Pawian już pisał, że tu jest gorąco, ale uważa, że ów wątek należy rozwinąć. Dla ludzi śniegu i lodu, takich jak Polacy, dla których pierwszą zabawką w życiu jest szczęka morsa, Bałkany są pewnego rodzaju ciekawostką klimatyczną, mogącą ukazywać subiektywne odczucia dotyczące temperatury. Parę dni temu, gdy według mnie było ciepło i szłam w bawełnianej bluzce i sweterku ażurowym z krótkimi rękawami zobaczyłam człowieka w kurtce zapiętej pod samą szyję, w czapce i rękawiczkach. Patrzyliśmy na siebie z pełnym niedowierzaniem. W jego wzroku była zauważalna dezaprobata. Że już jutro umrę na zapalenie płuc z przyległościami. W moim wzroku było niedowierzanie, że jest tak ciepło, a ten gość lata po mieście w pierzynie.
Wczoraj, gdy już miałam na sobie kurtkę, taką od deszczu, na uczelni prawie doszło do rozruchów, w momencie, gdy ją zdjęłam. Ta, co Ma Oczy Jak Gwiazdy od razu spointowała z politowaniem: “Ty to chyba nienormalna jesteś. Znów ci gorąco”?
A ja pod wspomnianą kurtką miałam coś ze szczątkowymi rękawami, z materii cienkiej. Zaś cała reszta grona profesorskiego szacownej uczelni siedziała w swetrach, fularach, kamizelach i bekieszkach.
Dziś padał od rana deszcz, ale w sumie ciepło. Wsiadam do taksówki, ogrzewanie jak w szklarni, a kierowca siedzi w kurtce. No dobra, jedźmy – nikt nie woła. Po trzech minutach byłam spocona jak mysz w połogu. Mówię kierowcy, że gorąco. On aż się odwrócił i z wrażenia aż noga z pedału gazu mu spadła:
- Gorąco?
Po wymianie kilkunastu zdań ustaliliśmy, że chociaż jestem cudzoziemką, to dokładnie wiem, co mówię, że istnieje (mizerna, ale jednak) wspólnota językowa i jak mówię “toplo”, to znaczy “toplo”, a nie “ladno”.. Opowiadam przed zajęciami ową przygodę z taksówki moim dzieciom z Bałkanów, a one rechotają, poprawiając szaliki, nauszniki oraz okrywają kolanka pledami. No, może bez przesady, ale w kurtkach siedzą i śmieszy je moje zdziwienie, moje wachlowanie się kartkami oraz spijanie wody z lodem. Prowadzę zajęcia w jedwabnych szatkach, nie dlatego, żeby pokazać, że jestem z północy, ale dlatego, że kaloryfery parzą. Spać nie mogę, bo pod cienkim kocem czuję się jak kurczak na rożnie.
Jednakże… potem jest trochę lepiej, bo tu ogrzewanie wyłączają o 22. Koło 2 w nocy biorę więc nawet drugi kocyk. Może się przyzwyczajam?
Na dodatek, w dużej ilości mieszkań, w których bywam (takoż i w miejscu, gdzie mieszkam) nie da się sterować temperaturą. No to trzeba wietrzyć. Dziś siedziałam u Delfina Ochrydzkiego oraz Filipa Macedońskiego i czułam się trochę dziwnie, bo tyłek miałam upieczony na cacy, zaś po nogach mi wiało. Może dlatego tak u nich jest, że Delfin z północy, jak i ja. Musi więc trochę sobie o stronach rodzinnych przypomnieć. Aż dziw, że ja jeszcze nie zapadłam tu na jakieś choróbsko z przegrzania.
Myślę jedynie ze współczuciem, o dzieciach tutejszych, które właśnie wyjechały na semestralne podróże edukacyjne do Polski. Akurat jak przyjechały, to śnieg spadł. Pewnie czuły się, jak na biegunie i wypatrywały wielkiego cielska polarnego niedźwiedzia przyczajonego pod uczelnią. Polska jawić się im musi jako kraina wiecznej zmarzliny, braku nadziei i możliwości figli łóżkowych, bo jak zdjąć kalesony, koszulek sześć, rajtki i futro w takich okolicznościach?
W takich okolicznościach zupełnie inaczej czyta się o tęsknocie Miladinova za południem, który siedział pewnie w Moskwie pod stosem futer, z soplem wiszącym u nosa, nóżkami umieszczonymi w miednicy z wrzątkiem i popiskiwał, że chce mieć skrzydła orła i lecieć na południe, bo już nie daje rady, a gdy słabe słońce północy zachodzi, on umiera.
Macedończykom (w ogóle mieszkańcom południa) wygrzanym słońcem jak tutejsze pomidorki, trudno funkcjonować u nas. A ja się przyzwyczaję, najwyżej jeszcze bardziej się wydekoltuję. I kupię sobie wachlarz. Marszałek von Paulus by się ze mną zgodził. Ciepło da się wytrzymać, zimna – ni cholery. O czym donosi spocony Pawian.
PS. Niedorzeczności językowe Pawiana – ciąg dalszy. Toczy się rozmowa o kocie (zdjęcie poniżej). Że się drze jak debil. A Pawian na to, zdziwiony mocno: “w jakim celu chcesz depilować kota”?
A kto mówił, że języki słowiańskie są łatwe? Pewnie jakiś Cyryl i Metody.
PS II. Idę na balkon się nieco ochłodzić.

“Ciepło da się wytrzymać, zimna – ni cholery”
Z tym to jest kłopot latem w hutach. Choróbska, litry wody mineralnej na zmianę. A w tym czasie w chłodniach pracownicy zdrowi, rumiani, i oczywiście odpowiedni odziani.
Rozebrać możemy się tylko do golasa, i gdy dalej gorąco, to ściąganie skóry już nie wchodzi w rachubę…
Pozdrawiam zakatarzony
Zawsze uwazalam sie za twardzielke (bo z gor jestem;) i jak bylo minus 30 stopni to nie straszne mi bylo wyjsc z domu, oczywiscie w pieciu swetrach, puchowej kurtce, czapce, rekawiczkach itp. A teraz za prawdziwych twardzieli uwazam anglikow. Bo to nie sztuka ubrac sie cieplo i nie marznac (ja), sztuka jest zalozyc w grudniu zwiewna sukienke, na to cienka kurteczke a na gole nozki szpileczki (model letni, z paseczkami) i stac sobie na przystanku jakby nigdy nic, oczekujac na autobus, ktory zawiezie nas na impreze, jak co piatek. Dodam, ze bylo moze z 5 stopni a tak ubranych kobiet cale mnostwo w centrum Londynu. I to jest prawdziwe twardzielstwo;). Natomiast we Wiedniu ubieramy sie zgodnie z kalendarzem, czyli w futra zima a plaszczyki wiosenne wiosna, temperatura na zewnatrz nie gra przy tym roli. Pozdrawiam cieplo!
Ciepło,zimno. Właśnie wczoraj skończyłem taką książkę czytać ,zresztą pawian na pewno zna, bo czytał wszystko;)
A tu zimno, smok wawelski zionie chyba soplami. pozdrawiam ciepluto!
Ciotkę mojej przyjaciółki spytano kiedyś w Szwecji: “na czym pani śpi w Polsce?”. Odpaliła “Na skale! Przykryta skórą niedźwiedzia polarnego”.
To, co napisała Dulcinea, skojarzyło mi się z kolei z Irlandią i ludźmi, którzy podczas ulewnego deszczu przemieszczają się w gumowych sandałach
skrajności są niedobre. dlatego najbardziej lubię pory przejściowe – jesień i wiosnę. po oparzeniach słonecznych nabytych nad morzem Śródziemnym z ulgą powitałam bardziej umiarkowany klimat nadbałtycki. do czasu gdy wiatry cos tam poprzestawiały i choć temperatura powietrza wynosiła przyjemne 26 stopni, to morze miało 9 (według ratowników). to ja już nie wiem…
czy Macedonia jest bardzo górzysta? i jak to ewentualnie wpływa na klimat?
aaa. i jeszcze… nikt tak jak ludzie pólnocy nie potrafi czerpać radości z nocnej kąpieli w Adriatyku w kwietniu. wywołuje to szczere zdziwienie południowców. pani recepcjonistka w pensjonacie próbowała przekazać coś o czekaniu na sezon i zamkniętej plaży. mnie nie przekonała:)
joteszu: przyjdzie wiosna, baronowo

, Adriatyk w kwietniu, to jest dopiero twardzielstwo
dulcinea: zgadzam się, Anglicy to są twardziele, szczególnie ci, co mają kominy na zewnątrz, które ogrzewają niebo nad wyspą
sknd: równie cieplutko, dziś ze 12 stopni – Pawian prawie w bikini chodzi
Pino: jedna kobieta wczoraj na mój widok się przeżegnała, a potem zapytała (oczywiście), czy mi nie zimno
iingrid: górzysta, Skopje położone w dolinie, to powoduje możliwie zmiany pogody w ciagu dnia, dość wilgotno, ale raczej bez wielkich wiatrów. Wieksze góry to np. Szarplanina, ale Pawian pojedzie tam dopiero wtedy, gdy będzie kupował psa
Dziś w Londynie jest 13C i ja marznę. Może masz gorączkę? albo praktykujesz jogę? coś tu mnie niepokoi. Zlekka.
Widocznie, Stefanie, tak naprawdę jesteś z południa, jak pomidorek. Ja zaś jestem czarnym bzem, dobrym dopiero po zamarznięciu
zamiar kupna psa pochwalam:)
a tego Adriatyku spróbuj na wiosnę, jak możesz, polecam!
a, to była opowieść o względności- przeca
Ładna
Po przemarznięciu dobra jest brukselka, bo wyłazi z niej goryczka. Niektóre winogrona też jakoby zostawiane są do przemarznięcia…
pawianprzydrodze:
Ja zaś jestem czarnym bzem, dobrym dopiero po zamarznięciu
Chyba jednak tarniną.
I tym, i tym – podobno coś się robi z czarnego bzu po pierwszym zmarznięciu. Zapytam pawiańskiego tatusia.
Ja bym chciał pochwalić Pawianka za świetną metaforę braku umiejętności przystosowania się moich macedońskich dzieci do warunków bytowania na dalekiej północy
Tja… Delfinku (tu przypominam frazę z wiersza Barańczaka i puszczam oko, nie puszczając farby)