Pawian zastanawia się nad życiem płciowym i nic z tego nie wynika

“Nazywam się Lisa. Jestem dziewczynką. To chyba od razu widać z imienia. Mam siedem lat, wkrótce skończę osiem…” Tak zaczynały się Dzieci z Bullerbyn. Nie mam na imię Lisa, nie jestem dziewczynką, po moim imieniu – pawian – to niczego nie widać, a co do wieku, to w średniowieczu już bym nie żyła. Z różnych powodów.

Moja skóra chce pić. Jak nie dostaje, to od razu jest wymięta, a pod oczami formuje mi się siateczka. Usłyszałam w robocie, gdy na ową przypadłość się poskarżyłam, że każda zmarszczka kobieca, to znak tysiąca orgazmów. Całe moje życie zapisane na skórze zostało sprowadzone do jęków, wrzasków i popiskiwań pościelowych. A to ci heca! Powinnam się cieszyć z ich istnienia, ale natychmiast dopada mnie przewrotne pytanie, jakie zmarszczki miała święta Teresa z Avila, która ciągle pisała o rozkoszy. A czy zmarszczki miała żyjąca w czystości Kinga, żona Bolesława Wstydliwego? Jeżeli je miała, to chyba Bolesław nie powinien być zadowolony. Na dodatek z pewnością nie powinna zostać świętą, bo te orgazmy-sieroty, doznawane nie bardzo wiadomo z kim, ją dyskwalifikują.

Zastanawiam się nad złożonością związku między liczbą orgazmów, a zmarszczkami świętych, jednocześnie poszukuję kluczy w przepastnej torbie (przyborniku hydraulika doskonałego) i wreszcie znajduję w jej czeluściach jedynie stary papierek po gumie do żucia, karteczki ze zdaniami po macedońsku i kilka grubych książek. W tych książkach nikt nie wie, dlaczego święte mają zmarszczki. Poza tym, czy ktoś się debatuje nad faktem, czy Emilia z Nad Niemnem je miała? Albo Kirłowa? Zawsze zastanawiałam się, co tą ostatnią trzymało przy mężu-idiocie. Może właśnie seks? Orzeszkowa nie pisnęła ani słowa na ten temat. A szkoda. U Sienkiewicza Oleńka chodzi po sadzie pełna słodyczy i błogosławieństwa, Helena strzela obrońcami ojczyzny jak pepesza, a co z orgazmem? Oczywiście, nie ma nań co liczyć, bowiem Sienkiewicz zasugerował, że o pewnych rzeczach ani się nie mówi, ani się nie pisze. Co prawda o układanych trupkach wokół krucyfiksu, to i owszem, podobnie z jelitami przybijanymi do drzewa, że już o takich detalach nie wspomnę, jak wydłubywane świderkiem oko, czy męczący się ukraiński poseł na palu.

Jednakże wracając do tych zmarszczek pawiańskich to wiemy, jak można się ich pozbyć. Wystarczy zajrzeć do jednego z czasopism kobiecych, by przeczytać, że po użyciu specyfiku sporządzonego ze śledziony kanarków, napletków wielorybów i oczu pluszowych misiów, zmarszczki znikną. Nawet 60%. Co? Mam się pozbawić 60% procent przeżytych orgazmów? Nie mówię o nich, ale pokazuję je na skórze? A potem mam je bezlitośnie zetrzeć?

Szukając kluczy, patrzę na staruszki siedzące na skwerze. Co mogą mówić?

– Zobacz jaką Helka ma gładką skórkę…

– A dobrze jej tak, to szuja, przynajmniej nie miała satysfakcjonującego życia płciowego…

Założę się ogonek Kluski, że takie zdanie nie padnie, nie wypowiedzą go. Foucault pisze o tym, dlaczego nie mogą tak postąpić. Wykastrowane z możliwości zwerbalizowania własnych przeżyć. Kulturowo. Karmią gołębie i rozmawiają o wnuczętach. O dzieciach… Właśnie. Dzieci – tak. Orgazm – nie! Nosiły przed sobą brzuchy ciąż, zjawiska bez początku. Zjawiska wręcz nieobecnego w języku: stan błogosławiony, dziecko pod sercem… Jesteśmy straszliwie pokręconym gatunkiem. Czytam ze studentami Foucaulta. I co? Nic. Podobnie jak fakt, że chłopak na moich zajęciach nie był w stanie głośno przeczytać fragmentu z książki Żurawieckiego pt. Ja, czyli 66 moich miłości. Przez usta mu nie przeszło. Nie dał rady. Dorosły chłopak, pewnie mający własne życie erotyczne.

Niby mówimy o tym wprost, ale żartem – jak z ową siateczką zmarszczek. Sprowadzając do nonsensu. Zasłaniając się żartem, przechwałką, eufemizmem, czasem milczeniem. Zmieniamy znaczenie słów. Zakładamy nieprzezroczysty kwef zdań.

Pawian się zastanawia nad ludzkim życiem płciowym i nie dochodzi do żadnych wniosków, poza stwierdzeniem powszechnie znanego faktu (fuck-too), że czasem język służy do nie-komunikowania się.

 

Reklamy
Published in: on 10/28/2008 at 22:46  14 Komentarzy  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2008/10/28/pawian-zastanawia-sie-nad-zyciem-plciowym-i-nic-z-tego-nie-wynika/trackback/

RSS feed for comments on this post.

14 KomentarzyDodaj komentarz

  1. Oleńka „Chodziła powoli i ostrożnie, bo pełno w niej było powagi i błogosławieństwa”. Tak brzmi to zdanie w „Filozofii przypadku” Lema, której cały rozdział poświęcony jest tej uniwersalnej kulturowo niemożności mówienia o pewnych domenach życia, zwłaszcza seksie, choć ta niemożność się stopniuje, osiągając lokalne maksima w kulturach chrześcijańskich. Co ciekawe, to Lemowskie przytoczenie *też* nie jest wierne (w oryginale mamy „z wolna”, a nie „powoli”), choć wymiana „powagi” na pawiańską „słodycz” jest, oczywiście, przesunięciem bardziej znaczącym.

    Do Lema pobiegłem natychmiast, bo ciągle mam w pamięci inne zdanie z Sienkiewicza, które tam rozważa: że Skrzetuski w noc taką samą jak ta, kiedy ze Zbaraża wyruszał, „czuł bicie serca Kurcewiczówny przy swoim”, zastanawiając się, jaki druzgocący efekt miałoby użycie przez Sienkiewicza przysłówka *pod* zamiast *przy*. Lem pokazuje jednak, jak owa sienkiewiczowska subtelność słabnie w „Panu Wołodyjowskim”. W którym nawlekanie Azji na pal osiąga poziom perwersyjnego naturalizmu nieobecny wcześniej w Trylogii, co (wg Lema) zadouśćuczyniać ma drastycznemu złamaniu przez Sienkiewicza zasady rządzącej wcześniejszą fabułą: że oto „ktoś, podejmując działania pewne z intencją wzniosłą, szlachetną, samozaparcia pełną, właśnie przez to ściągnął na siebie nieszczęśćia i klęski, zasadniczo nieodwracalne”. Tak się stało ze starszą panią Boską (a więc – matką Boską, pohańbioną przez pohańca we własnej i córki osobach). Lem sądzi, że mógł mieć Sienkiewicz dość przyjętych reguł gry, że „wezbrał w nim pod koniec kreacji ładunek treści przemilczanych i palących przez to”.

    Te ciekawe rozważania prowadzi Lem w szerszym kontekście, przywołując m.in. Kamasutrę, Henry Millera i (oczywiście) de Sade’a; przeczytałem teraz ten rozdział [Bariera semiotyczna literatury, 2. Metapornografia] ponownie i widzę, że nie zestarzał się zbytnio, mimo (równo) czterdziestu lat od wydania.

    Co do Foucaulta („i co? i nic”), przypomnę pawianowi pozycję niejako z antypodów poznawczych, mianowicie „Seks i trwogę” Pascala Quignarda. I przepraszając za niekonkluzywność (a i rozmiar) komentarza, oddalam się.

  2. W moim tekście nie ma cudzysłowu (przy Oleńce), to nawet nie trawestacja, dlatego nie szukałabym „przesunięcia bardziej znaczącego”, ale wola interpretatora najwyższym prawem. Z Lemem się nie zgadzam, zarówno w kwestii „pod” i „przy”, bowiem to dwie rózne konstrukcje. A stosunek postaci najlepiej wyjaśnia fragment, gdy Jan dowiaduje się, że „Bar wzięty”, według mnie tam nie ma, ani „pod”, ani „przy”, bowiem Helena jest raczej nie-osobą w tekście powieści, mieszczącą się gdzieś między Matką Boską a zestawem ubrań, które zakładały kobiety nie mogące się potomstwa doczekać. Jednakże to zupełnie inna historia. Nie mogę też zgodzić się z interpretacją Lema dotycząca okrucieństwa, wystarczy tu przypomniec interpretowaną przez Prusa śmierć Podbipięty i jej konteksty. Dlaczego „Pan Wołodyjowski” – sądzę, że Sienkiewicz jest zdecydowanie konsekwentny w prezentacji różnorodności okrucieństwa we wszystkich trzech powieściach. Co jest szczególnie ciekawe w zestawieniu praktyki z teorią ukazaną na łamach prasy w okresie dyskusji o naturalizmie.
    A co do Foucaulta: zdanie wczesniejsze brzmi, że Pawian to ze studentami czytał. Mówi więc o ich lekturach, może nawet dla niektórych wymuszonych, a nie o własnych.

  3. „Pan Henryk [Sienkiewicz], który udzielił Helenie dość sił, żeby się w Barze nożem pchnęła, cnoty broniąc, a Oleńce przez Ketlinga krócicę naładowaną podsunął, odmówił Zosi Boskiej takiej siły charakteru i zrządzenia przypadków, które by ją uratowały, a w dodatku notował, jak ofiara sadystycznych praktyk (‚puhą smagał białe ciało’) usiłowała odwrócić od siebie męki — przejawianą skwapliwością świadczenia Azji cielesnych rozkoszy […] Bohun Helenie batami groził tylko — zapowiedzi takie Azja na nieszczęsnej Zosi urzeczywistnia”. Dalej: „W ‚Ogniem i mieczem’ na pal wbity ataman Sucha Ruka widziany był z dala; scena nawlekania Azji na pal zostaje pokazana niemal pod mikroskopem”. Jest tu więc (Lem podaje więcej przykładów) pewne crescendo. Lem trafnie (moim zdaniem) zauważa, że w „Panu Wołodyjowskim” załamuje się swoista umowa, na mocy której postacie pierwszoplanowe, „bliscy znajomi” czytelnika, są chronione przed złem; nawet Podbipięta nie jest tu wyjątkiem, bo zaraz po męczeńskiej śmierci spektakularnie wjeżdża do nieba (rzeczywiście, ku irytacji Prusa).

    Jeśli więc w począkowych partiach Trylogii okrucieństwa nie brak, to dotyczy ono (pół)anonimowych postaci z tła; „Pan Wołodyjowski” jest inny (z wieńczącym tom uśmierceniem pana Michała włącznie). Tyle Lem. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z kompletnej przyczynkowości tego tematu wobec „nieobecności orgazmu w narracji [potocznej]”; całe szczęście, że przynajmniej poziom nic-z-tego-nie-wynikania jest podobny ;).

  4. A ja tam bym się upominała o tych anonimowych męczonych, o te dzieci wiszące na sosnach, w pęczkach, o ten wianuszek ułożonych ciał wokół krucyfiksu… I tak dalej, dalej, dalej. Lem myśli, że bliższa koszula ciału, bo bohaterom nic złego w sumie się nie dzieje, ale ja tam sobie myślę, że Lem działa trochę na zasadzie tego grona profesorskiego, co mszę za dusze Podbipięty zamówiło, po opublikowaniu wiadomego fragmentu.
    PS. Suharuka widziany z bliska, bowiem podjeżdża do niego Żeleński i strzałem w głowę kładzie kres mękom.
    PS2. Prosze też dostrzec, że tag do tego wpisu, to jeno „małpie figle” 🙂
    PS3. Jest taki badacz Sienkiewicza, który zajmuje się już od kilku lat własnie tymi sprawami, jak Zosia, która nie ma siły, w przeciwieństwie do Heleny z nożem. Mogę podac adresy bibliograficzne, ale to raczej na maila, by nie nudzić… Bo jego tezy zypełnie różne od tych Lema.

  5. Nie, no, nie chcę całkiem zaLemić dyskusji, choć się raczej nie zgadzam (ale to pewnie moja wina: braków w zwięzłym relacjonowaniu). Tak czy inaczej, głównym tematem w tym rodziałku [pn. „Metapornografia”] jest nieopisywalność scen (doświadczeń) erotycznych, a że w przykładach hasa m.in. Sienkiewicz, to wzięło mnie na przypomnienie.

  6. a może probLEMEM jest nieopisywalność w języku polskim? „Jak opisać obcowanie dwojga różnej płci Polaków?” – już Boy miał wątpliwości.

  7. Jest to problem, ale raczej nie probLEM; St.L. oczywiście przywołuje to polskie ubóstwo leksykalne, nie szczędząc przykładów, ale — zauważywszy jeszcze mimochodem mocne nacechowanie „erotycznej” niemczyzny skatologią, która, biedakom, uniemożliwia pełne obcowanie np. z „Balanides” Verlaine’a [w przekładzie] — powiada, że sedno kłopotu leży gdzie indziej.

    „Są sytuacje, którym stereotyp kulturowy przypisuje pewien zakres słownictwa i form artykulacyjnych ani uwznioślających, ani wulgaryzujących, czyli dysponuje się pewnym pasmem neutralnym (‚protokolarnym’) dla deskrypcji”, i są sytuacje, którym dlatego brak ekwiwalentów opisowo neutralnych, że nie są językowo ani nazywane, ani komentowane przez *uczestników*. Że, słowem, można neutralnie opisać swoje uczestnictwo w kolacji, ale uczestnictwo w kopulacji — dalece trudniej.

    To też jeszcze nie wyczerpuje zagadnienia, ale może przynajmniej oddali zarzut problLEMatyczny. O opresywnej roli chrześcijańskiej obsesji tabuizującej seks już wcześniej wspomniano.

  8. Kultury wschodnie potrafią sobie radzić z naturalną werbalizacją kopulacyjną 😉
    Te wszystkie Jaspisowe Wrota, język Kamasutry pokazują, że można. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że to już nie jest neutralne, a wręcz poetyckie, metafora piętrząca się na metaforze (ależ to piękna metafora kopulacyjna), ale to jest jakieś wyjście. Może probLEMEM jest to, że my mało poetyczni jesteśmy. Łaps dziewuchę za kiecę, albo włosy i sru w kopkę siana. W takich okolicznościach przyrody trudno o bogactwo środków stylistycznych…
    A zarzutu, co do Lema, to nie ma… Tylko myśli sobie Pawian, że wspomniany pisarz jest z tych, co się uwieść dali temu Longinusowi, co głaz dźwigał, któremu czterech ludzi nie dało rady (przypomnijmy, że fujara Achilles dawał radę tylko takim, co dwóch ludzi unieść nie mogło). I dlatego Lemowi może trudniej przełknąć męczeństwo bohaterów głównych (nieanonimowych) w Panu Wołodyjowskim, a na tych anonimowych spuszcza zasłonę milczenia.

  9. Kultury wschodnie potrafią sobie radzić z naturalną werbalizacją kopulacyjną 😉
    Te wszystkie Jaspisowe Wrota, język Kamasutry pokazują, że można. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że to już nie jest neutralne, a wręcz poetyckie, metafora piętrząca się na metaforze (ależ to piękna metafora kopulacyjna), ale to jest jakieś wyjście. Może probLEMEM jest to, że my mało poetyczni jesteśmy.

    A może problem w tym, że my taką barokowość (nomen omen) przerobiliśmy jako pewną zamkniętą epokę historyczno-stylistyczną odtąd-dotąd i dlatego za bardzo nam pachnie archaizacją, stylizacją, waćpannami, waszmośćiami i innymi azaliżami, więc jak by się nie starać to i tak śmieszy. Kultury azjatyckie mają zupełnie inne – „ahistoryczne” z naszego punktu widzenia – podejście do tego typu bagażu kulturowego i stąd trochę trudno się do nich porównywać. Brzemię białego człowieka 😉

  10. Myśmy chyba w ogóle nie wytworzyli słownictwa erotycznego (poza ludowym).

  11. Ło matko pojedyncza! Toć powinnam być poryta zmarszczkami, jak przysłowiowe sitko! A nie jestem! Pocieszam się opinią jednej, z moich dawniejszych kosmetyczek, że mam skórę grubą, jak u aligatora, więc starości u mnie szybko widać nie będzie! Może to i dobrze? Bo gdyby się wsje mieli dowiedzieć, jak pyszczę przy uwalnianiu huci! To klękajcie narody!

  12. Ciekawe, nie odnajduję u Lema tej głębokiej uwagi o „pod” i „przy”, zrobiła na mnie kiedyś wielkie wrażenie, bo się namęczyłem brnąć przez rozważania o strukturalizmie i innych rzeczach, które miałem w średnim poważaniu i zobaczyłem, że to wszystko było pisane dla takiego sobie dowcipu; i gdyby wstawił go od razu na początku rozdziału, książka by była dużo cieńsza.

    Co do orgazmu, w naszej klasie (chyba 5-tej, bo mieliśmy 11-12 lat) powszechna była wiedza, że jeśli kobieta niedawno wyszła z łóżka, gdzie się kochała (nie pamiętam czy rozważaliśmy możliwość schodzenia kobiety ze stolu), to jej się łydki trzęsły. Więc czasami szliśmy po chodniku takim patrolem dobrze się przyglądając kobiecym łydkom (to nie były jeszcze dżinsowe czasy), więc od tego kobietom wszystko się trzęsło i sprawdzały czy im nie puściło oczko. Cieszy mnie, że powszechna wiedza o orgazmach pań utrzymuje się na poziomie 11-latków. No, ale w kraju, w którym doradcy w sprawach seksu i rodziny od kobiet wolą celibat…

  13. andsolu, rzeczywiście, ta uwaga o „przy/pod” (w moim wydaniu WL 1968, s. 374) jest takim sobie dowcipem, również dlatego, że dopiero co Skrzetuski wychynął jako Łazarz zbaraski, jadą sobie karetą, a o weselu dopiero się mówi; nie ma żadnych okoliczności usprawiedliwiających *wertykalizację* Heleny. Ale gdyby nawet Sienkiewicz zajął się opisem nocy poślubnej państwa młodych Skrzetuskich, to pewnie użyłby „przy”, a nie „pod” — i tak, sądzę, należy tę uwagę Lema odczytywać.

    Co do waszych badań objawów postorgazmicznych, staliście bodaj na gruncie fenomenologii ;). Za moich czasów uprawiano inny sport: wnikliwe obserwacje mające ustalić, czy dana obiekta nosi stanik, czy też nie. Były te (nasze i Twoje) czasy niewinne, nieprawdaż? Dziś jedenastolatek przesyła komórką filmiki porno; jak to napisał (u Ciebie na blogu) *babilas*, „Teraz to już nawet nostalgia nie jest taka, jak dawniej”.

  14. Niby rozmawiają o „pod” i „przy”, a tak naprawdę doświadczenia wymieniają o łydach/łydkach (coś jakby z Gombrowicza), o stanikach (na razie dopiero wstałam, to nie mam tropu literackiego) i się nostalgizują 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: