Pawian jest zdziwiony faktem, że ma uszy

To w ogóle tajemnicza sprawa, jak większość wydarzeń w pawiańskim bytowaniu na tym najlepszym ze światów. Z posiadania pary uszu zdałam sobie sprawę stosunkowo późno, bo jakoś przedwczoraj, odkąd w tychże pojawiła się druga para dziur i jakiś metal. Oczywiście, wiem że zaraz dorwą się do mnie psycholodzy i zapytają, dlaczego tak chętnie dokonuję okaleczeń ciała. Bo to, że jestem bytem autodestrukcyjnym i kiedyś zakłuję się widelcem przy jedzeniu sałatki szopskiej jest pewne, jak to, że lible kiedyś zdobędą świat (ja tam ich nie widziałam, ale wierzę Henry’emu Kuttnerowi). A po drugie, jak już ktoś maluje trwale ciało, przy użyciu igły i tuszu, to zrobienie sobie dodatkowych dziur w uszach zmierza w stronę papuaskiego modelu piękna. Nie zamierzam ciągnąć owego wątku, ale jak jakiś psycholog mnie przyciśnie, to powiem, że jestem równie neurotycznym typem, co bohaterowie Woody’ego Allena.

W każdym razie, podczas pobytu na Bałkanach zostałam wyrocznią św. Nauma, który w starocerkiewnosłowiańskim mi objaśnia skomplikowaną naturę świata. Dowiedziałam się wówczas, że moje pragnienie dodatkowych dziur w uszach jest zrozumiałe, bo takie otwory powodują lepsze słyszenie pragnień roślin i małych zwierzątek. No to przepasałam swe lędźwie i z urodzinowym kartonikiem, otrzymanym od stada mych dzieci, udałam się do gabinetu kosmetycznego i gromko wrzasnęłam: Dziury, raz, na razie…

I od tamtego momentu wiem, że mam uszy. Przypomina mi się scena z wczesnego dzieciństwa, jak stoję z mamą na przystanku tramwajowym w oczekiwaniu na niebieski przedmiot elektrycznego pożądania i uświadamiam sobie, że oddycham. Nie podzieliłam się tą refleksją z nikim, ale pamiętam samo wydarzenie jak przez mgłę. Pewnie miałam nieco ponad dwa lata. A to ci siurpryza – odkryć, że się oddycha po dwóch latach nieustannego trwania procesu. Zaczynam podejrzewać, że nie należę do osób specjalnie spostrzegawczych. W każdym razie, od kilku dni mam uszy. Dość boleśnie skonstatowałam ten fakt, przy ściąganiu garderoby, dotąd procesie odbywającym się niejako mimochodem i bezboleśnie. A teraz? Auuuć… ożesz, w mordę!

Inną sprawą stało się mycie, dotąd wykonywane zupełnie machinalnie, a tu nagle okazuje się, że ucho ludzkie jest strasznie dziwne. Pozaginane, o dziwnych krzywiznach, zaczynam współczuć głęboko słoniom. Dodam, że pawiańskie uszy nie są jakieś monstrualne. Ot, uszy, jak uszy. Ani duże, ani małe, przylegające do czaszki, pewnie dlatego się tak zręcznie ukrywały, by wychynąć przy sprzyjającej okazji. Siedząc przy lekturze niebacznie opieram głowę na dłoni i ze zdziwieniem stwierdzam, że pojawiła się narośl, ciało obce, które teraz będzie już częścią moich uszu – kolczyki. Zgodnie ze starą zasadą, że jak mamy nogę w gipsie, to zaczynamy dostrzegać chromych, to nagle zaczynam patrzeć na ludzkie i zwierzęce uszy. Nie na kolczyki, bo te sama zamierzam kolekcjonować i mało interesują mnie upodobania innych ludzi, ale na uszy. Zauważam śmieszne uszy Ogryzka (przybyłego niedawno z psiego Tartaru), który po niespodziewanej śmierci Dużego, stał się jednym z rozpieszczonych jak dziadowski bicz psów pawiańskich rodziców. I myślę sobie, że psy w naszym domu, to zawsze miały USZY. A zwłaszcza jedno. Jedno ucho Szczeniaka, które zawsze było brudne i tylko pawianowi wolno je było czyścić, bo tak… Jedno ucho Psiny, które często, w czasie spacerów czule miętoliłam w dłoni szepcząc w zaufaniu: masz uszko jak aksamit. Szliśmy razem, a jego lewe ucho tak poręcznie i bezpiecznie można było trzymać w łapie. Jedno ucho Dużego, które leżało mu zawadiacko na głowie, niby furażerka. Jedno ucho Księciunia, które za żadne skarby świata nie chce się podnieść, co powoduje, że stajemy z zachwytem i mówimy: ależ on jest niezwykle urodziwy… Co nie powinno nikogo dziwić, bo wszystkie psy w rodzinie pawiana są piękne, zgrabne, szlachetne, odważne, inteligentne… A jak się to komuś nie podoba, to będziemy się potykać na ubitej ziemi, konno, albo pieszo. Ewentualnie na psie. W każdym razie napawam się posiadaniem uszu, jednakże z niepokojem myślę, co będzie, jeśli zapragnę mieć ogon?

Swój ogon ma lew, i to ładny i spory,

i słoń, i krokodyl, a także wieloryb,

i nawet przepiórka ogonek swój ma —

tak, każdy ma ogon, i tylko nie ja.

(A. A. Milne)

 

Przypisy

http://www.tekstowo.pl/index.php/tekst/Maciej_Zembaty/Uszy

 

 

Reklamy
Published in: on 10/26/2008 at 21:31  7 Komentarzy  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2008/10/26/pawian-jest-zdziwiony-faktem-ze-ma-uszy/trackback/

RSS feed for comments on this post.

7 KomentarzyDodaj komentarz

  1. a ja pamiętam dzień, kiedy uświadomiłam sobie, ze ja to ja i nigdy nie będę inna osobą – w sensie nie stanę się nagle Robin Hoodem albo Królewną Śnieżką, czy choćby psem…
    Duży odszedł – smutne. A Ogryzek to jakiś świeży przybysz, bo nie kojarzę? Jak sie dogaduje z Księciuniem o zawiadiacko leżącym uchu? (zdjęcia tej pary będą tu na nowym blogu?)

  2. Duży odszedł bardzo nieoczekiwanie (serce). To dość świeża sprawa (pół roku). Księciunio bardzo rozpaczał (nie tylko on) i tata-pawian pojechał do schroniska (co poradził lekarz). Przywiózł Ogryzka. Księciunio i Ogryzek są w jednym wieku, dlatego stosunki panujące między nimi należy uznać za kumpelskie. Ogryzek ma trochę przyzwyczajeń więziennych, ale się staramy.

  3. Swoje uszy odkryłam 25 lat temu. Już zapomniałam, że je mam. Lolka przekuwała uszy dwa razy. Za pierwszym razem moja siostra energicznie przerwała jej dziurkę przy zdejmowaniu odzieży właśnie. Trzeba było kolczyki wyjmować i uszy goić. Podziwiam córkę , ze zdecydowała się na drugi raz. A ogon? Miałam wrażenie ze jakiś ogon masz w kontrakcie:)

  4. Co do uszu to sobie ostatnio uświadamiam, że je mam, gdy przeziębienie mi je przytka… A dziurawić dawno nie dziurawiłem choć kiedyś i owszem. Największy problem był gdy przez sen się przewróciłem na okaleczone (i to w chrząstkę) ucho… ała!

    P.S. Chcę zobaczyć Ogryzka 🙂

  5. Wola czytelników święta jest, będzie Ogryzek 😀

  6. Ten piekny Duzy! Jak nam smutno…
    gazela renifer krolik

  7. Dziekuję w imieniu rodziny pawiańskiej. Był pod opieką lekarską. Niewydolnośc sercowo-oddechowa, najprawdopodobniej ślad po chorobie dziecięcej, z której wyszedł po wielkich wysiłkach weterynarzy. Oni go znali od szczeniaka. Robili, co się dało.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: