Jak Państwo doskonale wiedzą, Pawian koncertowo wpada w kłopoty, albo przynajmniej, z wielkim talentem, najprawdopodobniej swą osobą, wabi dziwne sytuacje. Jak zawsze, zaczyna się niewinnie, a potem to już są przynajmniej Ptaki, a jak mawiał ich reżyser – na początek trzęsienie ziemi, a potem już tylko napięcie narasta. Ale… nie uprzedzajmy wypadków.
Pawian jest cwaniak, wyczaił więc, że taksówkarze zawsze zadają dokładnie te same pytania, które są jak sytuacja z Rejsu: Nuda. Nic się nie dzieje. Dialogi nudne… Standard taksówkarski wygląda tak: skąd jesteś, co tu robisz, ile tu jesteś, czy pierwszy raz w Macedonii, czy ci się tu podoba, a czy widziałaś (wstaw zabytek). Odpowiedzi Pawian ma wypracowane, może nie do perfekcji, ale większość taksówkarzy jest pod wrażeniem. Nie zdradzam im, że taką sytuację komunikacyjną przeżyłam już pierdyliard razy, no i aktorsko jadę z koksem. Czasy sprzed kilku miesięcy, gdy popełniałam nieprzyzwoitości językowe, mamy już za sobą.
Jedynym odstępstwem od reguły mogą być wtręty, czy dobrze jedziemy. Wystarczy mówić: pravo, pravo, do semafori, desno, tuka, fala mnogu (tu następuje wręczenie kasy) prijatno, albo ajde ciao. Kurtyna. Prawda, że proste? Jasne, jak świński ogonek!
To znaczy, zazwyczaj jest zawsze tak samo, taksówkarze mili, uśmiechnięci, pomocni. Chyba, że… Tu nastąpi dramat w jednym akcie (tłumaczenie i didaskalia by Pawian):
Akt I:
Osoby dramatu:
Achmatowa
Delfin Ochrydzki
Pawian kiepsko mówiący po macedońsku, a tak naprawdę sylabizujący werbalnie
Taksówkarz w białym golfie
Stadko psów (wszystkie czarne: dwa duże, jeden średni i jeden szczeniak)
Scena I
Na ulicy stoją: Pawian, Achmatowa i Delfin. Żegnają się po wyjściu z kafany.
Delfin Ochrydzki (po polsku): Uważaj Pawian na siebie. Napisz smsa, jak dotrzesz. Albo zadzwoń…
Pawian wsiadając do taksówki też mówi po polsku: Dobra, dobra. To do jutra. Cześć Achmatowa, cześć Delfin. Świetnie się bawiłam, dziękuję.
Po macedońsku (albo w jego karykaturze) do taksówkarza: Dzień dobry, proszę na skrzyżowanie Partyzanckiej i Roosevelta.
Taksówkarz: A skąd jesteś?
Pawian na stronie: o ja pierdziu, zaczyna się. Następny gaduła. Co by było, gdybym powiedziała, że jestem hiszpańską tancerką egzotyczną i mam w torbie pytona? No tak, nie powiem, nie umiem tego powiedzieć po macedońsku.
Pawian głośno (w pakiecie dołącza służbowy uśmiech numer 12): Jestem tralalalalala… Następuje tzw. standard. Pawian uspokojony, że wszystko rozgrywa się wedle ustalonego wcześniej scenariusza traci na moment rewolucyjną czujność.
Taksówkarz: A masz męża?
Pawian (na stronie): Zestaw pytań zmienili, bez poinformowania? (głośno) Tak, mam.
T.: A ile jesteście po ślubie?
P.: (udaje, że liczy na paluszkach, a tak naprawdę ma kłopoty z liczebnikami): Nooo… (na stronie: a niech będzie…) 15 lat.
T.: To ile ty masz lat?
P.: (na stronie: cholera, matematyk się znalazł, jak to powiedzieć po macedońsku): Nie powiem.
T.: A jak myślisz, ile ja mam lat?
P.: (na stronie – staro, słoneczko, wyglądasz, ale… co mi tam) Ty masz 28.
T.: Zgadłaś, zgadłaś.
P.: (na stronie, mocno ironicznie: ale się cieszę)
T.: To teraz ty powiedz ile masz lat? Tutaj prosto czy w prawo?
P.: Prosto, prosto. No wiesz… Stara kobieta jestem. Jak twoja matka (na stronie: a skąd ja wiem, jak wcześnie twoja mama zaczęła? Może być, nie? A poza tym sprytna jestem – nie było liczebnika – chichocze wewnętrznie)
T.: Nieprawda, ty jesteś młoda i piękna.
P.: (na stronie: no gościu, masz wadę wzroku i to poważną, kto dał ci prawo jazdy?) Dziękuję bardzo. O! Tutaj, tutaj w prawo. Dziękuję (Pawian podaje 1000 denarów, bo nie ma drobnych)
T.: Ale to prawda. Jesteś bardzo piękna. Nie mam wydać.
P.: (nadal na luzie, ale lekko zdziwiony) Jedź do Mc’Donalds koło Tinexu, tam rozmienimy. Prosto, do skrzyżowania i w lewo.
T.: Dobrze (zaczyna manewry kierownicą). Czy masz tu dużo przyjaciół?
P.: Tak. Polaków, Macedończyków, Rosjan, Albańczyków.
T.: A może masz czas i umówisz się ze mną na kawę?
P.: (nie zrozumiał, o co chodzi, chyba było to zdanie złożone w czasie przyszłym) Kto?
T.: Ty i ja, na kawę, na wino…
P.: (na stronie: Święty Naumie Ochrydzki ratuj, święci Cyrylu i Metody miejcie mnie w swej opiece! Kompleks Edypa, jako żywo! Jasne, już biegnę, a potem będzie romantycznie i będziemy paśli kozy pod Tetovem) Coooooo? Nienienienienienie… Yyyyyy… Mam dużo pracy, dużo wykładów. Konferencję. Dużo, dużo, dużo pracy… (ruchami rąk podkreśla ile ma pracy) O Mc’Donalds!!!
T.: (wysiada i idzie rozmienić pieniądze)
P.: (wysiada z taksówki i staje w bloku startowym, gotów do sprintu)
T.: (wraca i się rozlicza, bierze za mało)
P.: (jest z Małopolski, ale swój honor ma – wylicza wszystko skrupulatnie, co do denara)
T.: Chcesz, odwiozę cię do domu? Pod sam dom.
P.: (z miną „aleosochodzi”): Nie, nie. Pójdę do sklepu. Dziękuję bardzo. Cześć (oddala się dość nerwowym świńskim truchtem).
Pawian przeleciał przez sklep jak małe i żółte tornado. Udał się w stronę swego ulubionego śmietnika, by uspokoić rozklekotane nerwy przy karmieniu stadka psów.
P.: (do psów, pełen emocji) No proszę, proszę. Tu jest kolacja. No wiecie, kochani, czy ja wyglądam na pedofilkę? Jakiś zbok to był, moi kochani, no perwers prawdziwy…
Psy: (merdają ze zrozumieniem ogonami, a w ich oczach widać pełną zgodę na to, że Pawian pedofilką nie jest)
KURTYNA
