Żył sobie raz pewien Pawian, dodajmy że żył dość beztrosko, bo był zwierzęciem, które zwykło powtarzać: „Nie dziś, to jutro. Nie jutro, to pojutrze”. Ponadto Pawian nie miał kalendarza, bo naprawdę było mu wszystko jedno, czy jest 22, czy też 25. Odróżniał poniedziałki od czwartków – to mu wystarczyło. A poza tym bardzo często zapominał. O czym? No, prawie o wszystkim. Państwo nie wierzą? Och, będą dowody, bo na przykład zapomniał raz, ale za to skutecznie, bo na trzy lata, że ma do odebrania kupę kasy w pewnym wydawnictwie. To znaczy, nie jest pewne, czy była to prawdziwa góra forsy, ale dla naszego bohatera, pracującego w budżetówce, owszem.
W każdym razie nasz skonfudowany bohater udał się do wspomnianego wydawnictwa i pokazał umowę i rachunek. Prezes dostał ataku śmiechu, księgowa strzeliła foch oraz nadąsała się, kasjer prawie się posmarkał. Od tamtej chwili Pawian stara sobie powtarzać (chyba, że znów zapomni), że „pecunia non olet”, a także „zrobiłaś = zarobiłaś”. Oczywiście poza tym rzeczami, które robi się społecznie. No i nasz Pawian się rozbestwił, jednakże do tej pory trafiał na niesłychanie uczciwych „płacodawców”. Po wykładzie dla pewnej szacownej instytucji, to sama główna księgowa latała za naszym bohaterem, żeby wpisał w odpowiednie rubryczki różne PESEL-e i numery konta. Przed spotkaniem, na którym Pawian robił za „gadającą głowę”, przysłano mu maila z tabelką, gdzie miał dane wpisać, a jak już przyszedł i zaczął płaszczyk ściągać, to miła pani już stała z kopertą w łapie. Dlatego się rozbestwił nasz Pawian i kompletnie nie zna polskich realiów. Aż do zeszłego tygodnia.
A było to tak… Zlecono pracę. Pawian przeczytał materiały i napisał, nie fuszerując, wszystko to, czego od niego chciano. Nie to, że narypał się jak koń w tracie kręcenia westernu, ale kilka dni był mocno zajęty. Minął miesiąc od oddania pracy i Pawian, nauczony wcześniejszym doświadczeniem postanowił się upomnieć, żeby znów na śmiech ludzki się nie narażać. Umówiony z Prezesem Gazety Bardzo Kulturalnej został zawieziony przez Łasica do innego miasta. Na razie wszystko wydaje się proste, ale przestaje takie być, gdy się okaże, że Prezes zwiał. Następnego dnia zaczął kręcić nosem, nie nad jakością pawiańskiej pracy, ale nad okolicznościami natury ogólnej: że rachunek źle wypisany, że to chyba nie tak, ale jak inaczej, że może w przyszłym tygodniu, że trzeba się skonsultować, a księgowa na urlopie do połowy września, że za gorąco, że woda mineralna za zimna, że świat jest paskudny, a ludzie parszywi.
Następnie zwiał, zanim Pawian zadzwonił.
Cóż było robić? Na razie Pawian, ani pisnął, bo jakoś mu głupio molestować codziennie Gazetę Bardzo Kulturalną. Dodatkowo telefony Pawiana odbiera stażystka, czyli ostatnie ogniwo w strukturze dziobania. Cóż ona biedaczka może, poza dokładnym streszczeniem Pawianowi tego, jak plącze się Prezes? Dlaczego ona ma się wstydzić za swego niesolidnego pracodawcę? Spryciarza nad spryciarze, który z pewnością wie, że Pawian nie wynajmie ukraińskiej mafii, bo go to będzie więcej kosztować, aniżeli przewidzenie honorarium? Jednakże, jakby zauważył Tewje Mleczarz, jest jeszcze druga strona.
Pawian to prosta małpa i nie rozumie świata wielkiego biznesu (tu jest miejsce na dziki śmiech). Zamówili, zrobiono, a kasy nie ma. Jak Prezesowi ktoś myje okno, to też nie dostaje kasy? Jak Prezes myje swe autko w myjni bezdotykowej, to najpierw dyskutuje z automatem, czy też posłusznie wrzuca dwuzłotówki? Czy Prezes płaci rachunek telefoniczny? Czy Prezes kupując chleb swój codzienny obiecuje sprzedawczyni pieniądze kiedyś, w przyszłości? Czy Prezes wyjeżdżając w sierpniu na wczasy w Sopocie płaci w styczniu następnego roku?
Dlaczego praca Pawiana jest gorsza od tej, którą wykonał automat w myjni?
Oczywiście można rzec, że z ludźmi bez honoru współpracować nie wolno. A czy Prezes miał na czole napis: „Jestem bucem i nie płacę za wykonane zlecenia”? Albo: „Jestem stworzony po to, by zmienić sposób myślenia naiwnego Pawiana (tu miejsce na śmiech demoniczny)”? Czy Prezes miał napis na koszulce: „Jestem krwiożerczym kapitalistą – takim z Dickensa”?
Wiedza Pawiana na temat rekinów i rekinków finansjery jest miałka, żeby nie powiedzieć – żadna. Do tej pory spotykał samych takich uczciwych, nota bene wielu to ich nie spotkał, bo obraca się w innych kręgach – bardziej budżetowych, albo artystycznych. Chociaż nasz bohater doskonale wie – bywa różnie, np. pewna instytucja w Macedonii, powiedzmy uniwersytet, jemu prawie zawsze płaci, ale takiemu Delfinowi Ochrydzkiemu to już nie.
W rozgrywce na stopniu okręgowym, w której biorą udział dwie drużyny Prezes i Pawian, na razie wynik jest żałosny. Trzy do zera, albo jakoś tak. Jedno jest pewne, nasz bohater przegrywa. Sromotnie. Nie przymierzając jak polska reprezentacja w piłce nożnej.
Jutro Pawian opatulony w kominiarkę, przyczajony jako tygrys i ukryty jako smok (pod schodami) zasadzi się na Prezesa. No, nie oszukujmy się. Tak nie będzie. Bo co? Bo jak? Złapać kolesia za guzik od marynarki? Rzucić się przed jego samochodem? Albo na maskę? Ostrzelać ryżem z rurki? Natomiast jedno jest pewne. Pawiany to ssaki naczelne. Uczą się. No bo co jest, kurczę blade…
http://www.dinosoria.com/mammifere/babouin_soft02.jpg










