Pawian mówi trochę o polityce, a w sumie o nienawiści

 

Pawian zacznie dziś w trochę innym miejscu, aniżeli to, w którym skończył wczoraj Zacznie od jotesza, proszę zerknąć w przypisy. Tak, tak, pawian jest filologiczną pierdołą i uwielbia przypisy oraz inne podobne im szykany. Gdy Pawiana nie było w blogosferze (jak to brzmi, nieprawdaż), to bywał sobie czasem Pawianem Oficjalnym. W każdym razie pojechał sobie jakiś czas temu na konferencję, podobnych jemu pierdołowatych filologów. Wiecie, to takie stado popaprańców, którzy doznają ekstazy na widok jakiegoś skrawka starego papieru z końca lub początku jakiegoś wieku. Na spotkaniu ekscytujących się makulaturą Pawian poznał pewnego pana, który był uroczy. Małopolska uroda, taka wzbudzająca zaufanie, poczynając od niebieskich, bystrych oczek, kończąc na rumianych polikach. Po prostu Pawian był zauroczony i rozmawiał sobie całkowicie niewinnie (dodam na wszelki wypadek) z taką samą pierdołą filologiczną, jak i on sam. W pewnym momencie Pawian zażartował. No i się zaczęło. Hiroszima i Nagasaki, bombardowanie dywanowe Drezna, bitwa na Łuku Kurskim, pod Raszynem, a także Falaise i Chambois. Pawian zażartował z IPN-u, a pan milutki wcześniej stał się kimś zupełnie innym. Jak wcześniej dawał Pawianowi dowody sympatii, tak mu się pewnie głupio zrobiło, że się z wrogiem klasowym zadawał i zaczął go nazywać wyrazami powszechnie uznawanymi, przynajmniej w niektórych środowiskach, za grubszą nieprzyzwoitość. Pawian na początku myślał, że pan sobie żartuje, ale niestety… Po tekście o moralnym prawie obiektywnym, Pawian nie wytrzymał, ruszył do kontrnatarcia i wcale się już nie uśmiechał. Skutek? Pawian prawie zdjął trep i o mało co, aby zaczął owego pana po czerepie walić.

Pawian wrócił do domu i się zafrasował. Bo tu się Państwu przyzna, że jest cholerykiem, ale w życiu nie śledziennikiem. Jak Pawian się drze, to szyby w oknach pękają, ale już po pięciu minutach gotów jest lecieć trzy kilometry po herbatę dla ofiary wcześniejszych wrzasków. I strasznie mu głupio, że wrzeszczał. A tu? Ano nic. Pawian był wręcz ZADOWOLONY, że na wspomnianego pana naryczał, wcale nie było mu głupio i nie miał ochoty w żaden sposób zadośćuczynić krzywdy. Pawian usiadł przy ukochanym stole kuchennym i się zafrasował, bo zobaczył, że wylazło z niego coś paskudnego i wstrętnego. Obrzydliwego, Coś, czego wcześniej w naszym bohaterze nie można było uświadczyć w aptekarskiej niemal dawce (ci, którzy znają Pawiana poświadczyć mogą).

Zmieniły się standardy, Proszę Państwa. Pawian zmienił się też, chociaż wcale tego nie chce. I będzie z tego powodu rozpaczał, chociaż co poniektórzy powiedzą, że nie ma co lać łez z powodu kłótni z jakimś człowiekiem deklarującym się, jako prawica polska. Otóż jest wręcz przeciwnie, bo Pawian taki nie był i być nie chce. Pawian już o tym pisał w poprzednim wcieleniu, w związku z czym powtarzał się nie będzie, zawsze można w następny przypis oczkiem rzucić.

Daliśmy się wpuścić w maliny. Rozmawiamy językiem, którym nawet pijany furman by nie przemówił. Skupiamy się na kopaniu, na ironicznych pyskówkach, pełnych argumentów rodem z magla, albo sprzed budki z piwem. Ktoś może rzec, że krawiec tak kraje, jak mu materii staje. Poszukiwanie afer, cudzych niezręczności, wpadek i potknięć stało się także NASZĄ codziennością. Co z tego, że te wpadki są na poziomie rynsztoka? A co nas to obchodzi, że właśnie tam dziś jest najlepsza impreza? Czy musimy na niej bywać? Nauczono nas czegoś brzydkiego, wyznaczając standard, który jeszcze do niedawna był poziomem kibolskim, a zdecydowanie nie salonowym.

Jeśli polska prawica chce mówić i się zachowywać jak barbarzyńcy, to jest to ich sprawa. Jeśli dziennikarze uznają, że właśnie takie działanie jest inspirujące i warte najwyższego stopnia uwagi, to niech też tak będzie. Ja się wypisuję. Może i Pawian w związku z tym jest anachroniczny, ale właśnie taki chce być.

Mogę oceniać, mogę krytykować, ale na litość bogów olimpijskich, nie przy użyciu ich metod i ich języka. Że wołanie na pustyni? Ano, niech będzie. Lepiej fechtować rapierem, aniżeli walić kłonicą na odlew. Jeśli można, to ja nie będę człowiekiem kultury masowej, który przeżuwa bezmyślnie podaną papkę, równą uwagą obdarzając różne listy ze stokrotkami, jak i wydanie książki Filipiak o Komornickiej. Są jednak pewne granice, dlatego Pawian bierze teraz do łapy grube tomisko o modernistycznej literaturze. I przy niej pozostanie. Nadal wierząc naiwnie, że człowiek jest miarą wszystkich rzeczy. Ale tylko w duchu protagorejskim, a nie w butnym tonie, obelgach, wrzaskach i wyzwiskach. Pawian nie pozwoli sobie, by stać się jeszcze choć przez chwilę podobnym do tych, którzy nienawiścią do drugiego mierzą swą użyteczność obywatelską. Pawian woli dialog, a toledański szpadel będzie nosił przy sobie jedynie dla fantazji. I niech tak zostanie.

O czym zakomunikował – pawian przydrożny…

Przypisy:

 

 

 

http://jotesz.blogspot.com/2008/10/dlaczego.html

 

 

 

Reklamy
Published in: on 10/23/2008 at 22:14  5 komentarzy  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://pawianprzydrodze.wordpress.com/2008/10/23/pawian-mowi-troche-o-polityce-a-w-sumie-o-nienawisci/trackback/

RSS feed for comments on this post.

5 komentarzyDodaj komentarz

  1. Już w 2000 Kaczmarski napisał taką piosenkę, jak „Okładający się kijami”, mając na myśli taktykę polityczną polskiej prawicy, a potem stwierdził, że chyba udało mu się powiedzieć coś uniwersalnego przy okazji o naszej społecznej naturze. Więc nawet nie można powiedzieć, że TO się zaczęło w ostatnich latach, w jakimś dającym się uchwycić momencie. Pytanie, czy będzie już tylko gorzej, czy też w pewnym momencie tendencja się odwróci? Mnie to wszystko raczej śmieszy niż martwi, bo jakoś nie wierzę w to, że „świństwo równomiernie rozpełznie się wszędzie”. Zawsze znajdą się ludzie, którzy odmówią uczestnictwa w zabawie, tak jak Ty, Pawianie. Pozdrawiam
    P.S. A ta konferencja to tego… fabryka Lilpopa… róg Złotej? 😉

  2. Już w starożytności debata publiczna nie służyła szlachetnej wymianie poglądów a była walką o władzę, rację , wpływy za wszelka cenę. Za wszelką cenę. Co do zasady do dziś się to nie zmieniło. Ja też się wypisałam z tego świata i otoczyłam fosą. Dyskusja o polityce przypomina lekcje samoobrony przed atakiem świeżymi owocami Monty Pythona

  3. Pawianie: zajrzyj na blog Ali… pisała ostatnio bardzo ciekawie o dyskusji 🙂
    Widac ze podobne problemy niektorych ludzi ostatnio trapia 😉

  4. Również ubolewam. Problem jednak – jak mi się zdaje – dotyka jedynie tych, którzy go dostrzegają. Będąc człowiekiem w wieku podeszłym przypominam sobie wiszące we wszelkich pomieszczeniach użyteczności publicznej tabliczki z napisem „Uprasza się nie pluć na podłogę”. Zazwyczaj były one umiejscowione nad ponurym garem pełnym plwociny stojącym w kącie. Gar nazywano elegancko spluwaczką. Zwyczaj charkania na podłogę był równie powszechny jak obyczaj smarkania w paluchy, które potem można było z gracją wytrzeć o połę płszcza bądź nogawkę bryczesów.
    Przeszło, minęło. Trwało trochę ale się ucywilizowało. Potrzebne były ku temu trzy, może cztery pokolenia. Z kmiecia smarkającego i charkającego wyrósł nam w trzecuim bądź czwartym pokoleniu obywatel z chusteczką.
    Sądzę że z jakością debaty będzie podobnie. A potem przykład rozmowy wykwintnej zejdzie na dół i sięgnie polbruku.

  5. Podziwiam badaczy pism wszelakich! Ale również darzę estymą tych, którzy zamiast wrzasków, hucpy i obelg, cenią sobie spokojną, rzeczową rozmowę!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: