Pawian wzrusza ramionami i mówi, że „wszystko mija, nawet najdłuższa żmija”

Och, jak było ładnie. Ileż słów zostało napisanych. Pekin, Olimpiada, bojkot chińskiego czosnku po złoty pięćdziesiąt, dalajlama odmieniany we wszystkich przypadkach, kajdany w kolorach olimpijskich, gorący jak świeże masło z jaka temat obrabiany przez dziennikarzy… Wszystko minęło, jak sen jaki złoty. Gdzieś tam jeszcze pojawi się informacja o tym, że Dalajlama ma dość i przestaje gadać z Chińczykami, którzy trzymają się za mocno, a komentujący całą sprawę dziennikarz pointuje, kiwając smutno głową: “wiedziałem, że tak będzie. Znów się świat dał nabrać Chińczykom, którzy obiecywali dialog”.

W filmie z udziałem Julii Roberst i Hugh Granta (jak zawsze z polipami) padło zdanie, że dzisiejsze gazety wyścielają dna jutrzejszych kubłów ze śmieciami. Pawian nie chce być aż tak drastyczny, dlatego mówi, że wszystko przemija, a zainteresowanie tłumu przelotnym jest. Dziś bardziej istotne są pewnie potargane pończoszki gwiazdki z jakiegoś programu tanecznego. Pawian nie ma za złe. Macha łapą i nadal łypie podejrzliwie na drogę z tego drzewa przydrożnego, co na nim się kolorowym zadkiem rozparł.

Pawian myśli, że ci trzymający się mocno Chińczycy wydają się niesamowicie silni, a pojedynczy protest wyszedł już z mody. Pawian pamięta, że przed Olimpiadą, gdy pojawiały się wypowiedzi o Tybecie duża cześć głosów miała jeden, niezmienny ton, który brzmiał mniej więcej:

     

  • A to sobie protestuj, klepiąc w klawiaturę Made in China. A to sobie protestuj i tak nikt nie zauważy, nie ty kupisz te skarpety, czosnek, komputer, garnek (wybrać dowolny produkt), to i tak kupie je miliony innych. Z Chinami nie mamy szans – i tak dalej…
  •  

Pawian podziwia Rosę Parks, która swym niezaplanowanym protestem rozpoczęła lawinę wydarzeń, zmierzających do wyborów prezydenckich (już za kilka dni), z wysokim prawdopodobieństwem wygranej Obamy. Pawian podziwia też Dalajlamę, chociaż ktoś mógłby powiedzieć, że niewiele konkretnego zdziałał. Pawian podziwia Gandhiego, Stevena Biko, Martina Luthera Kinga i im podobnych. Można w związku z tym zarzucić Pawianowi, że tak typowo po polsku podziwia idealistów, a nie pragmatyków. Wiecie co Pawian na to? Pewnie, że wiecie…

Pawian jeszcze doda, z góry się sumitując za pewną górnolotność, że my mamy obowiązek. Jeszcze wcale nie tak dawno byli tacy, którzy o nas się upominali. A inni im mówili, że ten protest nie ma sensu, bo ZSRR trzyma się mocno. I co? Ano, nie ma już dziś takiego państwa jak ZSRR (co nie znaczy, że ubyło kłopotów na tym najlepszym ze światów) , co dowodzi słuszności tezy, że wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija.

Pawian protestuje po swojemu. Czasem rzuca cegłówkami (chociaż wie, że to nieładnie), czasem jest mówcą (przez skromność nie doda, że płomiennym), czasem pisze, na dodatek zawsze stara się nie kupować chińskich produktów, chociaż nie zajrzał w bebechy swojego laptopka, by sprawdzić, czy naprawdę wszystkie układy scalone są japońskie. Z Japończykami też ma Pawian na pieńku – w sprawie połowów wielorybów i delfinów. I też protestuje. Nie je pewnych rzeczy i listy pisze. Mało? Trudno, więcej nie da rady, ale będzie się nadal starać.

Pawian nie chce przez to powiedzieć: patrzcie jakim jestem dzielnym pawianem, jak to protestuję sobie dzielnie… Nie, bo jego małpie wybory są stricte prywatne, osobnicze i już. Wynikają z pryncypialnej natury pawiańskiej i tyle.

Pawian dziś raczej o czymś innym. O Dickensie i jednej pani z jego powieści, która szyła płócienne chusteczki dla Murzyniątek, bo chciała nieść kulturę do Afryki i była zdruzgotana, gdy się dowiedziała, że te obdarowywane przez nią dzieciątka nie mają kieszonek, by w nich chusteczki do wytarcia nosków trzymać. A to ci siurpryza…

Pawian ma sporo historyjek w zanadrzu. Może opowiedzieć jeszcze jedną: “Pan Wokulski!… – dodała zwracając się do damy w brylantach.

– A ja zaraz przystępuję do interesu – rzekła dama patrząc na niego z góry. – Nasze sierotki potrzebują kilku sztuk płótna…

Hrabina lekko zarumieniła się.

– Tylko kilku?… – powtórzył Wokulski i spojrzał na brylanty wyniosłej damy, reprezentujące wartość kilkuset sztuk najcieńszego płótna. – Po świętach – dodał – będę miał honor na ręce pani hrabiny przysłać płótno…

Ukłonił się, jakby chciał odchodzić”.

Pawian nie lubi filantropii z morskiej pianki, pozerstwa i ślepego podążania za modą. Te napędzane sztucznie medialne trendy przemijają szybko, a bezrefleksyjnie. Umarł ktoś? Postaw wirtualną świeczkę, bądź cool. Wstaw banerek z kajdankami, włącz się do walki o wolny Tybet. Za dwa tygodnie, w to samo miejsce, wstawisz banerek oznajmiający, że nie płacisz na naszą-klasę. A potem będziemy kochać goryle we mgle, wieloryby w odmętach, kondory w przestworzach, albo dżdżownice w glebie próchniczej. Pawian myśli, że już lepiej nie robić nic, tylko siedzieć, oglądać serial i dłubać w nosie. Pawian też nie chce powiedzieć, że protesty internetowe są idiotyczne. Bo nie są. Pawian lubi Internautów (http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=1036), ale nie znosi “dzieci Neostrady”, chociaż wie, że przyzwyczajeń tych ostatnich nie zmieni. Może się jedynie żołądkować w kolejnych felietonach. No to – do następnego protest songu – żegna się pawian przydrożny, przypominający Państwu o Tybecie.

Przypisy: Stanisław Jerzy Lec i Bolesław Prus 

 

 

Reklamy
Published in: on 10/31/2008 at 21:59  9 Komentarzy  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2008/10/31/pawian-wzrusza-ramionami-i-mowi-ze-%e2%80%9ewszystko-mija-nawet-najdluzsza-zmija%e2%80%9d/trackback/

RSS feed for comments on this post.

9 KomentarzyDodaj komentarz

  1. Pawian jest wszystkoistyczny, ale choć obłożył stół specjałami z kraju i z zagranicy, wezmę na talerzyk tylko dwie śliweczki, żeby się nie zakrztusić od tej obfitości.

    1. Protesty jeśli już robię, to dla siebie a nie dla ludzkości. Publiczne, bo skoro czasami łatwiej mi myśleć wiedząc jak myślą inni, to może i w drugą stronę to zadziała – pokażę komuś młodszemu albo wahającemu się jak mi się rzeczy poustawiały w głowie, kto wie czy on/ona/ono czegoś tam dla siebie nie wydziobie. Ale celem nie jest powalenie mocarstw na kolana. Chodzi o zachowanie dla siebie kompasu, żeby się nie zagubić w mocno zdziczałym świecie.

    2. Ktoś tu kogoś w jajo robi z tymi CPU z Chin. „Nie kupuj u Chińczyka”? Było, Chińczyk Żyd się nazywał. Ja nie mam żadnej prywatnej wojny z Chińczykami i nie cieszyłoby mnie gdyby muzułmanie ogłosili, że czego by andsol w matematyce nie wymyślił, to oni nie chcą o tym słyszeć, bo Kwaśniewski posłał Polaków do Afganistanu. Skoro tak, to nie będę robił z siebie podobnego durnia, protestując przeciw klawiaturze Mitek. A może konkurencyjną wyrabiają mordercy w więzieniu indonezyjskim? Nie mówiąc o tym, że na mojej pisze „China” a nie „People’s Republic of China”, więc jedna cholera wie które to Chiny.

  2. Andsolu, w sprawie śliwki #2. To nie tak. Po pierwsze, odpowiednikiem „nie kupuj u Żyda” byłoby „nie zamawiaj chinese food u żadnego Chińczyka”; jedz pierogi, bo etnicznie słuszne (szerzej: „imigranci won z naszego kraju”). Więc Twoja odmowa stosowania odpowiedzialności zbiorowej, moralnie słuszna, mocuje się od początku w fałszywym kontekście.

    Po drugie, rozważ przykład blokady ekonomicznej RPA w czasach walki a apartheidem. Nie był to przejaw etnicznej niechęci do Afrykanerów.

    Po trzecie, trudno z sensem podejść do aktywnego sprzeciwu, np. konsumenckiego „nie kupuję produktów z komponentami made in PRC”, wobec Chin, gdy się wypiera wymiar globalizacyjny: kapitał korporacyjny wędruje swobodnie, ale tańszy pracownik — nie, siedzi w swoim (np. chińskim) państwie-więzieniu, zresztą „za niewinność” (to po to, by wskazać na nieadekwatność zestawienia z mordercą pracującym w więzieniu indonezyjskim).

    Sprawy są skomplikowane (bo przecież nie życzymy źle chińskiemu taniemu robotnikowi, któremu jest *lepiej* z tego tytułu właśnie, że jakieś Daewoo ma w Chinach fabrykę podzespołów). Chcę tylko powiedzieć, że w śliwce #2 Twój kompas nie chroni (imo) przed pewnym, hm, błądzeniem.

  3. Nameste, Twoje obserwacje są zasadne,ale naprawdę nie zamierzałem przedłożyć przemyśleń na temat „jednostki a dyktatury”. Przecież wiesz, że nie mam ich, reakcje pojawiają się zlokalizowane, ad hoc. Więc w istocie mogę tylko pokazać jak błądzę. Ale co chciałem zrobić?

    Ano, sprzeciwić się rozpowszechnianiu kopii pomysłów, które może 150 lat temu w konkretnej sytuacji miały sens, a dziś zastosowane do Chin nie mają żadnego. Owszem, nie spędziłem ani jednej sekundy przy tv w czasie programów powiązanych z Olimpiadą, i unikam kupowania Coca-Coli, ale to ochrona mojego zdrowia psychicznego i fizycznego, a nie filozofia naprawy świata. Nie wiem czy bardziej mnie śmieszą czy drażnią idee bojkotów jakiejś marki tenisówek. Przypuszczam że jedyne, co można i warto robić, to uczyć się ich historii – jeśli Polak chce, by odróżniano powstanie styczniowe od warszawskiego, to powinien mieć podobne nastawienie w kwestii historii innych nacji.

  4. a co historia ma do tenisówek? Mogę się uczyć historii Chin, a jednocześnie słać pisma do ambasady, stać przed nią z transparentem, a także nie kupować produktów, których produkcja z różnych względów mi nie odpowiada (patrz wypowiedź nameste). Czy moja znajomośc historii Chin spowoduje cokolwiek nowego dla Panczenlamy?

  5. sama nie lubię tych internetowych masówek, ale wydaje mi się, ze trzeba tysiąc razy rzucić kamieniem w płot, żeby jeden trafił w sedno. i dlatego warto rzucać kamieniem w płot. bo może właśnie doleci.

  6. Jak ja sie cieszę, że wróciłas;)
    tak bardzo, że jeszcze nie zdążyłam przeczytać, a już się jako czytelnik melduję;)))

  7. wiem, ze troche nie na temat – ale kiedy wpisze sie w google „tybet przed 1950”, to wyglada na to, ze wczesniej tez nie bylo tam rozowo. Znaczy sie – ja oczywiscie w 100% zgadzam sie ze tam jest zle i ze ludzie potrzebuja pomocy, i ze protesty sa w slusznej sprawie, ale czy zastepowanie chinskiej dyktatury Dalajlama, to nie jak leczenie ospy cholera ? linki: http://tajemnice.org/content/view/120/29/
    http://www.stefanicki.com/artykuly/tybet/pusty_tron_dalajlamy.html
    http://dzogczen.medytacja.net/garuda/Biuletyn/Garuda%20nr%205/7%20dni%20w%20Tybecie.html

  8. Przed 1950 w różnych krajach, różnie bywało. W Polsce chociazby weźmy ten 1949 r. było kiepsko. W 1950 roku były jeszcze rózne kolonie (na świecie) nawet. Dziś też rózowo nie jest. W związku z czym argument, że w Tybecie było źle, jest nietrafiony, wręcz demagogiczny, bo nie mamy pojęcia, co by było, gdyby… Bo zakładamy, że Tybet od 1950 r. by się nie zmianił. Na jakiej podstawie?
    Pawian woli, żeby ludzie zmieniali sie powolutku, po swojemu, albo żeby stali w miejscu, jeśli taka ich wola, aniżeli żeby ktoś ich okupował. Bo jesli spojrzeć na to, tak jak piszesz, to przed wojną w Polsce był analfabetym, a po wojnie rozpoczęła się walka z nim. W związku z tym, bez takich argumentów proszę, jesli łaska.
    Jak to piszesz? Ospa i cholera? Własne państwo i okupacja totalitarna? Co jest ospą, a co cholerą?

  9. Achacha, mam Cię, Pawianie z Krakowa 🙂 Jak miło, że wróciłaś w innym wcieleniu, w nowej szacie 🙂 I znów odkrywam Twoje pisanie o godzinie nieprzyzwoitej, i mam tyle nowych wpisów do przeczytania 🙂

    Unicorn się kłania Pawianowi 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: