarł, po zaledwie czterech latach użytkowania. Albo, że spodnie się potargały po dwóch latach noszenia. Pewnie Pawian najchętniej odziewałby się w rzeczy z betonu i drutu zbrojeniowego. I nie rozumie, jak ktoś może zmieniać zimowe buty częściej, niż raz na siedem lat. A poza tym, dlaczego co siedem? Te brązowe z Baty, wyglądają jeszcze bardzo porządnie i są wygodne. Pawian bywa pryncypialny, ale o tym Państwo doskonale wiedzą. Nie sądźmy jednak, że Pawian jest istotą nieczułą na podniety świata, ascetyczną. A skąd! Wystarczy obejrzeć pawiańską kolekcję kolczyków (ledwo uszyska przekłuł), bransoletek, szali i lakierów do paznokci. Wystarczy też zajrzeć do pawiańskiej torby na basen, by przekonać się, że to zwierzę hedonistyczne, a miejscami wręcz rozpustne. Szlafroczek, czepeczek, ręczniczek, okularki, klapeczki. Wymiękają gwiazdy z Seksu w wielkim mieście.

Jednocześnie Pawian widzący wazonik z Capri, figurkę z Koluszek, albo kotka imieninowego, zmienia się bestię. No w potwora! W zwierzę! W drapieżnika! Pawian zawsze miał zwyczaj pozbywania się domowych szkaradzieństw. Brał młoteczek (z szufladki – tam było kilka młoteczków, ale Pawian gustował w takim malutkim: 0,25 kg), kosz na śmieci i sprzątał. Tak, tak – wiem, Państwo widzą oczyma duszy Harvey’a Keitela w roli “Sprzątacza”, ale Państwo mają rację. Pawiańska mamusia wracała do domu, a Pawian z dumą prezentował stłuczony wazonik, popielniczkę, oprawkę do fotografii…

Pawian kolekcjonuje jedynie obrazki świętych i błogosławionych (nie wszystkich), które trzyma w pudełeczku po butach. Brązowe, solidne, tekturowe pudełko. Buty, które w nim wcześniej były już nie istnieją. Tak, pamiętam, ty prosiaku jeden, jak postawiłaś je przed namiotem i padał deszcz. Wiem, że nigdy nie lubiłaś ich oliwkowej solidności z nubuku, z konkretną, grubą podeszwą. Pawian nie jest pamiętliwy, ale w tym wypadku jest inaczej. Gdyby Państwo znali te buty, które schodziły pół Europy, zapłakaliby wraz z Pawianem. Armani – kolekcja dziecięca. Wspaniała cena (niecałe sześć dych), cudowne obuwie. Ach, gdzież są niegdysiejsze śniegi…

Łasic ma pewnie jeszcze gorzej, bo pakuje książki. Pawian na czas przeprowadzkowy, książek szczerze nienawidzi (albo tak mu się wydaje). Jak w takim czasie widzi nieśmiertelne dzieło Homera (także nieśmiertelnego), pakowanego do wora i tachanego na ramionach pawiańskich to mruczy: “ty paskudny gołodupcu, pismaku jeden, czterystustronicowy”. Z drugiej zaś strony, gdy widzi odkładane na kupkę poezje Asnyka, przeznaczone do sprzedaży antykwarycznej, czule przyciska je do serca z wrzaskiem: Ja do pracy wezmę! Przyda się!

Takim sposobem uratował dziś: Listy portugalskie, Zbrodnię i karę, wspomnianego wcześniej Asnyka, Tetmajera, Odprawę posłów greckich, słownik polsko-rosyjski i odwrotnie, antologię poezji greckiej, hiszpańskiej, Wehikuł czasu, Norwida, Wampira, Wujaszka Wanię i jeszcze dziesięć kilogramów innych, równie ważnych pozycji. Dodatkowym smaczkiem sytuacyjnym, czego rzecz jasna tłumaczyć nie trzeba, jest fakt, że Pawian takiego Asnyka to ma już w sześciu innych wydaniach. Co do całej tej reszty, Pawian wdycha, że owszem, też ma na półeczkach. No właśnie, ale w pracy nie ma. I musiałby nosić. Prawda, ze się przyda? No… niezbędne wręcz są te wszystkie lektury, mówię przecież.

No właśnie. Powinna być pointa. Nie będzie. Pawian w tym momencie zdał sobie sprawę, że jest mocno trzepnięty i niekonsekwentny. Pawian przydrożny mówi jedynie, ale nie ma pojęcia, czy to brzmi wiarygodnie: “Homo sum; humani nil a me alienum puto”, a potem weźmie młoteczek i wykończy jeszcze parę potworków.

Reklamy
Published in: on 11/05/2008 at 23:30  14 komentarzy  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2008/11/05/pawian-zostaje-zawodowym-zabojca-przedmiotow-albo-wrecz-odwrotnie/trackback/

RSS feed for comments on this post.

14 komentarzyDodaj komentarz

  1. nie mam szlafroczka, ale okularki kupiłem sobie ze szkłami korekcyjnymi, żeby móc oglądać dno basenu w pełnej krasie…
    gdyby nie książki, mógłbym cały dobytek spakować do dużej torby – i nie musiałbym niczego owijać ręcznikami… i dobrze mi z tym:)

  2. Ciekawi mnie niezmiernie, na co też Pawian przekuł te uszyska; czyżby na kolczyki? Tylko po co mu one, skoro uszysk już brak?

  3. Te wszystkie kotki w kwiatki i inne ozdóbki w szerokim asortymencie też mają swoje określenie: durnostojki i kurzołapki.
    Pozdrawiam.

  4. Pawian dziękuje divide za zwrócenie uwagi na literówkę.

  5. Co za miła niespodzianka! Pawiana przy drodze spotkałem po drodze(a jak inaczej?)szukając daremnie mojej Gontyny przydrożnej.Co do mordowanych potworków, to moje należą chyba do gatunku lemingów, bo okresowe popełniają samobójstwo, rzucając się z wysokich półek na podłogę.Zwykle robią to gdy znajdę się w pobliżu.”Pawian” było dawno temu przezwiskiem w powojennych polskich obozach jenieckich. Tak nazywano zrzędliwych i kłótliwych oficerów wyższej rangi,którzy nie mogli się zdecydować czy wrócic do kraju czy zostać zagranicą. Ukłony.

  6. Freelancer: Ty się przyznaj, że nie dno oglądasz, a nogaski ludzkie w wodzie 🙂
    Marzatela: pawian zapamięta 🙂
    Stefan: Pawian jest zrzędliwy i kłótliwy. To pasuje. Pawian jedynie nie wie, czy jest oficerem, ale się zastanowi 🙂

  7. widac taka juz natura rzeczy, ze w obliczu przeprowadzek rozne rodzaje przedmiotow budza w czleku dzikie zwierze. mnie duzo bardziej niz tzw. durnostrojki rozjuszaja ‚przydasie’. tym uniwersalnym okresleniem moja mama opisuej zwykle te rzeczy, ktore potrafia zgrabnie pozorowac uzytecznosc: na wpol zepsute urzadzenia, czesci nie wiadomo od czego… mezczyzna mego zycia niestety przoduje w kolekcjonowaniu takowych – tak wiec przy okazji kazdego wiekszego zawirowania przestrzenno-zyciowego staje w obliczu koniecznosci przetrzebienia populacji przydasiowej, co czynie z furia i bez cienia milosierdzia. trzeba tu dodac – na obrone mego malzonka – ze po jakims czasie zwykle okazuje sie, ze ktorys z wyrzuconych precz przydasiow przydalby sie jak znalazl… ale nie zmienia to moich niezlomnych zasad: z przydasiami to jak z krolikami w australii – niby lagodne i slodkie, ale jak dac sie im mnozyc to hoho!

  8. widac w obliczu przeprowadzek w kazdym budzi sie jakis zwierz, i z roznych powodow. mnie duzo bardziej niz durnostrojki do szalu doprowadzaja tzw. przydasie. slowem tym moja mama zwykla opisywac gatunek rzeczy,zdolnych udawac uzyteczne mimo oczywistej zbednosci – np. nie do konca sprawne urzadzenia, czesci nie wiadomo do czego. jest to gatunek obiektow,dla ktorego szczegolny sentyment ma, jak sie sklada, mezczyzna mojego zycia – totez w obliczu kazdej wiekszej zmiany lokalowo-zyciowej staje przed kniecznoscia oproznienia polowy mieszkania z dawno przestarzalych czesci komputerowych, dyskietek pieciocalowych, nietypowych srubek nieznanego przeznacznia… zwlaczam to talatajstwo z furia i bez cienia litosci, przy kazdej okazji. oczywiscie w niektorych wypadkach okazuej sie po jakims czasie, ze zredukowany przydas faktycznie jest do czegos absolutnie niezbedny – ale nie dajmy sie zwariowac. przydasie sa jak kroliki w australii: niby sliczne i niegrozne, ale jak sie rozmnoza to ho-ho!!

  9. Dziękuję Pawianowi bardzo. Miałam dziś wyjątkowo paskudny dzień a kotek w kwiatki sprawił, że roześmiałam sie na całe gardło, budząc drzemiące na monitorze muszki owocówki. I tylko kotka szkoda, się biedaczysko samotnie pałęta po wysypisku śmieci w tę mglistą noc.
    Ps.: Pozdrowienia od Śpiewającego Psa Machającego Uszami:]

  10. Big: przydasie też były, ale tu Pawian był twardziel. NIE PRZYDA SIĘ!
    Maja: Ukłony dla Śpiewającego Psa – a co do śmiechu, a jak Maja mysli, po co Pawian jest? 😀

  11. U mnie przydasie też się mnożą. Najczęściej komputerowo-kabelkowe. Ale ponieważ przeprowadzam się dość regularnie, to jest okazja do trzebienia populacji. Ostatnio oddałem część przydasiów do adopcji na freecycle’u i ludzie nie mogli uwierzyć, że takie fajne rzeczy rozdaję, aż sami pytali czy na pewno to mi nie przydasie ;-]

  12. o tak przeprowadzki. Ryjek2.0 wyrzucający całe worki moich przydasiów. na szczęscie sama nie musiałam.
    kumpel Ryjka2.0 służący jako tragarz i kierowca po ustawieniu naszej kolekcji książek pod ścianą w nowym mieszkaniu siadł cięzko i spytał: „Co to jest?”. Ryjek2.0 rezolutnie odpowiada, że książki, że tyle lat mieszkałysmy w jednym miejscu i nawet nie zauważyłysmy ile się tego nazbierało. kumpel ciężkim głosem odpowiada: „jak za pięc lat będziecie się znowu przeprowadzać, to proszę nie dzwoń do mnie” 🙂
    Ryjek2.0 nie powiedzał mu litościwie, że to tylko malutko, tyciuńko w porównaniu z tym co nazbierał przez 40 lat nasz Tato.

  13. O, z tymi książkami, to ja dlatego właśnie większość książek wynoszę do biblioteki, pozostawiam w miejscu publicznym albo pożyczam komuś nalegając, żeby mi nigdy nie oddawał. Tylko tych jedynie kilka niezbędnie potrzebnych zostawiam… i udaję, że wcale nie zauważam, kiedy ktoś bez mojego nalegania je wypożycza na wieczne nieoddanie 😉

    Okazuje się, że tak naprawdę tylko jeden, jedyny raz szukałem książki i się zawiodłem, że jej nie mam. Nawet miałem sobie dokupić egzemplarz, ale okazało się, że mam na dysku kopię, a współlokatorka ma na drzewich trupach z biblioteki wypożyczoną.

  14. Gdyby pawian był córką mojego Mamuta to młoteczkiem mógłby się ewentualnie popukać w głowę. Mamut resztki rozbitych dzbanuszków gipsowych i kogucików na druciku wydłubałby z kosza na śmieci, obficie łzami zlewając skleił kropelką i ustawił w miejscu dobrze wyeksponowanym jak drogocenną , cudem odzyskaną waze z dynastii ming. Z dwojga złego niech już w całości stoi lepiej.
    Kiedyś w czasie jej kilkudniowej nieobecności spaliłam dwa worki jej butów. Sąsiedzi jej donieśli. Zapowiedziała że mnie przeklnie jeśli sobie przypomni choć jedną parę której jej brak. Jeszcze sobie nie przypomniała ale od 8 lat usiłuje.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: