Prohibicja, czyli Pawian w galopie

 

Od razu należy powiedzieć, że ten odcinek opowieści Pawiana, będzie ewokował treści nieprzyzwoite, a także zachęcał do alkoholizmu, w związku z czym proszę o zamknięcie oczek. W tymże wspaniałym bałkańskim kraju nie kupi się alkoholu po 19. To podobno ma zapobiegać alkoholizmowi, a jak sobie Pawian myśli, to świetnie go wspomaga, bo zawsze kupuje się więcej, skoro sklepy zamknięte.

Pawian kończy swe dzieło codziennie o 18.00. Wraz z Delfinkiem ochrydzkim jesteśmy głodne, jako wilki, bo w brzuszkach mamy jedynie poranny gjevrek z odrobiną ajvaru i szklaneczkę jogurtu. Osiołkowi w żłoby dano – czy lecieć do restauracji „Pajton”, „Tawerna”, „Del Toro” lub innej, czy też biec patriotycznie do sklepu Tinex, bo przecież nie do Vero, które należy bojkotować. A w sklepie? Wyciągamy swe lepkie łapska w kierunku butelek z wytrawną tęsknotą. No właśnie – jak rozstrzygnąć, napełnienie brzuszków przyklejonych do kręgosłupa, czy też gest cyganerii – wino, bo w nim prawda? Rozstrzygnięcie zgoła filozoficzne: pragmatyzm czy romantyzm, bo w końcu wino przywołuje na myśl twórcę, poetę, Konstantina Miladinova, który tak tęsknił za krajem, że najpopularniejszy trunek nawiązuje do jego znakomitego wiersza.

Wygrywa, rzecz jasna romantyzm. Pawian i Delfin wpadają do Tinexu, łapią wino i z wywieszonymi ozorami gnają do wybranego lokalu gastronomicznego, w którym poznać je można po zamglonym, sytym, spojrzeniu, po zmęczeniu w ruchu widelcem. Jako że Pawian i Delfin chodzą do lokali zgoła nie turystycznych, to napotykają wszędzie tabuny postawnych panów, których widok budzi pytanie: gdzie się w nich mieści to całe żarcie, które zamawiają? Pawian i Delfin wsunęły dziś fasolkę i sałatkę, już żałując, że nie można skorzystać z pomysłów dotyczących spożywania wypracowanych w cesarstwie rzymskim. A obok nas? Jak przyszłyśmy to panowie wsuwali sałatkę, potem żarli mięsko, a potem doprawili fasolką z pieczywem. Jak wychodziliśmy męczyli kelnera o kurze paluszki w sezamie. Jak Pawian zna życie, to zaczęli od jakiejś tłustej zupy. No i teraz wiadomo, dlaczego oni tacy duzi… I z wiekiem, coraz więksi. Na zdrowie.

Published in: on 11/26/2008 at 10:24  2 komentarze  
Tags:

Pawian popełnia nietakty na arenie międzynarodowej, czyli semper idem…

Pawian dziś poznał pisarza. Znanego pisarza. No i co? Jak zwykle, przez przypadek, zachował się, jak świnia na kartoflisku. Bo trzeba wiedzieć, że Pawian ma mimowolny dar gadania szczerze, wszystkiego tego, co myśli. A potem są kłopoty. Borsuk mówi, że ja jestem nieobliczalna i czasem trzeba mi zakładać knebel.

Pawian rozmawiał z pisarzem, który zapytał, co jest fajnego w jego kraju. Pawian powiedział o tym, co mu się podoba, a potem zaczął dłuższą wypowiedź. Pawian z pisarzem rozmawiali w narzeczu ogólnosłowiańskim – oboje dokonaliśmy tego wyboru z premedytacją, pisarz chciał poćwiczyć polski, a Pawian chce osłuchac się z tutejszym językiem. Pawian mało rozumie, ale jest twardziel. W każdym razie Pawian spokojnie wypowiadał swe myśli, patrząc dość niefrasobliwie na jedną z wykładowczyń:

Kobiety macie tu ładne. Oczy mają piękne, takie głębokie, że można się zakochać. Tajemnicze są. Wytworne. Ładnie się ubierają, człowiekowi jest przyjemnie patrzeć na tutejsze kobiety…

I tak przez pięć minut. Nagle Pawian dostrzegł, że pisarz patrzy okrągłymi oczkami, szczękę ma na ziemi i coś ogólnie jest nie tak. Pawian pomyślał, że może mu przykro, dlatego dodał szybko:

Mężczyźni też są mili. Duzi, ale mili…

Pisarz uśmiechnął się leciutko, a potem powiedział, że się spieszy. Pawian zupełnie niespeszony się ładnie pożegnał, dopił herbatkę rumiankową i nagle zrozumiał. I zachichotał jako ten żak.

Delfinku ochrydzki, ja chyba w tym kraju z konstytucyjnie zapisanym kultem twardych mężczyzn wyszłam na osobę zainteresowaną kobietami…

Delfinek z szerokim uśmiechem odpowiedziała:

Chyba tak, ale to mu dobrze zrobiło…

Pawian też tak uważa, bowiem tekst: „jestem feministą, bo kocham wszystkie kobiety” jest zdecydowanie obciachowy i wymaga kary. Nie żadnego mściwego odwetu, bo Pawian nie z takich. Zobaczymy, co pisarz powie, jak przyjdzie w środę na wykład Pawiana. O ile przyjdzie, płakać za nim nie będę. Miły, ale duży i tyle. Mówi się trudno i otwiera się konto w banku… Tak, tak, właśnie dziś Pawian założył sobie takowe. To brzmi nieźle. Może nie tak, jak rachunek na Seszelach, ale wyobraźcie sobie Państwo ten deszcz denarów, którym będę się obsypywać. I kupię sobie rękawiczki, bo na razie zabrałam jedną parę Delfinowi. No i oczywiście szal, a także kolczyki. No bo co jest, kurczę blade.

Obserwacji Pawian mało czyni, bo cały czas pracuje, albo je. A jak je, to nie obserwuje, bo bardziej go zajmują małe kebabki, kurczak w sezamie, szopska, oczywiście wino „Tęsknota za południem” oraz ciepły chlebek z przypieczoną skórką. A na śniadanie, powrót do przeszłości sprzed pół roku, rytuał wypracowany z Delfinkiem: ajvar, gjevrek, mięta. Rozkosz nieziemska. Nie wolno też zapomnieć o chorwackim jogurcie – Dukat, który Pawian zaczął traktować jako napój całodobowy. I ciągle pociąga z niebieskiej butli. Zdjęć też nie ma. Chyba że studenci zrobili Pawianowi jakieś w czasie wykładu, gdy na przykład demonstruje rytmikę utworu tańcując na katedrze.

Następne nietakty Pawian popełni jutro, gdy pojawi się w siedzibie akademii nauk. Łykiem jogurtu żegna Państwa – chwilowo bałkański Pawian przydrożny.

Published in: on 11/25/2008 at 10:14  5 komentarzy  
Tags:

Pawiana Grand Tour, czyli rozważania dość niedelikatne i stanowczo jednostronne

 

Nie należy się dziwić Pawianowi, że złośliwa bestia i kawał małpy. Jednakże po kolei. Pawian nie mógł spać, bo wyjeżdżał. A potem jeden obywatel chrapał i w pociągu wszyscy mówili Pawianowi, który siedział naprzeciwko, żeby go kopnąć. Jak Państwo się domyślają, Pawian nie kopnął, no to ten wzmiankowany dobry człowiek chrząkał, sapał, popiskiwał, miauczał, charczał, a Pawian nie spał. I w związku z powyższą sytuacją nie można mieć Pawianowi za złe, że pozbył się całej wrodzonej życzliwości wobec świata, której i tak nigdy zbyt wiele nie miał.

Na lotnisku w Budapeszcie, w bufecie, jak Pawian ostatnio tam był, trzeba było mieć forinty, albo kartę. Pawian karty nie używa, ma, ale nie używa i to go różni od jednego z czołowych polskich polityków. Proszę nie krzyczeć na Pawiana, że głupek, że na nowoczesności się nie zna. Pawian odpowiada z godnością, że używałby, gdyby nie gubił. Znajomość własnej niedoskonałości ma daleko idący wpływ na zachowania naczelnych. Dlatego Pawian używa jedynie gotówki, w związku z czym, w jego portfelu znajdują się cztery różne waluty, w tym, nieszczęsne forinty. Zadowolony jak norka, Pawian wybrał sobie na śniadanko napój „Nestea” o smaku czarnej porzeczki, którego wcześniej nie miał okazji pić (tak, Pawian wie, że to paskudztwo, ale lubi), jednego banana (jak to małpa), migdałowy rogalik z ciasta francuskiego i zadowolony wyjął forinty. Jednakże podstępni Węgrzy od ostatniej wizyty Pawiana na braterskiej (bratankowej) ziemi uznali, że euro jest spoko. I co? I na cholerę Pawian kupował banknoty z narodowymi węgierskimi bohaterami? No trudno, nie zmarnowały się, ale Pawian uważa, że to jest jedna z tych zasadzek losowych, w których człek myśli, że jest przedsiębiorczy i chytreńki, jako agent 007, a wychodzi na totalnego kretyna z majtkami w łapie, albo nawet z czerwonym tyłkiem. Trudno.

Potem okazało się, że osobnego miejsca w strefie dla palących nie ma, a Pawian lubi sobie zakurzyć po śniadanku. Zasłonięty gazetą Pawian wydał serię chrząknięć ogólnospołecznych w stronę niewiadomego pochodzenia cudzoziemca, który uśmiechnął się promiennie i popielniczkę naszemu bohaterowi przysunął. Pawian nie uznaje współczesnej „lingua franca”. Dlatego zawsze najpierw wydobywa z siebie chrząknięcia, by sprowokować drugą stronę do użycia mowy. Może inaczej byłoby łatwiej, ale Pawian nigdy nie zaczyna od angielskiego. Po pierwsze dlatego, że go nie zna, dlatego czeka na objawienie wspólnoty językowej.

Okazało się, że ów współpalacz, też jest z chrząkających. Palimy, gazetki czytamy, uśmiechamy się miło do siebie. Wspólnota palaczy zaraz narzuciła Pawianowi myśl, że w dzisiejszym świecie to tylko ci z papierosami ze sobą gadają, przez ten stygmat, przez odrzucenie i dlatego tym czulej uśmiechnął się do kolegi w cierpieniu naznaczenia społecznego. Ten uznał, że Pawian jest z tych dobrych i zapytał (w totalnie obcym narzeczu, ale z drugiej strony…), czy może się poczęstować. Pawian pozwolił. Zaciągaliśmy się razem i budowaliśmy poczucie wspólnoty. Po pół godzinie koleś ofiarował swoja używkę (tytoniową, tytoniową zbereźnicy). No… od razu jasne. Obywatel Izraela w milusich, wzbudzających zaufanie, lekarskich okularkach. Po fajkach go poznacie. Pawian zapalił. A potem zagaił rozmowę w jidysz. Zna cztery zdania i może ze dwadzieścia słów. Zabawa była przednia, koleś był posmarkany ze śmiechu. Pawian też. Skończyliśmy na niemieckim, co w tej sytuacji wydawało się dość logiczne. I poszliśmy. Każde w swoją stronę.

Pawian nadal zasłonięty pisemkiem, od razu poznać można było lewaka w podróży, albowiem była to „Polityka”, schodził z niewyspania w oczekiwaniu na otwarcie bramki, wszak była to już jakaś 29 godzina, odkąd po raz ostatni leżał w swym łóżeczku. W sumie, w jakimkolwiek łóżeczku.

Pawian nie mógł się skupić na rozważaniach dotyczących kryzysu, dlatego zajął się obserwacją. I dobrze. Gdyby nie to, nigdy by nie ujawnił mu się wyraziście temat rozważań, który można w skrócie nazwać: bułgarski look.

Tak, Pawian wie, ze jest złośliwy, małostkowy i uogólnia. Ale cóż począć, gdy przed jego oczyma maszerowały czwórkami przedstawicielki owego looku? Otóż, Proszę Państwa, Pawian wyjaśnia, po badaniach przeprowadzonych na próbie losowej około 46 niewiast w różnym wieku, które dla ułatwienia trzymały w łapkach paszporty i stały w kolejce do samolotu odlatującego do Sofii, że bułgarski look przejawia się w tym, co następuje:

  • czarna lub ciemnoszara garderoba

  • buty na wysokich obcasach, tak dziwacznych, że ortopedzi bułgarscy muszą naprawdę czesać niezłą kasiorę lecząc powikłania

  • niesamowicie wyraźny makijaż oczny

  • czarna, piekielnie czarna, straszliwie czarna farba do włosów

  • nadmierna ilość biżuterii (wszędzie).

Pawian od razu się przyzna, że obserwację utrudniła jedna Macedonka, która przez swą wyraźną stylizację (przez moment) zaburzyła rzetelność badań. Jednakże Pawian nie dał się omamić, zobaczył paszporcik i zaraz wiedział, że to była jedynie uzurpatorka.

Wniosków żadnych nie będzie, bowiem Pawian idzie spać o godzinie 22.06, rozochocony jutrzejszym dniem, gdy będzie cały dzień zajmował się tym, co lubi najbardziej: seksem, narkotykami, relatywizmem oraz cywilizacją śmierci. Na dodatek Pawian doda, że właśnie za takie coś mu płacą. A jak już skończy te wszystkie zberezieństwa, to nażre się po kokardkę tavcze-gravcze, które chodzi za nim od chwili, gdy po raz pierwszy zjadł ową ambrozję. O czym donosi – rozochocony, aczkolwiek senny – Pawian przydrożny.

Published in: on 11/24/2008 at 09:38  8 komentarzy  
Tags:

Pawian wyjechać

Pawian być podróżnik. Pawian być wyjechany daleko, że ho-ho. Pawian napisać coś, gdy tylko znaleźć się na drugi kraniec Europa.

Do zaś…pawian miec reisefiber

Published in: on 11/22/2008 at 17:55  3 komentarze  
Tags:

Międzynarodowy dzień tolerancji, czyli o powszechnej Sodomce z Gomorką

 Miliony Polaków, którzy nie zawsze mogą wylegitymować się regularną metryką ślubu, chodzą w gaciach po mieszkaniach, w których to mieszkaniach wisi często popiersie Szopena oraz młodzież.

(K.I. Gałczyński)

Pawian ostatnio jest jak ten człowiek, któremu rabin kazał kupić sobie kozę. Pawian ma chyba całe stado kóz, bo pasie je od rana do wieczora i nie ma pojęcia, co w trawie piszczy. Wrócił jednak do domu, kozy oporządziwszy i czyta mail, z którego się dowiedział, że jest Dzień Tolerancji. Na blogu podczytywanym (w przypisach) znalazł link i słowa, które go mocno zastanowiły. Słowa te pasują, jak pięść do nosa, w dniu tolerancji.

Pani Julia Pitera wyraziła swoje zdanie niefrasobliwie, jakby w ogóle żyła na jakiejś planecie, gdzie ludzie są aseksualni. Pawian zacytuje:

“Orientacja seksualna to intymna sprawa każdego człowieka. Mówiąc o tym publicznie, człowiek sam stawia siebie poza pewną normą”.

Polski system gramatyczny nie pozostawia wątpliwości, co do orientacji seksualnej pani Pitery, a ona zgrywa naiwną? Czy też nie jest świadoma słów, które codziennie wypowiada? Jeśli ktoś mówi, że ma dzieci, to chyba nie oznacza to procesu pączkowania, czy też wziętych z Huxleya butli, tylko jest to materialny dowód na uprawianie seksu, a tym samym upublicznienie go w osobie synka lub córeczki. Wniosek? Wszyscy posiadający potomstwo ustawiają siebie poza normą, bowiem w miejscach publicznych winni mówić, że to nie ich bachor, tylko jakiś cudzy wytwór seksualny się do nich przyplątał. No, bo przecież, jak się przyznają, że bejbis jest ich, to zaraz wyrażą cos intymnego. Och, będą mówić głośno o orientacji seksualnej. Jakie to niesmaczne, tak głośno mówić, że ma się dzieci – zezwierzęcenie, tak głośno i wyraźnie objawiać, że się coś w pościeli majstrowało?

Jeśli ktoś mówi, że ma męża lub żonę, to chyba właśnie znaczy to, że zadeklarował orientację seksualną. Nieprawdaż? Nie oznacza to uprawiania seksu, bowiem istnieją białe małżeństwa, ale jeśli z kimś idzie się do kościoła, urzędu, to właśnie oznajmiło się światu swoją orientację. Biorę sobie ciebie, obrączki wymieniamy, a tu się okazuje, że to poza normą. Rosół na przyjęciu weselnym stygnie, a para młoda w nogi, jak zatuszować nietatkt potworny wyjawienia publicznego orientacji seksualnej? Nie będzie fotografa, picia ze związanych kokardką kieliszków. No bo jak? Tak się przyznać przed całą rodziną do orientacji seksualnej? A ten gromadny wrzask: “gorzko”, którego się rodzinka bezwstydna domaga, zmuszając nowożeńców do objawienia tej orientacji, do postawienia się poza marginesem normy społecznej? A ta obrączka na paluchu, to co ma być? Zdejmuj ja zaraz, ty zboczeńcu jeden z drugim, ty potomku markiza de Sade. Jak ci nie wstyd objawiać światu swoją orientację? No jak? A do kąta, ty pozanormatywny świntuchu…

A końcówki nazwisk żeńskich? Pawian myśli szczególnie o tych zakończonych na –owa i – ina? Pani Pawianowa na przykład od razu pokazuje światu, że ma męża Pawiana. A taka pani Pylina? Żona pana Pyła? W dowodzie ma to proszę państwa, w dowodzie. W urzędowym dokumencie – bezwstydnica jedna ujawniającą orientację. Tak pokazuje prawo jazdy policjantowi, dowodzik, a w nim co? Od razu policja wie, że ona hetero. Jaka potworność! Że takie niemoralne kobiety chodzą po tej ziemi i żadna kara ich nie spotka, to wstyd i hańba. Powinni tego zabronić. A w domu, pewnie w salonie ma, ach, nie wiem, czy mi to przejdzie przez klawiaturę, bo to straszne świństwo. No, ale powiem. Zdjęcia ma, za przeproszeniem ze ślubu. I dzieci na to patrzą. Czy Państwo są w stanie wyobrazić sobie to ogólnopolskie bezeceństwo codziennego ujawniania swej orientacji seksualnej? Przy obiedzie? A nawet w czasie duszpasterskiej wizyty?

Pawian nie chce być wulgarny i brutalny, ale już chodzenie za rękę, całowanie się, szczególnie takie, gdy chłoptaś w pubie sprawdza, czy jego dziewczyna nie ma trzeciego migdałka, to jest naprawdę straszne. Idą sobie i ujawniają. Ot tak, bez zastanowienia się, bez refleksji, łażą i ujawniają. A literatura? Tadeusz Zosię kochał… A tam, taka ich miłość. Ujawniają trzynastozgłoskowcem typusy zbereźne.

Z tej całej Sodomy wychodzą jedyni sprawiedliwi – homoseksualiści. Bo im nie wolno mieć aktu małżeńskiego, nie wolno im mieć dzieci. No to i ujawnić nie mogą. Niech się teraz pani Pitera weźmie za tę całą bandę heteryków, żeby nie ujawniali, no bo wstyd. Norma jest, no nie? Żadnych obrączek, nazwisk wspólnych, dzieciaków też. Odbierać tym ujawniającym. Od razu. W momencie. Bo jeszcze dzieci przesiąkną i tez będą ujawniać patologię, że mają orientację seksualną, a na to, w kraju Szopena, Mickiewicza i Jana Pawła II z pewnością nie można pozwolić. No bo jak to tak? Poza normą?

Niech tam mają ci ujawniający heterycy swój dzień tolerancji, ale bez przesady. Porządek musi być. Dobrze, że mamy Piterę. Ona raz-dwa ukręci łeb temu ujawnianiu orientacji seksualnej.

Czego domaga się z całą stanowczością – Pawian przydrożny!

Przypisy:

http://abiekt.blogspot.com/  

http://www.pardon.pl/artykul/6899/polska_para_roku_to_dwoch_panow_w_tym_raczek_szok

Published in: on 11/20/2008 at 22:49  33 komentarze  

Pawian duma nad tym, dlaczego ludzie się obrażają

Pawiana śmieszą jedne rzeczy, inne zaś nie. Na przykład nie przepada za slapstickową komedią, a jak widzi Bustera Keatona, to po prostu odchodzi w siną dal. Pawiana natomiast śmieszy św. Mikołaj gwałcący tatusia opisany przez Topora w Czterech różach dla Lucienne. No śmieszy. Ktoś może powiedzieć, że niesmaczne. Bywa. Oczywiście sprawa, jak zawsze, nie jest taka prosta. Pawian uwielbia jak coś nie jest proste. Bo, czy może śmieszyć widok wywalającej się na śliskim chodniku kobiety? Ano, raz może, a innym razem nie powinien. Bo jak odbiorca owej sytuacji ma osiem lat, to zdecydowanie śmieszy. Jak się jest ową panią, to dupa boli, ale też może śmieszyć. Jednakże jeśli owa pani ma lat siedemdziesiąt i właśnie złamało się jej biodro, to sprawa nie jest zabawna. I tak przykłady można mnożyć. Jak zawsze relatywizm wyłazi z każdej kieszeni pawiana.

Czy dowcip może obrażać? Pawian zna pewną panią, która ma krótki wzrok i poprosiła w wypożyczalni filmów o jakąś zabawną komedię. Zasiadła przed telewizorem, włączyła DVD, założyła okularki i patrzy. A tam na ekranie gruby chłop w pościeli na dużej blondynie się kotłuje. Jak już owo kotłowanie kończył, to runęła na niego trąba, wcześniej wisząca na ścianie, no i w dupę mu wpadła. I zakończył trelem odbytniczym w stylu folk, z podkładem muzycznym na nutę bawarską…

Wzmiankowana wcześniej miłośniczka komedii się zdenerwowała. Bo nie lubi komedii pornograficznych. Później już ją to śmieszyło, nie tyle sam film, ile cała otoczka sytuacyjna. I teraz w rodzinie tej pani, czasem nazywają ją miłośniczką porno-Oktoberfestu. I ona się śmieje. Nota bene później była w Bawarii i nie traktowała mieszkańców tego regionu, jako erotomanów pierdzących na trąbach.

Jak przypadkiem słyszę dowcip, który opowiada dwóch krótkoszyich młodzieńców przy szóstym piwie, opowiadający o tym, że blondynki muszą mieć trójkątne trumny, to się nie śmieję. Nie jestem też obrażona, wychodząc z założenia, że jaki nadawca, taka wypowiedź. Jak czasem widzę występy kabaretów polskich, to też się nie śmieję. A na widowni siedzą ludziska i się śmieją. No i…? Mnie śmieszy natomiast jak ktoś mnie atakuje malinami w duchu absurdu Monty Pythona, albo fakt, że nigdy nie spodziewam się hiszpańskiej inkwizycji. A znam ludzi, którym na takie dictum nawet powieka nie drgnie.

Czy śmieszą mnie dowcipy związane z homoseksualistami? A… to zależy. Ten jest świetny:

Przychodzi mężczyzna do seksuologa i mówi, że ma problem, ale wstydzi się powiedzieć. Lekarz mówi na to, że pokaże mu różne obrazki, a pacjent ma mówić, co, według niego, tam się znajduje. I zaczyna:

Pokazuje zdjęcie rzeźby pt. Zapaśnicy na olimpiadzie.

Pacjent na to: To są dwaj geje, są nadzy i przytulają się do siebie.

Lekarz wyciąga zdjęcie reprezentacji piłkarskiej:

Pacjent: To geje, mają krótkie majtki i się przytulają…

Lekarz: A ja kim jestem?

Pacjent: No nie wiem… – I zakłopotany dodaje – Ja przyszedłem, a pan mi zdjęcia gejów pokazuje…

Mam dziwne wrażenie, że ten dowcip mnie śmieszy dlatego, że w mojej wizji pacjent wygląda jak pewien, stosunkowo niedawny, wiceminister edukacji.

Co jakiś czas w mediach czytam informację, że ktoś nas obraził. Jako nację, naród, wszystkich spod znaku orła białego. Zażartował z naszych prawdziwych lub wymyślonych przywar, rzecz jasna z tych stereotypowych, no i się okazało, że zostaliśmy obrażeni. Na forach zbierają się dzielni obrońcy, którym Bóg powierzył honor Polaków, aczkolwiek ja bym wolała, żeby powierzył im humor, żeby zamiast myśleć, jak książę Józef, spojrzeli z dystansem Słonimskiego. W końcu sami bez winy nie jesteśmy, bo w dowcipach tworzymy fabułę o przygodach Polaka, Rosjanina i Niemca, rzecz jasna wskazując na fakt, że ten pierwszy jest silny, mądry, zaradny, sprytny, a dwaj pozostali… To znaczy, że nam wolno?

A może oburzają się ci, którzy nigdy nie opowiadali takich dowcipów? Szczerze mówiąc, wątpię, bo to zazwyczaj jest filozofia Kalego w najczystszej postaci. Poczucie humoru się ma, ale najtrudniej jest wtedy, gdy żart dotyczy nas samych. To oczywiście truizm. Problemem w tego typu zachowaniach jest tak naprawdę myślenie stereotypowe, zarówno nadawców dowcipu, jak i obrażonych jego treścią.

Kiedyś rozmawiałam z moją czeską przyjaciółką o dowcipach językowych. Czesi wymyślają, jak mówią Polacy, a my nabijamy się z ich języka. Wszyscy? Ano nie… Jedynych to śmieszy, a innych wcale. Jechałam pociągiem przez Czechy, a tam trójka licealistów nabijała się z tekstów umieszczonych w polskiej gazecie. Z Polaków? Nie sądzę. Naśmiewali się czegoś w ich pojęciu zabawnego – z brzmienia wyrazów. No tak, a w pięknym erotyku Nohavicy jest, że pani “umiva se zada” – dla nas brzmi śmiesznie, ale jak się zastanowić, to ona myje sobie plecy. Śmieszne? Dla mnie nie… Dla niektórych – tak. Nie dziwię się, że czasem śmieszy obraz niektórych Polaków za granicą, którzy sikają na poboczach, co zauważyli zarówno niektórzy Niemcy, jak i niektórzy Holendrzy (tak wiem, wyraz “niektórzy” powtarza się w tym zdaniu trzykrotnie – celowo). Ja nie sikam, dlatego to wyśmianie mnie nie dotyczy. W końcu nie jestem stróżem braci moich. Nie mogę się czuć odpowiedzialna za ich winy, śmiesznostki. Mam własne. Tak samo, jak nie dotyczy mnie sytuacja, gdyby sztuczna szczęka mojej ciotki wpadła do rosołu podczas gali oskarowej. Rozumiem, że kogoś dotyka i to niekoniecznie wtedy, gdy sam staje za drzewkiem na poboczu autostrady. Widocznie się utożsamia, boi się, że ów śmieszny (lub nie) obraz się upowszechni. Ja się nie boję, bo dowcipy były zawsze, zarówno te smaczne, jak i niesmaczne. Tylko trzeba pamiętać, że w nich jest pewna malutka cząstka nas samych.

W czasie moich podróży widziałam Niemców, którzy byli uprzejmi i mili. Widziałam też takich, którzy byli hałaśliwi i niegrzeczni. Nie wiem, co mogłabym wyśmiewać u Niemców – pewnie dlatego nie piszę dowcipów, tylko felietony. A poza tym, najpierw musiałabym znaleźć cechę wspólną dla całej nacji. A skąd ja mam wiedzieć, co to jest “niemieckość”, skoro mam kłopoty ze zdefiniowaniem cech polskich. Polacy są… wiem, wiem – obrażalscy. Wszyscy? Do niczego taka hipoteza! Poza tym, jutro będą następne dowcipy. O Polakach tworzone przez Niemców, Czechów, Rosjan. I na odwrót. Będą też dowcipy Włochów o Francuzach, Hiszpanów o Portugalczykach, Marsjan o Wenusjanach, Ziemian o Jowiszanach. Bywa… Ale jeśli założymy, że to tylko nas wyśmiewają, to by mogło znaczyć, że pewnej grupie Polaków nie jest obca megalomania…

Pawiana sprowokował do przemyśleń tekst Ewy Milewicz oraz dzisiejsza lektura forów internetowych:

http://wyborcza.pl/1,75515,5955621,Kazda_zniewaga_krwi_wymaga.html

 

 

 

Published in: on 11/18/2008 at 23:27  8 komentarzy  
Tags:

Zawieszenie broni, czyli naiwność, ewentualnie wykopki

 

Trzeba – rzekł – wprzód poznać ziemią, żeby wiedzieć, jak się wziąć do uprawy, a osobliwie wtenczas, gdy się nowy grunt wydobywa. Jeżeli gdzie ma być pole, były przedtem krzaki i drzewa, nie dość na tym, żeby drzewo ściąć i krzaki zrzynać; trzeba ile możności o to się starać, żeby i drzew, i krzaków korzenie wydobyć z ziemi; inaczej i miejsca wiele zabiorą, i pług będzie się na nich zastanawiał i psował. A do tego, gdy w ziemi trwać korzenie będą, zostanie w nich wigor, który coraz szkodliwe a na nic niezdatne latorośle będzie wydawał. Jeżeli nie będą na nowym gruncie drzewa i krzaki, będą zielska, choć nie tak mocno, gęściej jednak wkorzenione. Uprawnik więc dobry nie będzie żałował pracy, żeby te pasma korzonków pomału wybierał; co większa, korzystać z nich potrafi, gdy popiołem spalonych czczą ziemię otłuści. (Ignacy Krasicki: Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki)

http://wyborcza.pl/1,75478,5951770,Tusk__zawieszenie_broni_na_rok__To_moja_oferta_do.html

 

Pawian jest z tych naczelnych, które bardzo rzadko poproszą o pomoc kogoś innego poza Łasicem, ewentualnie Borsukiem. Podeprą się nosem, będą zachrzaniać przez 26 godzin na dobę, pochlipią w samotności, ale na zewnątrz jedynie pokażą zawodowy uśmiech numer szesnaście, wyszczerzą kły i szepną: dziękuję, ale sobie poradzę.

Z drugiej strony Pawian wie, że jeśli wpadnie pod tramwaj (i przeżyje – nakazuje dodać realizm), to znajdzie się przynajmniej kilkanaście osób na tym najlepszym ze światów, które będą mu zwilżać spieczone usta, gdy stanie się mumią zabandażowaną w zwój płócien.

Z pewnością jednak Pawian nigdy nie poprosiłby o pomoc, ani o współpracę ludzi, których uznaje za niehonorowych. Dlaczego? Ano po pierwsze dlatego, że z gówniarzami się nie gada, a po drugie, jak Pawian zna życie, to może i by pomogli, ale potem zaraz wykręcili kota ogonem, albo pomagając – oszukiwali.

No dobrze, dobrze. Pawian sobie może dywagować w sprawach osobistych, wszak to jego sprawa, czy pozwoli zrobić pranie jakiejś łachudrze i będzie ewentualnie wysłuchiwać potem na mieście, że piżamy nosi niemodne, albo rajstopki ma cerowane. W świecie pawiańskim, nawet wtedy, gdy się bywa Pawianem Oficjalnym, wielu szkód wyrządzić nie można, a poza tym nie od parady Pawian nosi przy sobie toledański szpadel, bo wzrost ma nikczemny, jako Michał Wołodyjowski, to się jak i ten bohater literacki szermierki nauczyć musiał, dla obrony swego mizernego jestestwa.

Jednakże mówimy o Polsce. Kryzys szaleje na świecie, zawierucha ostra, może warto się poświęcić, żabę połknąć, żeby tylko najmniej szkód było. Pawian pamięta, że to już było, bo nie raz, nie dwa słyszał o wnoszonych do niebiosa głosach o bezpartyjny rząd fachowców. I co? I pstro!

Były nawet czasy, że Pawian wierzył, jak naiwne dziecię, że taki rząd jest w Polsce możliwy. Że w takich, a nie innych okolicznościach przyrody i historii coś w ludziach drgnie. Odpuszczą, może nie wrzasną: “Jędruś! Ran twoich nie godnam całować”, ale po prostu odpuszczą. Dla wspólnego dobra. Dla kraju. Potem Pawian dorósł, spoważniał i wiedział już, że w tutaj, to jak w buszu. Nie ma żadnej taryfy ulgowej, dla nikogo. Pawian podejrzewa, że nawet jakby św. Franciszek został polskim premierem, to po sześciu tygodniach by klął, szydził, oszczerstwa wymyślał, a o żadnym ze swych przeciwników politycznych by nie powiedział, że to jego brat. W dupę jeża, jaki to brat, szuja i tyle, na dodatek ma dwójkę nieślubnych dzieci i kaprawe oczka.

Czy ktokolwiek wyobraża sobie, że bracia mniejsi mogliby przyjąć ofertę Donka? Już widzę, jak biegną, przepychając się do mikrofonu i krzyczą: “Ależ oczywiście, nie lubimy cię, już pal sześć twojego dziadka, ale dla dobra kraju odpuścimy. Będziemy się bawić, jak kryzys przeminie. Wrócimy do poprzedniej postaci, ale od dziś jesteśmy konstruktywni, rzeczowi, uczciwie rozmawiamy, nie podkładamy sobie świń. To co? Rąsia?” Następuje wtedy, niby w komedii mieszczańskiej z XIX w. wyjaśnienie wszystkich wątków i powszechna radość na scenie. Kurtyna. A potem żadnych sporów kompetencyjnych, rzeczowe argumenty, kultura (ale nie taka, jak nieboszczka ciotka Trudka opowiadała, kiedy chłop, któremu jajka świeżo kupione zgniatali, wrzeszczał przy wsiadaniu do autobusu w dzień jarmarczny: “Ludzie! No trochę, kurwa, kultury”), brak kąsania po łydkach i wytykania paluchami. Jesteście sobie to Państwo w stanie wyobrazić? Pawian nie, a wydawało mu się, że ma bujną wyobraźnię.

Pawian prawdopodobieństwo takiej opcji ocenia tak samo, jak to, że jako ministra edukacji współpracownikiem uczyniłby wielkie G. – odżałowanej pamięci, sejmowo nieobecnego. Albo, że na wczasy zaprosiłby takiego Leszka Millera i dwa tygodnie chlupałby się z nim w basenie hotelowym i drinki popijał. A w życiu! A po pawiańskim trupie!

Czy wierzę w szczerość Donaldowej oferty? Nie, bo w sumie i tak wiadomo, że odpowiedzi nijakiej nie będzie, ewentualnie pojawi się metaforyczne wysunięcie trzeciego palca w górę, ale gest sam w sobie ładny, na dodatek sprytny. Bo w razie czego można mówić: “ja chciałem się pogodzić i w gumę z nimi skakać. To oni. To oni, a nie ja”.

Jeżeli ta cyniczna interpretacja jest prawdziwa, a jeśli tak, to prędzej czy później ten argument zostanie użyty, to Pawian mówi otwarcie, że mu się to nie podoba. Bo to właśnie jest szkoła braci mniejszych. I wówczas rząd byłby jako ten krawiec, który tak kraje, jak mu materii staje, co oznacza, że grałby według zasad wyznaczonych i świetnie się sprawdzających na naszym poletku.

A co będzie, jeśli nastąpi zgoda, zgoda, a Bóg wtedy rękę poda? Pawian przydrożny doskonale wie, że do tego nie dojdzie i jedynie dla uśmiechu (oczywiście ironicznego) przedstawia rysującą się możliwość, zgodnie z wcześniej zaproponowaną konwencją: “[Kmicic] runął na kolana i jął ściskać stopy narzeczonej, co trwało dość długo, miała je bowiem czterdziestego i czwartego numeru, według starego normatywu sprzed wojny, bodajże trzydziestoletniej. W mieście biły dzwony, a młodzi Kiemlicze bili młodych Butrymów. Kraj przystępował do budowy wspólnego, europejskiego domu.” (Andrzej Waligórski: Jubel w Upicie)

 

 

Published in: on 11/16/2008 at 23:10  12 komentarzy  
Tags: ,

Pawian interpretuje w sposób właściwy… dla siebie

Kochani ludożercy
Nie zjadajmy się Dobrze
bo nie zmartwychwstaniemy
Naprawdę

Pawian przeczytał dziś tytuł artykułu w “Naszym Dzienniku” i się złapał za głowę, bo ledwie przed dwoma dniami bawił się słowami “słuszne” i “niesłuszne”, a tu okazuje się, że język czasów socrealizmu ma się dobrze i pączkuje ciągle starymi, zmartwychwstałymi dokładnie w tym samym brzmieniu, kalkami nowomowy. Stylistyka wspomnianego tytułu zabrzmiała dola Pawiana znajomo: “Obrońcy życia na całym świecie zbierają podpisy pod apelem w sprawie właściwej interpretacji Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka”. No i teraz jasne. Właściwa interpretacja. Taka, że arcybiskup Życiński spotykał się z UB-ekami w biurze paszportowym. To cudowne odkrycie jedynej słusznej interpretacji faktów bardzo ułatwi Pawianowi życie, już nie będzie rozmemłany, już nie będzie się zastanawiał nad każdym słowem, zdaniem, frazą, myślą, uczynkiem i zaniedbaniem, bo świat stał się prosty. Trzeba właściwie interpretować.

Nowy świat właściwej interpretacji oparty jest na wierze. Proszę Pawiana nie zrozumieć źle, bowiem nie chodzi tu o religię, a jedynie wiarę w to, że świat jest niesłychanie prosty, dzięki temu może poddać się jedynej, tej właściwej, interpretacji. Jak Pawian czytał głosy Internautów na forum pod artykułem w sprawie sensacji lustracyjnych, to zobaczył niezłomną wiarę. Nie popartą faktami, bo tych, przynajmniej na razie jak na lekarstwo, a te które są, to miałkie.

Pawiana, jako ateistę i w sumie antyklerykała, mało wzrusza to, co dzieje się z polskimi hierarchami kościelnymi. Pawiana zastanawia jednak sprawa wiary. Oczywiście Pawian wie, że jeśli wrzaśnie teraz gromko, że na przykład wzorzec białego człowieka był agentem, to rzecz jasna nic się nie wydarzy. Jednakże, jeżeli wrzaśnie kilku ludzi w Polsce, to wielogłowy tłum podejmuje monotonną mantrę: agent…agent… I już mamy właściwą interpretację.

Pawian podsuwa możliwą (aczkolwiek z pewnością nie taką właściwą) interpretację powyższych wydarzeń. W latach PRL-u było dość prosto. MY – staliśmy w kolejkach po jedną paczkę masła, a ONI – w sklepach za żółtymi firankami kupowali wszystko, co chcieli, że aż im gniło w piwnicach. Mieliśmy wyrazisty obraz wroga, było wiadomo, kto jest po której stronie. Tożsamość NAS, tworzona była przez wyrazisty, z ostrymi konturami, obraz ICH.

Po 1989 roku zabrali wroga. No nie ma. I dlatego trzeba stworzyć sobie jakiegoś. Równie wyrazistego. No i się zaczęło. Już wcześniej, przed teczką szalonego Rasputina, były pierwsze głosy. Pawian pamięta, bo wówczas był ubawiony, gdy pewien taksówkarz objaśniał jemu i pawiańskiej mamusi, że Mazowiecki jest Żydem. A potem poszło… Jak te ogary, co poszły w las. I nadal ujadają. Raz ciszej, raz głośniej, ale ten gon cały czas słychać.

Polityka zmieni się w kicz, miłość w pornografię, muzyka w hałas, sport w prostytucję, religia w naukę, nauka w wiarę.

Gawiedzi się to podoba, bo nic tak nie robi dobrze, jak unurzanie w błocie kilku obywateli. Zawsze tak było. Po cóż tłumy przychodziły na publiczne egzekucje, jak nie po to, by się dobrze zabawić? W końcu to odrąbują rączki, nóżki, łamią kości, nie mnie, ale komuś innemu. I prostym by było, gdyby zawsze karano złoczyńców: morderców, złodziei, oszustów. A przecież takie same tłumy ciekawie wysuwały szyje, gdy karano jakiegoś buntownika, który jeszcze przed kilkoma miesiącami był idolem zgromadzonych.

Dlatego w sumie nie dziwi, obrzucanie pacynami błota Wałęsy. Tłuszcza musi mieć wyrazistego wroga… A raczej jasny jego obraz i właściwą interpretację rzeczywistości, żeby się nie pogubić. W tej chwili już nie jest ważne, kto był agentem, a kto jedynie musi udowodnić swoją niewinność (tak, Pawian jest sarkastyczny). Ważny jest ten wysunięty paluch i nawet nie oskarżenie (o poparciu faktami Pawian już nie wspomni), bowiem wystarczy insynuacja.

Gorączka rewolucji trwa. Właściwa interpretacja rzeczywistości powoduje nakręcanie spirali. Tym, którzy mówią, że są zniesmaczeni, że znudzeni, albo po prostu nie mają ochoty na publiczne kamienowanie też się dostaje. W świecie właściwej interpretacji nie ma miejsca na sentymenty. Na wątpliwości. Na miłosierdzie. Na litość.

Krzywdy zadawane w imię zadośćuczynienia krzywd. Pełen sukces UB-eków, taki chichot nieboszczki PRL, że udało się skłócić naród. Ten, który o własnych siłach, bez rozlewu krwi wyszedł z totalitarnego bagna. Po prawie dwudziestu latach demokracji demony pląsają wesoło. UB-eckie papiórki mają wagę szczerego złota, są podstawą do właściwej interpretacji historii i o nich mówi się teraz, że “prawda was wyzwoli”.

Schizofrenią jest może się wydawać fakt, że przy jednoczesnym wylaniu wiadra pomyj na polskie środowisko akademickie, wierzy się w fachowość IPN-owskich historyków. I znów mamy właściwą interpretację. Jeśli jesteś pracownikiem jakiejkolwiek uczelni, a miałeś to nieszczęście i urodziłeś się człowieku w PRL-u, to wiadomo żeś głupek, partyjny sprzedawczyk, donosiciel i szuja. Jeżeli zaś pracujesz lub pracowałeś w IPN-ie (tu data urodzin nie jest istotna), to jesteś wiarygodnym, godnym szacunku, człekiem poczciwym. Tak właśnie wygląda właściwa interpretacja. Jedni są prawi, drudzy są lewi. Świat podzielony na agentów i sprawiedliwych. Prawda leży gdzieś zgwałcona i upaprana w rzygowinach. I wcale nikogo nie wyzwala, bo w świecie właściwej interpretacji prawdą stać się może wszystko, byle tylko zostało podane w wyrazistych i jednoznacznych barwach. Paluch wyciągnięty… Tłum grzecznie powtarza mantrę: agent… agent… A Pawian przydrożny siedzi nadal na swym drzewku i mówi, że jego uczyli, iż interpretacji może być wiele, a każda jest słuszna, o ile nie jest nadużyciem wobec tekstu. I tego będzie się zawsze trzymał.

 

Jak my się kaleczymy
roztargnieni spieszący się
jak my się kaleczymy
wzajemnie okrutni w skupieniu czujni
nieomylni w zadawaniu ciosu

Przypisy: w felietonie wykorzystano fragmenty tekstów Tadeusza Różewicza.

 

 

 

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,5948113,Ks__Isakowicz_Zaleski_na_tropie.html

Published in: on 11/15/2008 at 22:56  Comments (1)  
Tags: ,

Pawian na łańcuszku

Pawian nie przepada za łańcuszkami. Ostatnio jeden dostał od yoricka, który ubawiony jak norka, przesłał go chichocząc szatańsko Pawianowi (dzięki yorick – pisałam, że zamieszczę). W treści przesłanego łańcuszka Pawian odnalazł stwierdzenie:

“Delikatne, relaksujące kochanie się redukuje szansę na zachorowanie na grzybicę (egzemę), wysypkę i wypryski. Oczyszcza pory i sprawia, że twoja skóra rumieni się (w sensie, że chyba nie jest biała)”. Po pierwsze co ci ludzie ostatnio powariowali z tą białą skórą, nawet siła modlitwy ma wybielać, jak ten Vizir, czy też Ariel, o czym ostatnio Pawian (jak i Państwo) dowiedział się z pewnej ulotki, która w rasistowski sposób zachęca do wznoszenia modłów. Tak, tak – dokładnie w ten sam sposób myślał nuncjusz papieski, który przybył do Polski za czasów Zygmunta Starego i pisał, że Żydów w Polsce można poznać po twarzy “nieobmytej wodą chrztu świętego”. Pawian doda też, że z kolei brutalny seks aktywizuje pracę wątroby, hipokampu, a także rozwija mięśnie nozdrzy, bowiem te ostatnie nadymają się żądzą.

Na samym końcu maila, były jak zwykle przestrogi i groźby (proszę zwrócić uwagę na niezwykle piękna polszczyznę – dodam, że w liście seksu nie było, nie było żadnego załącznika, to oszustwo):

“To zostało wysłane dookoła świata 9 razy. Teraz sex został wysłany do Ciebie. Wróżka gorącego sexu odwiedzi Cię w ciągu 4 dni od otrzymania tej wiadomości, pod warunkiem, że prześlesz to dalej. Jeżeli tego nie zrobisz, już nigdy w życiu nie zaznasz dobrego sexu. W końcu zostaniesz w celibacie, a twoje genitalia i narządy rozrodcze zgniją i odpadną. To nie jest żart!”

Pawian nie przesłał – i oczekuje na efekty. Dodać należy, że mail od yoricka dostałam jedenaście dni temu i jak na razie oznak chorobowych brak. Nic nie gnije, nic nie odpada. Jednakże Pawian stwierdził kiedyś, że jak jeszcze raz ktoś mu wyśle łańcuszek to napisze swój, w którym będą mrożące krew w żyłach opisy osób, które łańcuszki przesyłały. Jednakże Pawian musiał zweryfikować swoje poglądy, bowiem zaproszony został przez Bigapple (w linkach po prawej) do zabawy, która mu się spodobała. No i bierze udział. Na koniec, rzecz jasna dopisze groźby i klątwy, żeby nie było tak łagodnie i towarzysko.

Bigapple pyta Pawiana:

1.O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?

Trudno powiedzieć, bo latem Pawian najchętniej czyta rano (od 11 do 15) na balkonie. Zimą zaś lubi czytać późnym wieczorem (od 24 do 2). Zaś o każdej porze roku czyta popołudniami.

2. Gdzie czytasz?

Na drągu, w pociągu, w przeciągu. Nie czytam tylko w samolotach, bo śpię. Jak jadę windą, a nie mam ze sobą książki, to czytam Zasady korzystania z dźwigu. Dawniej to nawet Pawian czytał, jak chodził ulicą, ale po kilku wypadkach i wpadkach (w tym studzienki kanalizacyjnej) przestał.

3. Jeśli czytasz (na leżąco) w łóżku, to czytasz najchętniej na plecach czy na brzuchu?

Pawian czyta w każdej pozycji. Jak zaczyna czytać na pleckach, to po godzinie przekręca się na boczek, potem na brzuszek, a potem na drugi brzuszek i znów jest na pleckach. Mniej więcej Pawian przypomina prosiaka na rożnie. Jabłuszka w ryjku nie ma.

4. Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?

Pawianowi trudno jest odpowiedzieć, bo grubaśne powieści przyszły mu jako pierwsze do głowy. Jednakże to przyszło do głowy, a następnie pojawiła się tam myśl: eeee… wszystko? Pawian odpowie dość pokrętnie. Powie czego nie lubi. Romansów i kryminałów, a cała reszta sprawia mu niebotyczną frajdę, łącznie z pismami Stalina, albo Jedrzeja Giertycha. Stosunkowo najrzadziej Pawian sięga po poezję (najwyżej raz dziennie). Pawian czyta zawodowo, dlatego nie jest mu łatwo, bo sam proces czytania jest po prostu podniecający. Jak Pawian widzi okładkę, zaczyna kwiczeć z rozkoszy.

5. Jaką książkę ostatnio kupiłaś?

Pawian dziś kupił książkę Filipiak o Komornickiej, ale nie dla siebie, bo swoją już ma. Czy to się liczy?

6. Co czytałaś ostatnio?

Douglas Preston i Lincoln Childe: Relikt

Gender. Perspektywa antropologiczna,

Eugeniusz Paukszta: Srebrna ławica (no co? Też książka)

Grażyna Plebanek: Przystupa (po raz drugi w tym roku, ale Pawian jechał znienacka pociągiem)  

 

7. Co czytasz aktualnie?

Grzegorz Olszański: Śmierć udomowiona (o poezji Ewy Lipskiej)

Gender. Konteksty, pod red. Malgorzety Radkiewicz

Kate Mosse: Grobowiec (powieść sensacyjna – na razie bez wzruszeń, nuda – poprzednia, Labirynt, była wciągająca)

Engels: Dialektyka przyrody

Marcin Wodziński: Oświecenie żydowskie w Królestwie Polskim wobec chasydyzmu

“Wiadomości Brukowe” (wybór książkowy)

Douglas Preston i Lincoln Childe: Relikwiarz

(i kilka innych zawodowych, potrzebnych do pracy na najbliższe wykłady i ćwiczenia, które jeszcze są w przygotowaniu)

8. Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są?

Pawian zaginał, ale go oduczono w dzieciństwie. Teraz zapamiętuje numer strony czytanej książki. Zakładki gubi.

9. Co sądzisz o książkach do słuchania?

Pawian nie słucha. Raz, bardzo dawno temu (jak był chory) słyszał radiowe odcinki “Czarnoksięznika z Archipelagu”, ale denerowało go, że się kończy, a co będzie dalej, to dopiero jutro. Innych doświadczeń – brak.

10. Co sądzisz o e-bookach?

Jak Pawian musi, to przeczyta z ekranu, ale nie lubi.

11. Najbardziej Cię pociągający bohater (taki z którym mogłbyś pójść do łóżka)?

Hektor – obrońca Troi, agent Pendergast, Gandalf (Pawian lubi starszych panów), Kławdia Chauchat (ale tylko do łóżka, żadnego związku), pani Wąsowska i pewnie wiele innych postaci.

12. Najgorszy bohater (nieciekawy, żałosny, nieprawdziwy itp.)

Postaci z powieści Rodziewiczówny. Wszystkie.

13. Najlepsza scena.

Pogrzeb Bucholtza w Ziemi obiecanej, gwizdanie sztuczną odmą wprawiające Hansa Castorpa w stan absolutnego niesmaku, podłączenie rury na podwórku (głos Boga, albo cesarza) i sikający feldfebel Knopf w Czarnym obelisku, Tytus Andronikus, który widzi swą córkę Lawinię okaleczoną i zgwałconą, miś Paddington w sklepie, gdy patrzy na sprzedawcę, który mówi o wyprzedaży, ta z Mistrza i Małgorzaty, że Dostojewski nie miał legitymacji, albo jak kot siedział na żyrandolu – niektóre z wybranych scen są śmieszne, a niektóre tragiczne, ale zawsze wywołują emocje pawiańskie (różne)

14. Najbardziej żenująca scena erotyczna.

Józka i Leon w Lewantach Andrzeja Brauna.

15. Najlepszy tekst.

“Bucholc nie żyje! pan wie?… Miał fabryki, miał miliony, był całym hrabią i nie żyje! A ja nie mam nic i jeszcze na jutro mam protestowane weksle, ale ja żyję! Pan Bóg jest dobry, Pan Bóg jest bardzo dobry!” (Ziemia obiecana):

 

“W naszym kościółku stały ogromne organy,

Mój tata grał na dudach; pięknie grywał pjany,

Ale kiedy na trzeźwo, okropnie rzępolił;

Do tego był balwierzem i wieś całą golił”

(Balladyna, Juliusz Słowacki)

 

“To mądry człowiek – pomyślał Iwan – Trzeba przyznać, że wśród inteligentów także trafiają się wyjątkowo mądrzy ludzie, nie da się temu zaprzeczyć.” (Mistrz i Małgorzata

„nie histeryzuj, bo cię nikt nie będzie lubił” (Sceny z życia smoków Beaty Krupskiej)

Pawian chce dodać, że odpowiedzi na niektóre pytania jutro byłyby zupełnie inne.

A teraz Pawian zaprasza makaka, katmoso i odwodnik. Jeśli nie odpowiedzą, to… No, lepiej mnie nie zmuszać do słów straszliwych. Chyba tak powinny się kończyć łańcuszki. O czym jest przekonany – Pawian przydrożny.

http://katmoso.blox.pl/html

 http://podrozemakaka.blox.pl/html

http://notatkinamarginesie.blox.pl/html 

 

 

 

Published in: on 11/13/2008 at 22:58  12 komentarzy  
Tags:

Pawian nie lubi burzenia pomników, bo wie, że trzeba oszczędzać cokoły

 

Nie uwierzę, mój drogi, że lew jest jagnięciem,
nie uwierzę, mój drogi, ze jagnię jest lwem!
Nie uwierzę, mój drogi, w magiczne zaklęcie,
nie uwierzę w rozumy trzymane pod szkłem,
ale wierzę, że stół ma tylko cztery nogi,
ale wierzę, że piąta noga to chimera,
a kiedy się chimery zlatują, mój drogi,
wtedy człowiek powoli na serce umiera.

 

Tak – można zwalić rzeźbę Hasiora. Można po raz kolejny udowodnić, że jesteśmy barbarzyńcami, że historia niczego nas nie uczy, że na zawsze pozostaniemy małpiszonami, które w ramach doraźnej zabawy są w stanie niszczyć wszystko wokół siebie. Po rewolucji francuskiej zamierzano zburzyć katedrę Notre Dame, żeby nie przypominała o czasach, gdy królowie nie byli zwykłymi obywatelami Kapetami i gdy nie można ich było po prostu ściąć. Pawian nie przepada za monarchią francuska, ale żeby tak od razu kościoły niszczyć? Rąbać ściany? Wyrywać ławki? Przetapiać monstrancje? Barbarzyństwo, nieprawdaż? Nawet wielka (i historycznie uprawniona) nienawiść dziwi, gdy skierowana jest w stronę pięknych przedmiotów. Przedmiotów, które budują naszą tożsamość na równi z wygodnymi i niewygodnymi okresami historycznymi.

Można zburzyć dzieło Hasiora. Można. Tak samo, jak usunięto niewygodne książki z bibliotek w okresie stalinizmu. Można w cerkwiach urządzać muzea ateizmu, albo magazyny paszy, a tam gdzie dawniej były ikonostasty budować toalety, żeby jeszcze bardziej splugawić potępioną przeszłość.

Można zniszczyć rzeźbę Hasiora. Można. Tak samo, jak było można zniszczyć zamek w Baranowie Sandomierskim, w którym dziś, po odbudowie znajduje się wystawa fotografii dokumentującej dewastację.

Wszystko można zrobić. Jednakże Pawiana dziwi fakt, że po doświadczeniach ludzkości, po wojnach, rewolucjach, przewrotach i puczach, można jeszcze burzyć dzieła sztuki, które zaświadczają o czymś, czego chcemy się wstydzić. Zapominana historia lubi się powtarzać. Kto nie pamięta tego, co było, łatwo może popełniać po raz wtóry te same błędy. Nie można wstydzić się swojej historii. Była taka, jaka była. My nie mieliśmy na nią żadnego wpływu. Pawian wie, że każdy chciałby być Karolem Levitoux, ale niektórym brakło słomy na siennik, bo z kolei inni noszą ją w butach. Można się wstydzić swojej teraźniejszości. I Pawian się wstydzi, że ludzie, których tak bardzo PRL uwiera, posługują się retoryką tamtych czasów, a także wybierają rodzaje działania, których by się nie powstydzili bojówkarze totalitarni. Gratulować można jedynie wyboru patronów. Ironicznie, rzecz jasna, bo jak można niszczyć ich poglądy (zapisane na tablicy przy pomniku), a jednocześnie działać tak, jakby się miało na sercu czerwoną książeczkę. I portret Stalina w portfelu.

Niszczyć dzieła sztuki? Dlatego, że są niesłuszne? To już przerabialiśmy i pozostał jedynie wstyd i smród palonych książek. W imię słusznych poglądów będziemy używać metod charakterystycznych dla znienawidzonego ustroju? No tak, ale teraz my mamy rację, świętą rację, jedynie słuszną rację. I jeśli niszczymy, to właśnie nasze niszczenie jest słuszne. Żeby kamień na kamieniu nie pozostał po wstrętnej przeszłości. A jak już wszystko zniszczymy, zburzymy, spalimy, to wreszcie staniemy się dobrzy, sprawiedliwi i prawi. Zaczniemy od Hasiora, a na czym skończymy? Czy w słusznym rewolucyjnym gniewie będziemy wiedzieli, gdzie się opamiętać? Oczywiście, że będziemy – przecież to, co robimy jest słuszne i mamy obiektywne prawo moralne.

Gdy kilka lat temu talibowie zburzyli posągi Buddy cały świat zastygł w grozie. Jak można posuwać się w imię ideologii do takiego barbarzyństwa? Po kilku latach, to samo może się stać w naszym kraju. Rewolucyjna czujność zastępuje zdrowy rozsądek, wiedzę, kulturę. Wyznawane idee powodują, że każde dzieło sztuki zostaje rozpatrywane jako “słuszne” bądź “niesłusznie”.

Pawian nie należy do miłośników PRL-u. Jednakże wstrętem napawa go myśl, że można niszczyć dzieła sztuki, które powstały w niesłusznym okresie historycznym. Których wartość jest dziś mierzona wedle kryterium ideologicznego. Czym się to różni od postępowania takiego oficera, którego nie matura, a chęć szczera wyniosła na wyżyny władzy? I który jednym swym podpisikiem, składanym mało wyrobioną ręką, decydował o tym, co się będzie znajdowało w bibliotece? Co zrobimy z zabytkowym pałacem? Na co przetopimy posągi z brązu? Łatwo się niszczy, wali, burzy. Trudniej się tworzy, ale o tym niestety nie wiedzą hunwejbini nowej wiary. Co zamiast Hasiora? Poza “dziełami” wątpliwej jakości estetycznej, które niby współczesne pomniki Stalina i Dzierżyńskiego będą nas straszyły przez długie lata?

Ponad sto lat temu miała miejsce rewolucja modernistyczna dotycząca sztuki, jej pojmowania i funkcjonowania w świecie. Dzieło sztuki nie jest ani dobre, ani złe. Nie jest ani piękne, ani brzydkie. Nie dotyczą go kategorie etyczne, a także estetyczne. Dzieła sztuki są. Czy nam się to podoba, czy też nie – po prostu istnieją. Szkoda, że na początku XXI wieku, niektórzy przegapili ten fakt. Jednakże Pawian zawsze wiedział, że im mniej wiedzy w główce, tym mniej dylematów, a świat jawi się prosty i jasny: słuszne, niesłuszne. A reszta to miazmaty – przepraszam, to dość trudne słowo, powinno być “duperele” lub “pierdoły”. Na co nam sztuka? Na co nam burżuazyjna sztuka? To nie tak? A to ja przepraszam, dla mnie żadna różnica, bo język został ten sam. A uczynki równie szkaradne.

Czym dzieli się z Państwem – zniesmaczony przewidywalnością dziejową – Pawian przydrożny.

 

Wyłowiono z Wisły topielca.
Znaleziono kartkę w kieszeni.
„Mój rękaw jest słuszny,
mój guzik niesłuszny,
mój kołnierz niesłuszny,
ale patka słuszna.”
Pochowano go pod wierzbą.
Przypisy:

W tekście wykorzystano fragmenty Poematu dla dorosłych Adama Ważyka

 

 

 

 

http://wyborcza.pl/1,76842,5905733,Talibowie_z_Podhala.html

 
http://wyborcza.pl/1,76842,5905730,Tej_rzezbie_mowimy__nie_.html

 

Published in: on 11/12/2008 at 23:05  23 komentarze  
Tags: , ,